środa, 30 grudnia 2015

Podsumowanie roku 2015

Ten rok był dla mnie wyjątkowy. W styczniu postanowiłam założyć tego bloga, co było swojego rodzaju przełomem w moim życiu. Nigdy nie narzekałam na nadmiar czasu wolnego i z początku wątpiłam, czy uda mi się prowadzić tego bloga dłużej niż miesiąc. A jednak mi się udało i strasznie, strasznie, strasznie się cieszę, że mogę dla was pisać i że wy jesteście ze mną. <3

Przeczytane książki w roku 2015:  83 książki  

Miałam jeszcze pisać ile książek kupiłam przez cały rok, ale chyba sama nie chcę tego wiedzieć... :)

TOP 5 roku 2015 - czyli najlepsze przeczytane książki:

5. Zanim się pojawiłeś Jojo Moyes


Ta książka nie tylko mnie wzruszyła, ale też poruszyła. Problem ludzi niepełnosprawnych nie jest lekkim i przyjemnym tematem, ale autorka tak go opisała, że pochłonęłam tę książkę w tempie błyskawicznym. Will jest niepełnosprawny, ma porażenie cztrokończynowe. Rusza tylko głową i kilkoma palcami jednej ręki. Jego opiekunką zostaje Lou, która próbuje przywrócić mu radość życia. Mega ryczałam przy czytaniu, polecam każdemu.






4. Wołanie kukułki Robert Galbraith


Jestem chyba jedyną osobą na świecie, która zaczynając czytać tę książkę nie wiedziała, że napisała ją J.K. Rowling pod pseudonimem. Haha. Aż się zdziwiłam, że spodobało mi się coś zupełnie niezwiązanego z Harrym Potterem jej pióra. Spotykamy się z ekscentrycznym współczesnym detektywem Cormoranem Strikiem i jego asystentką Robin. Jak to detektywi, rozwiązują zagadki itp. Są też mega sympatyczny, zwłaszcza Strike. Jeśli kochacie Sherlocka Holmesa tak jak ja - przeczytajcie to koniecznie.





3. Dotyk ciemność C.J. Roberts


Zdarzyło się coś czego się nie spodziewałam. Spodobał mi się erotyk. O dziwo nie miał w sobie nic z Greya! I nie był wcale wulgarny. Livvie została porwana. Caleb - porywacz, ma wytresować ją na seksualną niewolnicę, żeby zemścić się na pewnym miliarderze. Ale co jeśli pojaw się między nimi jakieś uczucie? Książka jest mocna, brutalna i nie dla osób o słabych nerwach. Jest pełna erotyzmu, ale też ciepłych o dobrych uczuć. Żeby zrozumieć, trzeba przeczytać. :)





2. Droga Królów Brandon Sanderson


Dawno nie czytałam książki fantasy napisanej z takim rozmachem, taką różnorodnością bohaterów i epickości. Ta mega obszerna książka jest wypełniona wspaniałymi herosami, magią, brutalnością i zadziwiającymi przygodami. Autor od podstaw wykreował świat pełny niezwykłej flory i fauny (czy. potwory). Jeśli lubicie klasyczne fantasy - to jest książka dla was!







1. "Obca" Diany Gabaldon (i dalsze części)

Płomienny romans podróżującej w czasie Claire i gorącego szkota Jamiego w przecudownej scenerii XVIII-wiecznej Szkocji. Razem starają się przetrwać w czasach wojny, powstań i brutalności. Ich miłość jest niezwykła, pełna poświęceń i czułości. Nie brakuje też brutalności i rozlewu krwi, więc jeśli szukacie też mocniejszych wrażeń, ta książka na pewno wbije was w fotel. Ta oraz dalsze 7 części, towarzyszyły mi od wiosny aż do jesieni, więc prawie cały rok. Poleca, polecam! A dodatkowo zachwycałam się serialem Outlander. Rok 2015 przetrwałam pod hasłem Szkocja!             RECENZJE:


WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W NOWYM ROKU!!!

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Konkurs Świąteczny [WYNIKI]

Nadszedł czas na ogłoszenie wyników Świątecznego Konkursu z książką ""Ekstrakt z kwiatu orchidei"

Wszystkie wasze odpowiedzi były wspaniałe i pełne świątecznej magii.
Jednak zwycięzca mógł być tylko jeden. Razem z niezależnym jury po burzliwych obradach wybraliśmy zwycięzcę.


Gratulacje dla:

Mirya 91

Już poleciał do Ciebie mail. Pocieszam resztę, że już za niedługo nowy konkurs, bo zbliżają się pierwsze urodziny Latających książek! Bądźcie czujni :)

sobota, 26 grudnia 2015

Dotyk ciemności - C.J. Roberts

Nie byłam do końca przekonana do tej książki. Bałam się, że będzie to kolejny niby pseudo i nie wiadomo jaki jeszcze erotyczek w stylu Pięćdziesiąt twarzy Greya. Rzeczywistość naprawdę mnie zaskoczyła, bo ta książka jest genialna i nie ma nic wspólnego z Greyem. Przeczytałam u kogoś określenie "majstersztyk"- ono najbardziej pasuje mi do tej książki.

Zarys fabuły jest dość prosty. Livvia zostaje porwana przez Caleba, który ma za zadanie "wytresować" ja na seksualną niewolnicę, którą następnie sprzeda pewnemu miliarderowi. Ma się stać częścią wielkiego planu mającego za cel wyeliminowanie rzeczonego milionera. Livvia jest przerażona, próbuje walczyć i uciekać, ale po pewnym czasie zdaje sobie sprawę że szanse na to są minimalne. Livvia pada ofiarą syndromu sztokholskiego. Zaczyna czuć sympatię, a może i nieco gorętsze uczucie do porywacza. Z kolei dla Caleba dziewczyna jest niczym więcej jak kolejnym "zwierzaczkiem" do wytresowania. Ale czy na pewno? Zaczyna podziwiać jej wytrwałość i upór. Intryguje go i wywołuje uczucie o które by się nigdy nie podejrzewał.

W książce jest świetnie zarysowany portret psychologiczny postaci. Poznajemy przemyślenia porwanej, jest strach, ból, uczucie rezygnacji i nadziei. Bardzo mi się podobało, że książka nie jest napisana z jednej perspektywy, ale widzimy historię również z punktu widzenia porywacza. Jego zachowanie i myśli z początku wydały mi się chore, ale z czasem niesamowicie go polubiłam. Oboje są świetnie wykreowani i stwarzają wrażenie prawdziwych.

Skoro erotyk to sceny erotyczne, których było bardzo dużo. Bałam się uczucia wszechogarniającego zażenowania i może nawet lekkiego obrzydzenia i wiecie co? Niczego takiego nie było. Chwile erotycznych zbliżeń są napisane bardzo naturalnie, bez wulgaryzmów i "wsiowych" określeń. Gratuluję tłumaczce - Agnieszce Brodzik - świetna robota! Oczywiście nie wszystko było miłe i przyjemne. Niektóre perwersje były szokujące. Dla fanów ekstremalnych wrażeń będzie w sam raz, a wygląda na to, że to jeszcze nie koniec i w kolejnej części będzie jeszcze "lepiej" i drastyczniej. 

Polecam tą książkę wszystkim odważnym, którzy zawiedli się na Greyu i zapewniam, że w tym przypadku zawodu nie doświadczycie. To naprawdę wspaniała i niestandardowa historia miłości porwanej i porywacza, która wciąga i absorbuje na długie godziny. Jest niepokojąco, mrocznie i bardzo emocjonalnie. Sama jestem zaskoczona, że ta książka aż tak mi się spodobała. Jak tylko zaczęłam czytać - przepadłam wciągnięta. To zdecydowanie najlepsza książka erotyczna jaką czytałam. Jeszcze raz wielkie dzięki dla Lustro Rzeczywistości za polecenie mi jej. Warto było przeczytać.

Szczegóły:
Tytuł: Dotyk ciemności
Tytuł oryginalny: Captive in the Dark
Tom: 1
Seria: The Dark Duet
Autor: C.J. Roberts
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 328

środa, 23 grudnia 2015

Słodka zemsta - Nora Roberts

Po przeczytaniu kilku książek o tematyce poważnej, filozoficznej - ogólnie rzecz biorąc trudnej, zachciało mi się przeczytać coś co mnie zrelaksuje i odpręży. Sięgnęłam po niezastąpioną Norę Roberts, której książki nadają się do tego idealnie. Wybrałam pozycją na chybił trafił, a los chciał, że wylosowałam coś, co nawiązuje do współczesnych ogólnoświatowych problemów jakimi są terroryści z państwa islamskiego i o których było głośno w mediach jakiś czas temu. Przypadek? 

