piątek, 28 kwietnia 2017

Królowa Tearlingu - Erika Johansen


Królowa Tearlingu swoje na półce odstała. Teraz, kiedy nareszcie ją przeczytałam jestem zadowolona z lektury, ale jest kilka szczegółów do których muszę się przyczepić. 

Kelsea dorastała w ukryciu przed skrytobójcami. Gdy ukończyła dziewiętnaście lat, nadszedł czas na powrót do królestwa i zasiadnięcia na należnym jej tronie. Jednak jej wuj, obecny regent wcale nie chce oddać władzy i zrobi wszystko, aby pozbyć się Kelsea. 

Książka skupia się głównie na pierwszych dniach i tygodniach panowanie i przebywania na zamku. Bohaterka konfrontuje swoją wizję rządzenia ludźmi i szarą i brutalna rzeczywistością. Tearling od lata żyje w strachu przed najazdem Szkarłatnej Królowej z Mortmesne. Czy kraj jest dość silny do konfrontacji i czy Kelsea przetrwa w niebezpiecznym świecie magii, skrytobójców i spisków? 

A teraz przygotujcie się na coś co mi się nie podobało:

Jedna istotna rzecz nie do końca mnie przekonała. Niestety jest to przedstawiony świat. Wyobraźcie sobie, że dawno temu ludzie porzucili zepsuty współczesny świat i rozpoczęli Przeprawę do nowego miejsca w którym porzucili technologię. Jesteśmy po prostu w średniowieczu i wszystko byłoby ok, gdyby Kelsea nie wspominała co chwilę, że kiedyś to były książki elektroniczne, albo komputery robiły skomplikowane obliczenia. Jest to swoiste i lekko dziwne połączenie średniowiecznych realiów ze współczesną wiedzą. Czyli ludzie wiedzą, że jakiś tam wynalazek kiedyś był, ale nie umieją go stworzyć. Bardzo specyficzny świat i jak dla mnie wystarczająco ciekawie byłoby po prostu w średniowiecznych realiach. Ta mieszanka nie do końca mnie przekonała, niby utopia, ale w sumie to chyba bardziej antyutopia... sama nie wiem, ale jednak trochę dziwnie było czytać jak bohaterka bierze z biblioteki egzemplarz Władcy pierścieni.  

Ok, koniec czepiania się. Może to wszystko wydawać się straszne, ale tych współczesnych nawiązań nie ma aż tak wiele. Zobaczymy czy się to rozwinie w kolejnej części. Książkę się czyta naprawdę bardzo dobrze. Jest wciągająca i z przyjemnością śledziłam losy Kelsea. Oprócz niej, na ogromny plus zasługuje postać Ducha. Nikt nie wie kim on jest, zawsze nosi maskę i jest kimś w rodzaju króla złodziei. Bardzo tajemnicza postać, która bardzo wiele wniosła szczególnie do klimatu powieści, dodając nieco zagadkowości i niepewności.

Książka jest dobra. Po przeczytaniu wiele zachwalających ją recenzji spodziewałam się czegoś bardziej oszałamiającego, ale nie ukrywam, że czytałam ją z przyjemnością. :) Dodam jeszcze na koniec, że wydana jest przepięknie.

Szczegóły:
Tytuł: Królowa Tearlingu
Tytuł oryginału: The Queen of the Tearling
Tom: 1
Cykl: Królowa Tearlingu
Autor: Erika Johansen
Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 486

wtorek, 25 kwietnia 2017

Ludzie na Wenus i ulubiony Merlin - Nowa Fantastyka nr 05/2017


Z okładki patrzy na nas główna bohaterka gry „Syberia 3”. Cóż… trochę jestem zorientowana w tych grach i chciałam się dowiedzieć czegoś o najnowszej odsłonie, ale nie za dużo tego było. Tekst jest przeglądem różnych artystycznych wizji i prób kopiowania żywych stworzeń. Poznajemy między innymi mechanicznego lwa Leonarda da Vinci. 


Jarosław Grzędowicz pisze dla nas już 35 lat. Jesteście jego fanami? Jeśli tak, to znajdziecie w tym numerze coś dla siebie. Mi do tej pory było z nim nie po drodze, ale chyba wszyscy słyszeli o Panu Lodowego Ogrodu i tegorocznym Hel 3

Najbardziej zadowolona jestem z artykułu o Merlinie. Jest to zbiorcze przedstawienie tego jak legendy arturiańskie zmieniały się w popkulturze. Kto z czasem stawał się dla odbiorcy ważniejszy: Artur, Merlin czy może postać kobieca – Morgana? Ja jestem od zawsze zakochana w tych legendach i jestem raczej na bieżąco ze wszystkimi ekranizacjami. No to, co? Który Merlin jest waszym ulubionym? Mój faworyt to Sam Neill. 



OPOWIADANIA:
Jestem bardzo zadowolona z tekstów polskich autorów. Trafiły w mój czytelniczy gust w 100%.
Złącze to opowiadanie o bliżej nieokreślonej wojnie. Klimat bardzo przypominał mi Metro2033 i postapokaliptyczny świat pełen broni, walk i przemocy. Set bierze udział w wojnie i razem ze swoją grupą przemieszcza się pod ostrzałem nieprzyjaciela walcząc z wrogiem. Musi się również zmierzyć z szarą rzeczywistością po wojnie i prześladującymi go demonami. Bardzo się wkręciłam w to opowiadanie. Świetny styl i język oraz miażdżące czytelnika zakończenie. To było jak obuchem w łeb i dla tego uczucia na końcu warto je przeczytać. Polecam, jest super.
Nadszedł czas na mój numer 1 tego numeru. Coś umiera w Radosnej to klasyczne fantasy. Jest podzielone na akty i jak na opowiadanie charakteryzuje się całkiem sporym gronem bohaterów. W opisywanym świecie Krzyżowcy nawracają ludzi wierzących w pierwotne bóstwa natury i nie stronią od przemocy. Grupa najemników wędruje do miasta i zatrzymuje się we wsi Radosna. Ludzie i magini spotykają znajomych w przydrożnej karczmie. Wkrótce między ludźmi, czarodziejką a krasnoludami pojawia się konflikt. Bardzo mi przypadło do gustu to opowiadanie i szczerze żałowałam, że skończyło się tak szybko. Na moje oko to genialny materiał na powieść. 
Fantastyczna wizja przyszłego świata i życia na Wenus. Grupa rosyjska kieruje się do osady z której górnicy nie dają znaku życia. Katia jest badaczką zwierząt, czy też organizmów żywych na Wenus. Razem z grupą wojskowych poszukuje przyczyny zgonów ludzi. Klimat opowiadania jest bardzo specyficzny, taki bardzo zimnowojenny. Rosjanie, a zwłaszcza kapitan grupy o wszystko obwinia Amerykanów i ciągle podkreśla swoje uprzedzenie do nich. Jest ciekawie, Wenus nieco przypomina Ziemię, a Katię polubiłam