Phoebe jest gwiazdą Hollywood, która wyszła za mąż za arabskiego króla. Dla niego porzuciła wszystko i wyjechała do jego kraju. Okazało się, że w Jaquirze nie jest tak pięknie jak się jej wydawało. Siła tradycji okazała się silniejsza niż miłość. Stosunki z mężem zaczęły się pogarszać, a czarę goryczy przepełniło to, że nie urodziła syna, lecz córkę - Adrianne. Kiedy dziewczynka ma około 8 lat razem z matką i ojcem udaje się w swoją pierwszą wyprawę za granicę, do Paryża. Tam matce i dziecku udaje się zgubić ochronę i uciec do Ameryki. Książka opisuje dzieciństwo i młodość Adrianne, jej problemy z matką i późniejsze samodzielne życie. Dziewczyna, która nosi tytuł księżniczki zaczyna kraść klejnoty, a zysk przeznaczać na cele charytatywne. W dzień jest celebrytką, w nocy włamywaczką. Nie wie, że jej akcjami zainteresował się Interpol, a na jej tropie jest Philip, były i zrehabilitowany włamywacz. Ponieważ jest to romans, ich drogi zaczynają się krzyżować. Tymczasem Adrianne planuje największy skok swojego życia. 

Jaquir - przy wykorzystaniu całej mojej geograficznej wiedzy, nie udało mi się zlokalizować takiego państwa, emiratu czy księstwa, więc zakładam, że jest ono fikcyjne i leży gdzieś nad Zatoką Perską lub Morzem Czerwonym. Rządzi nim król, obowiązuje prawo szariatu, czyli panuje najsurowsza odmiana Islamu. Akcja startuje w pod koniec lat 60-tych, więc Jaquir jest nieco zacofany w porównaniu do reszty świata. Dopiero po pewnym czasie to się zmienia. Wydaje mi się, że sprawa Islamu, tradycji i traktowania kobiet jest to przedstawiona dość łagodnie. Może dlatego, że książka powstała w 1988, jeszcze przed atakami terrorystycznymi i tuż po zakończeniu wojny Iracko-Irańskiej. Gdyby książka powstała teraz, byłaby zapewne mniej bajkowa i bardziej brutalna. Istnieje jeszcze możliwość, że autorka celowo stworzyła własne państwo, żeby nie oczerniać żadnego istniejącego.  Trochę się na ten temat rozpisałam, ale bardzo mnie ten Jaquir frasował...

Mam wrażenie, że we wszystkich książkach Nory pojawia się ten sam typ mężczyzny, czyli zabawny, opiekuńczy, niesamowicie namiętny i przenikliwy. Ale wiecie co? Chyba lubię taki typ, bo w sumie te książki mają zrelaksować, bawić i trochę odmóżdżyć czytelnika. A przy tej książce miałam mnóstwo frajdy. Spodobało mi się połączenie księżniczki z włamywaczką. Jej podwójne życie jest interesujące, a miejscami zabawne.  
Krąży po rynku dość sporo książek, których akcja osadzona jest w państwach islamskich: o arabskich żonach, córkach, kochankach, służących itp. Nie czytałam żadnej o takiej tematyce, więc nie mam z czym porównywać tej, ale nie polecam uczyć się z niej arabskich zwyczajów. Myślę, że ta książka zadowoli fanki romansu, jest też trochę dreszczyku emocji i napięcie. Pochłonęłam ją w jeden dzień i rekomenduję, jako wspaniałą książkę na leniwy weekend.

Szczegóły:
Tytuł: Słodka zemsta
Tytuł oryginalny: Sweet Revange
Autor: Nora Roberts
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 320

wtorek, 22 grudnia 2015

Świąteczny TAG

Z okazji tego, że zbliżających się Świąt, przedstawiam wam kilka świątecznych informacji o spędzaniu Świąt przeze mnie.
Enjoy!

1. Twój ulubiony świąteczny film to:
Jestem tradycjonalistką co roku oglądam Kevina, nieważne, że znam obie części na pamięć. Lubię też bajkę "Ekspres polarny".  Ale mój najulubieńszy film to "Święty Mikołaj" z 1985 roku - ten film oglądałam przez całe dzieciństwo.

2. Twój ulubiony kolor świąteczny to:
Czerwony i zielony. No i biały (jeśli jest śnieg, to super). Mało oryginalnie, ale uwielbiam norweskie wzory i motywy świąteczne właśnie z takimi kolorami :)

3. Ubierasz się odświętnie czy spędzasz Święta w piżamie?
Na Wigilię zawsze ubieram się ładnie i odświętnie. To chyba oczywiste. Co do reszty dni. Lubię siedzieć w piżamce, bo jest wygodna i mam świadomość tego, że nic nie muszę.  Ale piżamka też ma na sobie jakiś świąteczny akcent, np. renifera.

4. Jeśli w tym roku mogłabyś/mógłbyś dać prezent tylko jednej osobie, to kto by to był?
To chyba za ciężkie pytanie. Nie mogłabym wybrać. To może, żeby nikt się nie obraził, dałabym prezent... sobie, hihi. :D

5. Otwierasz prezenty w Wigilię czy świąteczny poranek?
W wigilię. Taka u mnie panuje tradycja. Pamiętam, że zawsze się dziwiłam, dlaczego w Kevinie otwierają je w świąteczny poranek. Chyba bym nie wytrzymała do rana.

6. Czy kiedykolwiek zbudowałaś/zbudowałeś domek z piernika?
Nie. Ale w tym roku go zbuduję! Mam już plan, przepis i lukier. Jak go już zbuduję, to obiecuję wstawić wam zdjęcie na instagrama lub Fb. :) Mam nadzieję, że mi wyjdzie.

7. Co lubisz robić podczas przerwy świątecznej?
Odpoczywam, czytam, jem ciasta i sałatki - chyba większość osób to robi. Jeśli jest śnieg (a nie a go teraz!) to uwielbiam jeździć na narty z tatą. Oprócz tego, zakorzeniła się u nas taka dość nowoczesna tradycja - kino w Święta. Przez ostatnie 3 lata w okolicy Drugiego Dnia Świąt wybieraliśmy się całą rodzinką do kina na Hobbita, a w tym roku są to Gwiezdne Wojny.

 

8. Ulubiony bożonarodzeniowy zapach?
Nie cierpię zapachu pomarańczy i goździków! A zawsze w którymś kącie mama taką wiesza, więc tego miejsca staram się unikać. Bardzo lubię zapach ciastek, wanilii i cynamonu - tak, to moje ulubione.

9. Twoje ulubione świąteczne jedzenie to:
Ja naprawdę lubię wszystko, co jest na Wigilii, no może oprócz kompotu z suszu. Moi faworyci to barszcz z uszkami i kapusta z grzybami.

10. Ulubiona świąteczna książka?
Jejku, nie wiem. Szczerze mówiąc mało takich czytałam. Nie będę zbytnio oryginalna i postawię na "Opowieść wigilijną". Jest to książka ponadczasowa, na której podstawie powstało już całe mnóstwo filmów i bajek. 


Zachęcam Was do zrobienie takiego tagu na waszych blogach. Wesołych i zaczytanych Świąt!

piątek, 18 grudnia 2015

Czekając na odkupienie - Katarzyna Łochowska


Raczej nie czytam romansów paranormalnych i innych tego typu rzeczy. Jednak kończąc tą książkę bardzo się zdziwiłam, że mi się podobała i bardzo łatwo i przyjemnie się przez nią przeprawiłam. Początek to jeden wielki misz masz. Ale w pozytywnym znaczeniu. Poznajemy naszą bohaterkę Cassandrę, mieszkającą w Nowym Orleanie, w międzyczasie lądujemy w V wieku pomiędzy Hunami, a jednocześnie na scenę wchodzą diabły i siły nadprzyrodzone z królową piekieł Lilith na czele.

Wszystko zaczęło się w V wieku, kiedy pewien Hun zgwałcił rzymiankę, za co został przeklęty. Prawie 1500 lat później znalazł Cassandrę, która okazała się przyszłym wcieleniem tejże kobiety. Cass jest wielką imprezowiczką, która po pewnej szalonej imprezie zgodziła się, aby pewien zielonooki przystojniak podwiózł ją do domu. Została brutalnie wykorzystana i zostawiona sama przy drodze, przez co przez lata miała koszmary. Cztery lata później w Nowym Orleanie znowu zobaczyła te niesamowite zielone oczy, po czym dziwne moce przeniosły ją w czasie do czasów Cesarstwa Rzymskiego. Chyba nie muszę pisać jak bardzo zaskoczona była dziewczyna ze współczesności w nowym barbarzyńskim miejscu i czasie, dodatkowo porwana przez Huna Fanga. 

Bardzo lubię motyw podróży w czasie i czytałam już spoko książek na ten temat, więc ucieszyłam się kiedy odkryłam go w tej książce. Ale chyba w żadnej bohaterka jak ta nie manifestowała tak swojego pochodzenia. Co chwila wspominała hot-dogi, internet i telefony, co trochę irytowało. Bardzo podobały mi się jej reakcje na widok fantastycznych stworzeń, które się w pewnym momencie pojawiają. Ja chyba też pierwsze co bym pomyślała na widok krasnoluda, to że się urwał z Władcy pierścieni, a demony i sukkuby porównywała do postaci z jakiegoś romansu-paranormalnego dla nastolatek. Świat w którym Cassandra wylądowała okazał się piekłem, a dziewczyna żeby wrócić do domu musi przemierzyć jego kolejne kręgi i zmierzyć się z jego władczynią. Na swojej drodze spotyka kilku nowych przyjaciół, ale też wiele niebezpieczeństw w tym ogromne pająki (szczególnie obrzydliwe dla mnie - mam fobię!).

Wydaje mi się, że ta książka dla wieku gimnazjum i niżej nie za bardzo się nadaje. Na początku trochę przeszkadzało mi za dużo wulgaryzmów i erotycznych opisów, ale im dłużej czytałam, tym było lepiej. Tak więc uczuć i miłości jest w tej książce sporo, bo Cassandra zakochuje się w swoim oprawcy. Przypomina mi to trochę syndrom sztokholmski - kiedy ofiara zaczyna darzyć sympatią porywacza. Nie do końca pasowało mi takie szybkie przejście z nienawiści do miłości. Cały proces wydaje się mocno przyśpieszony.

Lekkie pióro autorki i wartka akcja sprawiają, że książkę chce się czytać i czyta się ją bardzo szybko. Mi wystarczyły dwa dni. Czy polecam? Chyba tak. Na pewno jest to ciekawa pozycja i coś zupełnie innego niż książki, które normalnie czytam.

Szczegóły:
Tytuł: Czekając na odkupienie
Autor: Katarzyna Łochowska
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Liczba stron: 266

wtorek, 15 grudnia 2015

Konkurs Świąteczny + 100 obserwatorów!!! [zakończony]

Kocham Was!!! Zrobiliście mi najlepszy prezent na Święta. Nie sądziłam, że mój blog dorobi się kiedyś 100 obserwatorów <3 dziękuję, że tu jesteście - każdy komentarz i pojedyncze wyświetlenie posta sprawia mi ogromną radość i motywuje do dalszego pisania :)

Teraz to ja chcę wam zrobić świąteczno-noworoczny prezent. Możecie wygrać książkę "Ekstrakt z kwiatu orchidei" Weroniki Wierzchowskiej - recenzja TUTAJ


Co musicie zrobić aby wygrać? Odpowiedzieć na jedno proste pytanie:

pytanie konkursowe: Napisz jaki element Świąt jest twoim ulubionym?

(nie musicie się bardzo rozpisywać) Powiem wam, że moim ulubionym elementem jest śnieg :)

Oraz zgłosić się wg podanego schematu:

Chcę tę książkę/Zgłaszam się/Umrę jeśli nie wygram!
Obserwuję jako: 
E-mail:
Lubię stronę na Facebook'u (opcjonalne):
Baner lub udostępnienie posta: 
Odpowiedź:

Zgłoszenia od 15.12.15r. do 27.12.15r.
O wynikach poinformuję w ciągu 3 dni na blogu i zwycięzcę e-mailowo.

Regulamin:
1. Organizatorką konkursu oraz fundatorką nagrody jestem ja Yelle, autorka bloga latajace-ksiazki.blogspot.com. Książka pochodzi z mojej prywatnej biblioteczki.
2. Nagrodą w konkursie jest egzemplarz książki "Ekstrakt z kwiatu orchidei" Weroniki Wierzchowskiej.
3. Aby konkurs się odbył  musi się zgłosić min. 12 osób.
4. Konkurs trwa od 15.12.2015 r. do 27.12.2015 r. do godziny 23:59. Zgłoszenia po tym terminie nie będą brane pod uwagę.
5. Aby wziąć udział w konkursie należy: podać adres e-mail, być publicznym obserwatorem bloga oraz udostępnić informację o konkursie. 
6. Uczestnikiem może być każdy, kto posiada adres korespondencyjny na terenie Polski.
7. Wyniki zostaną ogłoszone do 3 dni od daty zakończenia konkursu
8. O wygranej poinformuję  zwycięzce drogą mailową. Na przesłanie zwrotnego e-maila z adresem zwycięzca ma 3 dni, w innym przypadku odbędzie się powtórne wyłonienie zwycięzcy.
10. Koszty wysyłki pokrywa organizator.

Wyniki -> KLIK

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Zanim się pojawiłeś - Jojo Moyes

Nie, nie, nie. Takie książki są nie na moje nerwy, nie na moje za miękkie serducho i nie na moją zbyt małą ilość chusteczek higienicznych. Normalnie unikam takiej literatury jak ognia, ale tym razem ogromnie się cieszę, że tą książkę przeczytałam.

Lou jest zwyczajną dziewczyną, która nagle straciła pracę. Jej wkład w budżet domowy był bardzo istotny, więc nie szukała czegoś "na gwałt". Dostała nieoczekiwaną ofertę pracy, jaką była opieka nad mężczyzną na wózku z porażeniem czterokończynowym. Will jest mężczyzną w kwiecie wieku. Uwielbia motocykle, sporty ekstremalne, kobiety za nim szaleją, jest prawnikiem i zarabia kokosy. To wszystko kończy się w jednej chwili. Wypadek sprawia, że wyląduje na wózku. Tak zaczyna się niezwykła znajomość Lou i Willa. Spotykają się, kiedy Will od dwóch lat jest niepełnosprawny. Stał się irytujący i zrzędliwy. Czy wiecznie uśmiechnięta Lou zmieni jego nastawienie do życia?

Ta książka jest niesamowicie piękna. Na pewno zapamiętam ją do końca życia. To wspaniała opowieść o przyjaźni, miłości, poświęceniu i poznawaniu samego siebie. Bałam się, że przez całą książkę będę współczuła Willowi i wylewać łzy. Na szczęście przez większą część było zabawnie i przyjemnie. Docinki Willa na temat różnych cech i dokonań Lou były świetne. Niesamowicie go polubiłam, bo posiada wielką charyzmę, poczucie humoru i kilka wad, które czynią go po prostu prawdziwym. Z kolei Lou jest dziewczyną, która nie ma pomysłu na swoje życie, nie wie co chce robić i do czego się nadaje. Z pomocą Willa odkrywa samą siebie i sprawia, że on też zaczyna żyć.

Myślę, że zdjęcie obok mówi samo za siebie, jaka jest końcówka tej książki. Wzruszająca, to mało powiedziane. Problem ludzi niepełnosprawnych nie jest szeroko opisywany. Przyznam, że nie słyszałam o wielu książka na ten temat. Dość szeroko jest opisywana sfera codziennego życia i rozmaite bariery, które uniemożliwiają normalne funkcjonowanie, a z których nie zdajemy sobie sprawy jak na przykład za wąskie chodniki, windy czy progi. To daje do myślenia. Nie wiedziała też tego, że specjalnie dla niepełnosprawnych powstało aż tyle gadżetów ułatwiających życie.

Wydaje mi się, że każdy nieświadomy tych problemów, powinien tą lub podobną książkę przeczytać. Mi dała nieźle do myślenia i zachęcam was do czytania.

Szczegóły:
Tytuł: Zanim się pojawiłeś
Tytuł oryginalny: Me Before You
Autor: Jojo Moyes
Wydawnictwo: Świat książki
Liczba stron: 384

wtorek, 8 grudnia 2015

Numer telefonu - Anna Kucharska

Popatrzcie tylko na okładkę tej książki. Okropna. Szczerze mówiąc, widząc ją na półce nie zdecydowałabym się na jej kupno. Dlatego jestem niezmiernie wdzięczna za możliwość wygrania tej książki Wydawnictwu Videograf, bo jest to jedna z najpiękniejszych książek o samotności, rodzinie i miłości jakie kiedykolwiek czytałam.

Całość fabuły jest bardzo, bardzo prosta. Zuzka trzy lata wcześniej straciła mamę, która miała wylew. Po jej śmierci odsunęła się od ojca i wszystkich przyjaciół. Wiodła życie samotniczki. Wegetowała samotnie w Rzeszowie chodząc jedynie do pracy i dzwoniąc do mamy. Ale chwila, do mamy? Okazuje się, że numer telefonu jej mamy ciągle jest aktywny, więc Zuzia codziennie dzwoni i zostawia wiadomości głosowe. Pewnego dnia ktoś ten telefon odebrał. I tu zaczyna się przygoda. Kiedy Zuzia traci pracę, Teresa zaprasza ją do siebie do Gdańska, gdzie poznaje jej syna - Jakuba. Czy Zuzka znajdzie szczęście na drugim końcu Polski? Czy nauczy się żyć chwilą - carpe diem? Czy potrafi jeszcze pokochać? Czy znajdzie nić porozumienia z tata? 

Książka jest bardzo krótka, bo ma tylko 240 stron, ale jest równocześnie naładowana przeróżnymi emocjami. Co parę stron zapierało mi dech w piersiach, a sama końcówka mnie zdruzgotała. Moje serducho rozsypało się na kawałki tylko po to, żeby zaraz zostało w błyskawicznym czasie posklejane. Takiego finału mogę autorce książki tylko pogratulować. Płakałam ze wzruszenia rzewnymi łzami...

Jest jeden element, który niesamowicie mi się spodobał. Jest to coś strasznego - wielkie, mroczne i złe do szpiku kości bydlę. Prawdziwy diabeł syczący na wszystko z nienawiścią, czyli.... kot sąsiadki, nazwany "pieszczotliwie" przez Zuzkę Behemotem. Ów kot mieszka za ścianą i nie daje Zuzi spać. Bardzo mi się ten drugoplanowy wątek spodobał. Jawne nawiązanie do kota z Mistrza i Małgorzaty, do którego mam ogromny sentyment.

Książkę pochłonęłam w jeden dzień i długo rozpaczałam, że to jest koniec. Myślę, że każdy znalazłby w Zuzi i w sytuacji w jakiej się znalazła cząstkę siebie. Jeśli byliście kiedyś w jakimś związku, gwarantuję, że znajdziecie w tej książce całą masę znajomych rzeczy. Od kłótni "kto ma w czym rację" do pięknych chwil i szczerych rozmów. Mimo, że w niektórych momentach książka wydaje się lekko odrealniona i przypomina mi trochę historię o Kopciuszku, to bardzo mi się spodobała. Anna Kucharska stworzyła przepiękną i świetnie opowiedzianą historię, oraz bohaterów, którzy zapadają na długo w pamięci. Naprawdę polecam wszystkim tę książkę, a zwłaszcza marzycielkom i poszukiwaczkom pięknych, wzruszających historii!

Szczegóły:
Tytuł: Numer telefonu
Autor: Anna Kucharska
Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 240

Książka przeczytana w ramach akcji BookAThon Zima 2015
Wyzwanie: książka, którą wybrała dla Ciebie inna osoba.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

BookAThon Polska - Edycja Zima 2015 - Podsumowanie


Skończył się BookAThon - wielki maraton czytelniczy. Za zadanie postawiłam sobie przeczytanie pięciu książek. Co mi się udało, a co nie? Zobaczcie!

Książki, które wybrałam odpowiadały wyzwaniom:


PONIEDZIAŁEK

1. Książka z czymś czerwonym na okładce i tytuł, który zdobył nagrodę literacką: Ja, Tituba, czarownica z Salem Maryse Condé. 

Podciągnęłam sobie tą jedną książkę pod dwa wyzwania. Podobała mi się, zresztą jej recenzja jest już na blogu. Jest to bardzo ciekawe ujęcie niewolnictwa w Ameryce połączone z wątkiem Czarownic z Salem i prawdziwą magią.






WTOREK

Okładka książki Rozważna i romantyczna2. Książka z listy 100 tytułów BBC: Rozważna i romantyczna Jane Austen

Przeczytałam... aż 50 stron. Trochę wymiękłam przy tej książce. Nie dlatego, że jest zła i nudna, bo mi się spodobała już na początku, ale przez to, że ten wtorek jakoś mnie nie nastrajał do czytania. W sumie chciało mi się tylko spać. Poza tym chyba nie umiem czytać książek Austen w szybkim tempie. Archaiczny język nie sprzyja podkręcaniu tempa, więc ta pozycja została odłożona na lepsze czasy.





ŚRODA

3. Szkolna lektura, której nie przeczytałeś: Mistrz i Małgorzata Michaił Bułhakow

Tak naprawdę to czytałam już tę książkę kiedyś do szkoły, ale to było takie przelecenie jej byle jak najszybciej, bo w kolejce czekały kolejne lektury. Tym razem zabrałam się do niej na serio i podtrzymuję swoją opinię, że jest świetna. Obraz moskiewskiego społeczeństwa do którego wdarł się diabeł we własnej osobie i swoją świtą. Robi wielkie zamieszanie, wyprawia bal i czaruje.




CZWARTEK

4. Książka, którą wybrała dla mnie inna osoba: Numer telefonu Anna Kucharska

Postawiłam siostrę przed półką na książki i powiedziałam: wybieraj. Dobrze wybrała. To bardzo krótki, ale też wzruszający romans. Nieźle się w tą książkę wciągnęłam.
Poza tym w czwartek dokańczałam Mistrza i Małgorzatę, bo objętościowo to jednak duża lektura.





PIĄTEK

5. Książka polskiego autora: Parabellum. Horyzont zdarzeń Remigiusz Mróz

Zaczęłam Parabellum. Horyzont zdarzeń. Świetna książka, mimo, że wojenna (ja takich nie lubię, ta jest wyjątkiem). Poznajemy dalsze losy Staszka i Marii w drodze przez Rzeszę, Bronka w głębi ZSRR i kapitana Leitnera (uwielbiam go).




                                   SOBOTA

A w sobotę nie czytałam nic. Za dużo do roboty i za mało chęci - czasem mnie dopada czytelnicza niemoc

NIEDZIELA

Dokończyłam Parabellum. I wiecie, co? Już nie mogę się doczekać trzeciej części, która ma się ukazać już w styczniu. Nie przeczytałam tylko jednej książki, a bałam się, że w ogóle nie znajdę czasu na więcej niż dwie.

Wyzwanie: Przeczytaj w czasie BookAThonu co najmniej 1500 stron
Planowałam: 544+312+284+240+350= 1730 stron
A jak wyszło: 544+312+284+240+50= 1430 stron
Dodając do akcji studia i przygotowania do egzaminu - jestem z siebie bardzo zadowolona.


Na pewno wezmę udział w BookAThonie jeszcze raz za rok. No chyba że edycję letnią zrobią w innym terminie niż moja sesja :))
A Wy? Braliście udział?

czwartek, 3 grudnia 2015

Ja, Tituba, czarownica z Salem - Maryse Condé

Nie wiem czego się spodziewałam, kiedy sięgałam po tę książkę. Chyba spodziewałam się czegoś w stylu fałszywych czarownic masowo palonych na stosach, przerysowanych i trochę uwspółcześnionych. Dostałam coś zupełnie innego i niesamowitego.

Tytułowa Tituba jest niechcianą córką czarnej niewolnicy, która w drodze z Afryki do Ameryki Środkowej została zgwałcona przez marynarza. Przyznacie, że początek jest dość... hmm brutalny i niespodziewany. Tak samo jak niespodziewana okazała się postać Tituby, która jest czarnoskórą niewolnicą z Barbadosu. W dzieciństwie, po śmierci matki została przygarnięta przez Man Yayę, która nauczyła ją magii. Tituba poznała zastosowanie ziół, nauczyła się słuchać żywiołów i przywoływać duchy - opanowała coś na kształt wudu. Jej los odmienił się po spotkaniu mężczyzny. Niestety odmienił się na gorsze, gdyż zostali sprzedani do Ameryki. Tak Tituba znalazła się w Salem, gdzie jak wiemy z historii odbywały się straszne rzeczy i gdzie oskarżono ją o czary i sprzymierzenie z szatanem. 

Tituba w Salem pada ofiarą prześladowań rasowych. Wydaje mi się, że jest to najważniejszą kwestią poruszaną w książce. Akcja dzieje się w 16** - nie znamy dokładnego roku, ale w XVII w. w Ameryce niewolnictwo kwitło. Z Afryki przywożono coraz więcej i więcej murzynów (tak są określani w książce wszyscy czarnoskórzy), którzy byli traktowani z pogardą, często gorzej niż zwierzęta. Powolutku pojawiają się nastroje buntownicze. 

Wątku Salem jest dość mało. Niby wskazuje na niego sam tytuł książki, ale akcja głównie skupia się na Titubie i jej wędrówce po Ameryce - Salem jest tylko jednym z jej przystanków. Bardzo mnie zaskoczyło to, że postać Tituby istniała naprawdę. Autorka dotarła do starych strzępków informacji i aktów z procesu. Pozbierała to wszystko do kupy i stworzyła piękną i przejmującą historię o kobiecie, której nie życie nie oszczędzało. Na kartach powieści magia jest prawdziwa i wywodzi się z pierwotnych afrykańskich wierzeń, co czyni ją bardzo egzotyczną i niezwykłą. Książka jest przede wszystkim obszerną krytyką rasizmu napisaną w genialny sposób i która naprawdę daje do myślenia. Ta pozycja powinna spodobać się fanom książek o niewolnictwie. Tematyka niewolnictwa nie zostanie moją ulubioną, ale nie zmienia to faktu, że książka mi się naprawdę podobała.

Szczegóły:
Tytuł: Ja, Tituba, czarownica z Salem
Tytuł oryginalny: Moi, Tituba sorcière... Noire de Salem
Autor: Maryse Condé
Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 284

Książka przeczytana w ramach akcji BookAThon Zima 2015
Wyzwanie: Książka z czymś czerwonym na okładce i tytuł, który zdobył nagrodę literacką.

wtorek, 1 grudnia 2015

Listopadowy połów książkowy

Jestem z siebie niezmiernie dumna, bo w tym miesiącu nie wydałam na książki fortuny.  Za to poszczęściło mi się w konkursach i promocjach więc ilość zdobyczy i tak jest zadowalająca. Od dawna nie miałam takiego farta. :)

1. Rok 1984 George Orwell - książkę kupiłam na czarno-piątkowych wyprzedażach na bonito.pl za 5,99 zł

2. Największe wpadki tajnych służb Andrzej Krajewski - jakoś ostatnio siedzę w tematyce wojskowej, więc do zakupu skusił mnie tytuł (i cena), kupiona na bonito.pl za 7,96

3. Razem będzie lepiej Jojo Moyes - spodobała mi się twórczość tej autorki, kupiona na znak.pl za 9,90 zł, też na wyprzedażach

4. Diabelski walc Jonathan Kellerman - książka wygrana w Halloweenowym konkursie u Ksiażkowe kocha, nie kocha

5. Żelazny cierń Caitlin Kittredge - wygrana w konkursie u dziewczyn z Do ostatniej strony

6. Czerwone i czarne Stendhal - wygrana w facebookowym konkursie Sztukater.pl

7. Spisane własną krwią Diana Gabaldon - moja najukochańsza i najbardziej wyczekiwana książka. Recenzja >TU<. Kupiona w Świat Książki za 32 zł. 

czwartek, 26 listopada 2015

Karbala - Piotr Głuchowski, Marcin Górka

Po tym, jak zafascynowała mnie książka Cel Snajpera, po prostu musiałam kupić tą. Tym razem opisującą losy polskich żołnierzy na misjach w Iraku, których przebieg był dotąd utajniony. Książka ta nie jest czymś ładnym i przyjemnym, ale brutalnym i prawdziwym. Jest to pozycja ciężka do ocenienia, bo opisuje kontrowersyjny temat, jakim jest udział polskiego wojska w misji w Iraku. Nie będę jednak się tutaj rozwodzić na temat decyzji polityków, ale na pewno prawdziwe jest stwierdzenie, że ta książka i powstały film (o którym było ostatnio dość głośno) jest swojego rodzaju hołdem dla Polaków biorących udział w bitwie o City Hall, którzy przez lata pozostawali niedoceniani oraz dla wszystkich polskich żołnierzy w Iraku.

Książka skupia się na misjach w Iraku (oraz kilka w Afganistanie) od roku 2004 do 2015. Cała masa czasu. Polskie siły zbrojne zostały wysłane na "misję stabilizacyjną", a niespodziewanie wylądowali w samym środku regularnej wojny gdzie śmierć czaiła się za każdym rogiem a terroryści i rebelianci ostrzeliwali bazy oraz konwoje na patrolach. Głównym wydarzeniem książki jest, wspomniana już przeze mnie, bitwa o City Hall - ostatnią ostoję i symbol legalnej władzy w Karbali w czasie której Przez 4 noce Polacy i Bułgarzy odpierali ataki armii Mahdiego. Podobno każdy wojskowy symulator określał szansę na odparcie takiego ataku na zero procent. A jednak polsko-bułgarskie siły pod wodzą kapitana Kaliciaka dokonały tego.

"Przeciw nam wystąpili niewyszkoleni partyzanci, omamieni religią szuszwole. Oddawali życie za jakieś dziwne racje. Potem mówili w radiu, że Armia Mahdiego... Jakiego, kurwa, Mahdiego?! 
Tego od Stasia i Nel?"

W książce nie ma jednego konkretnego bohatera, któremu przez cały czas towarzyszymy. Jest to bardziej reportaż w którym poznajemy sytuację społeczno-ekonomiczną Iraku. Dla mnie bardzo ciekawe były fragmenty wyjaśniające lokalne zwyczaje i prawa wywodzące się z Islamu. Znajdziemy też sporo opisów obozów i polskiej armii, która na pierwszych misjach była słabo wyszkolona i źle wyposażona. Sporo osób myślało, że wybrało się na "wojskowe wakacje" podczas których będą siedzieć w bazie i nic nie robić. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Polacy zabijali, ponosili straty, jeździli na patrole, wpadali na miny pułapki. Jest to książka brutalna, szokująca i pełna realizmu. 

Zastanawiałam się, czy ta książka rzeczywiście opisuje prawdę, czy jest trochę podkolorowana. W celu sprawdzenia, pożyczyłam swój egzemplarz znajomemu, który był uczestnikiem tych wydarzeń w Iraku i... oświadczam, że książka to czysta i brutalna prawda. Teraz moja książka wędruje po jednej z jednostek wojskowych, bo wszyscy chcą ją przeczytać. Nieźle, co nie? Autentyczność potwierdzona. 

Polecam tę pozycję wszystkim fanom literatury faktu, reportażu i wojskowości. Ciekawe było ją przeczytać i wyrobić sobie własną opinie o misjach w Iraku. Szkoda, że dopiero po takim czasie opinia publiczna dowiedziała się o waleczności i dzielności polskich żołnierzy. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki. Bohaterami należy się chwalić. 

Szczegóły:
Tytuł: Karbala
Autor: Piotr Głuchowski, Marcin Górka
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 384

niedziela, 22 listopada 2015

Spisane własną krwią - Diana Gabaldon

Ta książka skończyła się stanowczo za szybko (3 dni). Przez cały miesiąc czekałam na tą upragnioną, ósmą część serii Obca, a jak ją już dostałam, to czułam się rozdarta między jak najszybszym jej przeczytaniem a strachem przed zbyt szybkim końcem. Teraz mam mega dużego książkowego kaca i nie wiem co zrobić ze swoim życiem. Bo kiedy będzie część dziewiąta? Za 3 lata? Później? Ta seria to moje odkrycie roku 2015, bo towarzyszyła mi przez prawie cały czas. Części wydawane co miesiąc jedna, to marzenie każdego nałogowego czytelnika.

Książka jest świetna. Poziom, który wyznaczyły poprzednie dwie części został utrzymany. Były chwile wzruszenia, grozy, wielkie bitwy i problemy życia codziennego i co najlepsze -  więcej podróży w czasie!
Początek powieście to jedna wielka seria niefortunnych zdarzeń. Jamie znika z Johnem, potem John sam znika, następnie gdzieś się gubi William, Ian jest wiecznie niedoinformowany, Claire porywa ludzi z ulicy w celu ich leczenie, nikt nic nie wie i wszystko się miesza. Cały czas siedziałam z bananem na twarzy i nie mogłam uwierzyć w to co czytam (ku ogólnemu zdziwieniu ludzi siedzących w pociągu).  Strasznie mi się podobają takie sytuacje, które wynikają z całej serii nieporozumień i niedomówień.

Rok 1778 - Francja wypowiada wojnę Wielkiej Brytanii, armia brytyjska opuszcza Filadelfię a ściga ją armia kontynentalna. Poznajemy wielkie sławy jak np. Waszyngton we własnej osobie (wiedzieliście, że miał sztuczne drewniane zęby?). Jamie znowu został wkręcony w wojnę, a Claire leczy rannych w bitwach w tym w tej największej: Bitwie o Monmouth. Tymczasem w wieku XX ktoś dowiedział się o możliwości podróży w czasie i chce wykorzystać wiedzę Brianny i Rogera. Znowu przechodzimy przez kamienie. I wiecie co? Cofamy się za daleko. Jeszce dalej niż Claire za pierwszym razem. Znowu spotykamy bohaterów z pierwszej części serii - ja jestem zachwycona tym wątkiem!

Najfajniejsze w tym wydaniu jest olbrzymie drzewo genealogiczne rodzin MacKenzie, Fraser i Randall na końcu książki. Mimo, że nie miałam nigdy problemów z określeniem stopni pokrewieństwa poszczególnych bohaterów, to miło było to drzewo prześledzić. Szczerze mówiąc to w całej serii jest bardzo przejrzyście i klarowne nakreślona genealogia, więc ukłony dla autorki, bo mimo pozornego skomplikowania bardzo łatwo to wszystko ogarnąć.

Jak można zrobić takie zakończenie książki? No przez kolejne lata będę się zastanawiała i zamęczała o dalsze losy rodziny Claire i Jamiego. Tym razem wędrujemy przez niebezpieczne tereny nie tylko z nimi ale też z Johnem (uwielbiam jego wątek), Ianem i Williamem. Zawierane są nowe małżeństwa, pojawiają się kolejne dzieci, niektórzy poznają prawdę o samym sobie, a miłość naszych głównych bohaterów kwitnie. Są też smutne chwile pożegnań i śmierci. W paru momentach krew mi się ścinała w żyłach, tak byłam przerażona losami moich ukochanych bohaterów. 

Diana Gabaldon stworzyła niesamowitą, wielowątkową sagę, która zapiera dech w piersiach. Zachęcam wszystkich do wkroczenia w ten niesamowity świat pełen płomiennego romansu i niesamowitej przygody, który pochłonie was bez reszty. To jedna z najlepszych serii jakie kiedykolwiek czytałam i dziękuje mojej babci, która mi o niej powiedziała.

Szczegóły:
Tytuł:  Spisane własną krwią
Tytuł oryginalny: Written in My Own Heart's Blood
Cykl: Obca
Tom: 8
Autor: Diana Gabaldon
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron:  1000

Przeczytajcie recenzje poprzednich części:

piątek, 20 listopada 2015

Droga do Nawi - Tomasz Duszyński

Na tę książkę miałam ogromną ochotę od chwili gdy ją ujrzałam. Słowiańscy bogowie to tematyka, która od zawsze mnie fascynowała i byłam ogromnie ciekawa jak wyszło wpuszczenie ich do książki. 

Świat nam współczesny. Alek Bielski jest polskim weteranem z Afganistanu, Misza Asieniewicz to milicjant z Rosji, Ksenia Morozowa to z pozoru zwykła, rosyjska dziewczyna. Nasi bohaterowie z dnia na dzień dowiadują się, że posiadają niezwykłe moce, poznają świat fantastycznych stworzeń i arenę walk między bogami. A najgorsze i zarazem najbardziej ekscytujące jest to, że stają się zabawkami w ich rękach.
Perun, bóg grzmotów i piorunów, coś kombinuje. Od wieków walczy z Welesem, który włada Nawią, podziemnym królestwem lub też zaświatami. Jego intrygi są przemyślane, niebezpieczne i nieprzewidywalne. Na cel wziął sobie Ksenię, której umiejętności pomogą zapewnić Perunowi władzę i nieśmiertelność, bo bogowie żyją tak długo, jak wierzą w nich ludzie. Najłatwiej utożsamić się z Alkiem, bo był chyba jedynym bohaterem, który trzymał się twardo "swojej strony barykady". Określiłabym go bardzo prosto -  jako sympatycznego, równego gościa. Pozostała dwójka też jest bardzo dobrze wykreowana. Ksenia to dziewczyna, która żyje sama, studiuje i zarabia na utrzymanie w nieprzyjemnej Moskwie. Natomiast Misza jest gościem z milicji, który jest po prostu dobry i nie zniża się do poziomu współpracowników - nie bierze łapówek i autentycznie pomaga ludziom. Rosja została przedstawiona jako kraj wielkich kontrastów, mocno skorumpowany, gdzie jest się albo ledwie wiążącym koniec z końcem szaraczkiem albo bogatym mafiozem. Raczej nie ma półśrodków. Jest szara, melancholijna i troszkę "dziwnawa" dla przeciętnego Polaka.

" -Nie uważasz, że dzieje się to trochę zbyt szybko? - zapytał.
- Nie żartuj. - Zmarszczyłem czoło, jakbym rozważał jego słowa. - Panujemy 
nad wszystkim. Wpadamy, robimy rozróbę i wyciągamy najlepsze laski.
- Wy, Polacy, zawsze byliście szaleni."

Na początku wiemy o tym zupełnie nowym świecie tyle co bohaterowie, czyli nic. Nie mogłam ogarnąć o co chodzi, kto czego chce, kto kogo lubi, a z kim jest w stanie wojny. Dodatkowo wszystko mieszał Perun, który co rusz przeciągał ludzi ze strony na stronę. Okazuje się, że bogów jest dużo więcej. Chociaż w książce akcja kręci się woków Peruna, Welesa i Świętowita, to wspomniani są też bogowie germańscy, nordyccy, a nawet Bóg chrześcijański. W Polsce i Rosji działają dwa departamenty. Departament Zachodni i Departament Wschodni są lekko rywalizującymi ze sobą organizacjami zajmującymi się, delikatnie mówiąc, utrzymywaniem porządku w świecie fantastycznych stworzeń. Na naszej czytelniczej drodze do Nawi - krainy umarłych Słowian - spotykamy pogodniki, rusałki, wilkołaki, strzygi, krasnoludy z typowym sobie poczuciem humoru, a nawet waleczne walkirie. Wbrew pozorom nasi herosi nie walczą na świetlne strzały (bo to trzeba być wysoko wykwalifikowanym magiem), ale na zwykłą broń palną - kałasznikowy i granaty. Ehhh.... cała Rosja, chociaż Polacy wcale nie chcą okazać się gorsi. Wszystko to jest doprawione wyszukanymi przekleństwami i oprószone humorem, który może być nie do pojęcia dla osób nie mieszkających w kraju słowiańskim.

" -Krasnolud, dżin, ja pierdolę - Alek zaśmiał się tubalnie.
- Coś ma pan do dżinów i krasnoludów? - Marid zapytał tonem, który nie wróżył nic dobrego.
- Nie, skądże znowu. Sam się po prostu zastanawiam czy nie jestem jakąś cholerną wróżką.
- Wróżki poczułyby się dotknięte do żywego pańską uwagą. Poza tym brakuje panu skrzydeł.
- Rzeczywiście. - Alek pokiwał głową w zadumie. - A panu lampy."

Lekko denerwowała mnie narracja. U wszystkich postaci była trzecioosobowa, oprócz Alka. Alek zawsze "mówił" w pierwszej osobie, co było dziwne. Chyba nie wiem co autor miał na myśli stosując taki zabieg. Czasami nie mogłam się połapać, która postać kiedy mówi, bo używane były naprzemiennie imiona i ich nazwiska. Musiałam się zastanawiać kto jest bieżącym narratorem, a wszystkich osób z których perspektywy poznajemy historię było chyba... z osiem. Można było się pogubić.

Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Styl w jakim jest napisana nieco przypominał mi ten Andrzeja Sapkowskiego - autora sagi o Wiedźminie. Czyli było lekko ciężkawo i brutalnie, co w żaden sposób nie jest tu minusem. Taki styl pasuje szczególnie do opisów Rosji. Wartka akcja przypominała czasami majaki i koszmary senne, sprawiając, że obraz np. Nawi staje się bardziej oniryczny, a tym samym groźny.
Ta książka to kawał dobrej fantastyki. Wciąga od pierwszych stron i absorbuje na długie godziny czytania. Odkrywa przed nami magiczny świat słowiańskich wierzeń, który był chlebem powszednim naszych przodków. To zdecydowanie książka warta polecenia. Posiada zupełnie inny klimat niż wszystko co do tej pory czytałam, nie spodziewałam się że słowiańskie fantasy może zostać osadzone w XXI wieku tak umiejętnie i naturalnie. Na kartach powieści bogowie ożywają i kombinują jak by się tu zabawić zwykłymi śmiertelnikami. 

Szczegóły:
Tytuł: Droga do Nawi
Autor: Tomasz Duszyński
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 544

poniedziałek, 16 listopada 2015

Na południe od granicy, na zachód od słońca - Haruki Murakami

Na południe od granicy, na zachód od słońca jest moją drugą książką Murakamiego jaką przeczytała. Podobała mi się chyba jeszcze bardziej niż poprzednia (czytaj TU). Zorientowałam się, że twórczość Murakamiego ma swój wyjątkowy klimat, charakter i wpływ na czytelnika. 

Haijme poznajemy jako małego chłopca. W społeczeństwie w którym popularny stał się model rodziny 2+2 jest w klasie "odmieńcem", jest jedynakiem. Łączy go to z Shimamoto, dziewczyna z lekko niesprawną nogą, która rozumie go jak nikt inny.  Nastolatkowie spędzają razem większość czasu aż do wyprowadzki Hajime. Kontakt się urywa, chłopak dorasta, idzie na studia i poznaje inne kobiety. Jednak w każdej widzi Shimamoto i wypatruje podobnych do niej cech. Nierzadko rani swoich bliskich, bo jest klasycznym egocentrykiem co zadręcza go potem przez całe lata. W końcu Hajime zakłada rodzinę i bar jazzowy. Wszystko wydaje się świetne, aż pewnego dnia znowu spotyka swoją dawną, dziecięcą miłość - Shimamoto. To zdarzenie ma ogromny wpływ na bohatera, który na powrót czuje się zagubiony jak dziecko. 

Książka zdecydowanie daje do myślenia. Jeśli chcecie dostać ładną historię miłosną, to nie jest to książka tego typu. Występują sceny erotyczne, ale są bardzo naturalnie i delikatnie wplecione w fabułę. Problemy zawarte w książce skłaniają do myślenia i zastanowienia się jak nasze wybory wpływają na życie. Niektórych decyzji nie da się zmienić, a w pewnym momencie nie da się już niczego odkręcić i trzeba zmierzyć się z konsekwencjami. Murakami za pomocą bardzo niewielu słów porusza do głębi i pokazuje olbrzymią gamę ludzkich emocji. Pomimo, że temat jest dość banalny, to sposób w jaki jest opisany jest wyjątkowy, przez co powieść naprawdę hipnotyzuje.

Zorientowałam się, że muzyka pełni bardzo ważną rolę w książkach sensei Murakamiego. Tym razem również tak jest. Muzyka jest tłem powieści i wystarczy posłuchać fragmentu i już jesteśmy w prowadzeni w nastrój książki. Jeśli jesteście fanami jazzu, książka spodoba się wam, jeśli nie ze względu na wydarzenia, to przez tło muzyczne. 
Jest to pozycja zdecydowanie warta polecenia. Pomimo stosunkowo niewielkiej objętości, niesie ze sobą bardzo istotne wartości i skłania do refleksji. 


Szczegóły:
Tytuł: Na południe od granicy, na zachód od słońca
Tytuł oryginalny: 国境の南、太陽の西 / Kokkyō no minami, taiyō no nishi
Autor: Haruki Murakami
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 232

piątek, 13 listopada 2015

Kolos - Finn Alnæs

Nie bardzo wiem jak napisać recenzję żeby miała w miarę ręce i nogi i nie była chaosem, jaki panuje w mojej głowie po przeczytaniu tej pozycji. Książka jest niesamowitym obrazem psychiki człowieka mocno doświadczonego przez życie i tego, jak się ona zmienia. Teraz się nie dziwię, dlaczego było o niej tak głośno na świecie w latach 60-tych, kiedy postrzeganie świata przez ludzi było zupełnie inne. Książka posiada trzy główne części, które przedstawiają różne stany psychiczne głównego bohatera i różne etapy w jego życiu. Naszym bohaterem i jednocześnie tytułowym kolosem jest Brage Bragesson. Historia jest opowiadana właśnie przez niego.

Część pierwsza.
Brage jest młodym człowiekiem zakochanym w swojej dziewczynie Siv. Czegoś mu jednak brakuje, więc zaciąga się na statek aby przeżyć przygodę życia. Ląduje w Amsterdamie, a w sławnym Czerwonym Amsterdamie (Dzielnica czerwonych latarni) wdaje się w bójkę, w wyniku której ginie jeden z jej uczestników. Brage ląduje w więzieniu. Rozpoczyna się proces. W tym momencie pojawiają się masowo filozoficzne rozważania na temat dobra, zła, popełnionego czynu i jego postrzegania. Adwokat Stefan rozmawia z Bragem i próbuje przedstawić mu swój sposób widzenia zbrodni i tego kto jest jej naprawdę winny. Niektóre teorie były bardzo kontrowersyjne i budziły momentami mój wewnętrzny sprzeciw. Pojawiały się odwołania do różnych zbrodniarzy, w tym do Hitlera i jego winy, co nie zawsze mi pasowało. Szczerze mówiąc, to czytałam tą część z otwartymi z zaskoczenia ustami.

"Bądźcie romantyczni, młodzi ludzie! Bądźcie otwarcie banalni! 
Nie wstydźcie się swych wzruszeń, niech was nie obchodzi to, co myślą inni, 
starajcie się - choćby raz w życiu - w błogim spokoju zrodzić własne, prawdziwe uczucie"

Część druga.
Brage wychodzi z więzienia i próbuje ułożyć sobie życie. Siv już nie ma - odeszła, co dobija byłego więźnia i jest początkiem zmian w jego psychice. Sporo tu rozmów ze Stefanem - jest on żydem, który przeżył obóz koncentracyjny. Pojawiają się rozważania na temat Boga i sił wyższych, które są bardzo pokręcone i czasem dla mnie nielogiczne - postępuje szaleństwo.

"Boga pomniejszyć, a człowieka wywyższyć, powiedział Stefan. 
Dobry człowiek to wystarczająca religia. Chrystus bez Ojca, Ducha Świętego, 
raju, zmartwychwstania i cudów jest wystarczającą religią. 
Międzynarodową religią z Chrystusem-człowiekiem jako wzorem."

Część trzecia.
Ta część jest najbardziej pokręconą rzeczą jaką kiedykolwiek czytałam. No może bije ją tylko Proces Kafki (jeśli go znacie). Brage pomaga przeżyć człowiekowi, który jest w jego pojmowaniu zły. Wpadł on do lodowej szczeliny, a Brage pokonuje dziesiątki kilometrów po insulinę dla niego. Brage się zastanawia, waha się, myśli i ocenia czy warto go ratować. Zdania stają się urywane. Wypowiedzi Brage'a są magazynem tłumionych emocji, ale jego myśli to prawdziwy wulkan. Szaleństwo, choroba psychiczna, zakrzywiony obraz rzeczywistości - to wszystko stwarza bardzo oniryczny i zimny obraz świata. 

                                                             "Nic więcej nie widać.
                                                              Nic więcej.
                                                              Sam. Sam.
                                                              Dumny. Dumny.
                                                              Insulina. Insulina.
                                                             Gorzki uśmiech.
                                                             Cicho! Ktoś się śmieje.
                                                             Stanąłem. Kto się śmieje? Staervik?
                                                             Ja."

Ta książka mnie wykończyła psychicznie i fizycznie. Naprawdę. Poruszane w niej tematy są trudne, wymagające myślenia i refleksji. Jeszcze czegoś takiego nie czytałam. To zdecydowanie typ literatury, który zmienia człowieka i jego postrzeganie świata. Po skończeniu musiałam ją trochę przetrawić zanim zabrałam się do pisania tej recenzji. Ciekawe jest też to, że taka pozycja powstała w Norwegii i widać jak wielka przepaść dzieliła w latach 60-tych Norwegię i Polskę. U nas takie dzieło by nie przeszło. Czy polecam? Zdecydowanie jest to coś co warto przeczytać i zastanowić się nad tym jakie problemy porusza ta powieść. Nie ma tu wciągającej, szybkiej akcji i zabawy z czytania. Jeśli jesteście doświadczonymi czytelnikami i macie ze sobą trochę klasyki literatury światowej z różnych epok - to tak, polecam. Jeśli szukacie miłej lekturki na sobotni wieczór, to źle trafiliście. Tej książki się nie czyta, ją się przeżywa. 

Szczegóły:
Tytuł: Kolos
Tytuł oryginalny: Koloss - Brage Bragessons skrift
Autor: Finn Alnæs
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron:  560

środa, 11 listopada 2015

BookAThon Polska - Edycja Zima 2015


Hej, hej! Zbliża się super wydarzenie czytelenicze - Edycja Zimowa BookAThonu. Jest to maraton czytelniczy organizowany przez Anitę Bohatewicz i Ewelinę Mierzwińską (ich strony w linku poniżej). 30 listopada zaczynamy tydzień z czytaniem wykonując wyzwania, wszystkie lub kilka z nich. Ja postaram się wykonać wszystkie. Na razie nie mam zapowiedzianych żadnych kolokwiów na ten tydzień, więc może się uda. W czasie BookAThonu będzie się pojawiać więcej postów w których będę na bieżąco relacjonowała swoje postępy. Dołączajcie do Facebookowej grupy i wydarzenia!

Strona z informacjami
http://bookathon.pl/

Grupa na Facebooku
https://www.facebook.com/groups/848103645244686/?fref=bookathonpl

Wydarzenie na Facebooku
https://www.facebook.com/events/525536294267543/

WYZWANIA CZYTELNICZE
Źródło: bookathon.pl

Książki, które wybrałam:

1. Książka z czymś czerwonym na okładce i tytuł, który zdobył nagrodę literacką: Ja, Tituba, czarownica z Salem Maryse Condé

2. Książka z listy 100 tytułów BBC: Rozważna i romantyczna Jane Austen

3. Szkolna lektura, której nie przeczytałeś: Mistrz i Małgorzata Michaił Bułhakow

4. Książka, którą wybrała dla mnie inna osoba: Numer telefonu Anna Kucharska

5. Książka polskiego autora: Parabellum. Horyzont zdarzeń Remigiusz Mróz

W sumie: 544+312+284+240+350= 1730 stron


niedziela, 8 listopada 2015

Combo Book TAG

Dawno nie pojawił się żaden tag książkowy, więc wracam dziś z czymś super. Dziękuję za nominację  niczymszeherezada.blogspot.com <3. Od dawna się tak nie nagłówkowałam i nakombinowałam jak przy tym tagu. Zobaczcie co takiego stworzyłam:


1. Gdybyś mogła sprawić, że dwóch autorów połączyłoby swoje pisarskie umiejętności w pisaniu wspólnej książki, to kto by to był?
Byłaby to Trudi Canavan (autorka m.im Trylogii Czarnego Maga) i George R.R. Martin (jego wszyscy znają). Dlaczego? Bardzo lubię książki Canavan, ale mam wrażenie, że ich bohaterów traktuje zbyt łagodnie. Martin dodałby do nich dreszczyku i parę litrów rozlanej krwi.


2. Jaki jest twój ulubiony duet pisarski?
Chyba nie czytałam żadnej książki napisanej przez duet. No może z wyjątkiem Karbali autorstwa Marcina Górki i Piotr Głuchowskiego, ale to taka jednorazowa przygoda, a książka to bardziej reportaż (swoją droga świetny - niedługo recenzja).



3. Gdybyś mógł połączyć dwie książki w jedną, to jakie by to były i jaki byłby ich wspólny tytuł?
"Wiedźmin i zemsta Stracharza". Haha. Było by to połączenie Sagi o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego z serią Kroniki Wardstone Josepha Delaneya. W jednej serii zabójcą potworów jest Wiedźmin, a w drugiej Stracharz. Byłoby ciekawie, gdyby w jednym świecie działały dwie konkurencyjne firmy.


4. Jakie dwie postacie z różnych książek shipujesz - czyli chciałbyś, żeby one były razem? 
Biała Czarownica z Opowieści z Narnii i Lord Voldemort z Harry'ego Pottera. Czyż nie jest to para idealna? Razem zawładnęliby światem. W rządach Voldemorta brakowało nieco kobiecej ręki, śniegu i mrozu. Po co zabujać ludzi, skoro można robić z nich lodowe rzeźby?


5. Jakie dwa światy z różnych książek połączyłabyś, żeby stworzyć jeden epicki świat?
Chyba byłyby to Śródziemie i świat Harry'ego Pottera. Pomyślcie, że gdzieś w głębi Mrocznej Puszczy powstaje Hogwart w którym kształcą się czarodzieje. Użytkownicy magii nie ograniczali by się tylko do Gandalfa czy Sarumana, ale było by ich dużo więcej. Do tych wszystkich epickich bitew można by dorzucić magów bojowych. To by dopiero była masakra epickości! :))


6. Jaką trylogię lub serię chciałabyś zobaczyć połączone w jedną książkę?
Hmmm... było by ciekawie gdyby wydali serię Zwiadowcy Johna Flanagana w jednej książce. To przecież tylko 12 tomów... :)


Do zabawy zapraszam:

czwartek, 5 listopada 2015

Dziewczyna z pociągu - Paula Hawkins

Od dawna nie czytałam książki wokół której było by aż tyle szumu co wokół Dziewczyny z pociągu. Zewsząd bombardowały mnie informacje o genialności tej książki. Pomyślałam, że skoro jest to taki bestseller i wszyscy go czytają, to muszę się przekonać co jest w tej książce takiego niezwykłego. Czyżby Paula Hawkins napisała thriller idealny? Z wielką niecierpliwością i podnieceniem zaczęłam czytać i... mina coraz bardziej rzedła mi ze strony na stronę. Chyba jestem jedyną osobą na świecie, której ta książka nie porwała.

Rachel jest kobietą porzuconą przez męża dla innej. To ona jest tą "najgłówniejszą" bohaterką (bo są jeszcze inne dwie), która jest kołem zamachowym i przyczyną wszystkich późniejszych wydarzeń. Codziennie jedzie tym samym pociągiem do Londynu. Codziennie pociąg zatrzymuje się pod tym samym semaforem. Codziennie patrzy na jeden konkretny dom, którego mieszkańców nazwała roboczo w głowie Jess i Jason. To, że patrzy i że jest wścibska staje się pomocą w śledztwie, bo parę dni później po Megan ginie ślad, a kluczem do rozwiązania zagadki jest Rachel. Problem jest tylko jeden - nie pamięta ona niczego z tego wieczoru, bo była pijana. 

Przez pierwsze 150 stron był to główny wątek w książce. Rachel narąbana, zarzygana, posikana, z problemami w pracy i wydzwaniająca do byłego męża. No ile można? To nie było w żadnym razie fascynujące. Może i jest to ładne przedstawienie psychiki kobiety w nałogu i z problemami, ale chwila... przecież to thriller. Gdzie wciągająca akcja, krew i bezwzględni mordercy? Nie ma ich. No ewentualnie coś się dzieje na końcu książki, bo wtedy już musi, ale przez cały czas jest raczej spokojnie i nie ma niczego innowacyjnego lub kontrowersyjnego w treści. Spokojne osiedle, prawie normalne rodziny, kłótnie małżeńskie - i tyle. Chyba naprawdę spodziewałam się lejącej krwi i góry trupów. 

Z tego wszystkiego najbardziej podobał mi się sama forma książki, która trochę przypomina mi rozkład jazdy pociągów. Pociąg poranny i pociąg powrotny. Coś się dzieje rano i coś się dzieje wieczorem. Takim właśnie systemem mozolnie brniemy przez kolejne dni z życia Rachel, Megan i Anny. To z tych trzech perspektyw poznajemy historię. 

Sporo osób uważa tę książkę za bardzo dobrą. Przyznaję, że czyta się ją szybko i jest napisana przystępnym językiem, ale na pewno nie dałabym rady przeczytać jej za jednym zamachem w ciągu jednej nocy, jak większość jej czytelników deklaruje. Zasnęłabym. Mam nadzieję, że moja recenzja nie zniechęci was za bardzo, bo może to ja miałam zbyt wysokie wymagania co do Dziewczyny z pociągu. Polecam przekonać się osobiście, czy moje zarzuty mają jakieś podstawy, czy nie. 

Szczegóły:
Tytuł: Dziewczyna z pociągu
Tytuł oryginalny: The girl on the train
Autor: Paula Hawkins
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 328

I dziękuję Wam, czytelnikom za liczne odwiedziny bloga i komentarze. To właśnie dziś zamieściłam swój 100 post i to dziś przekroczyliście magiczne 10 000 wyświetleń  ♥♥♥
Jesteście cudowni!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...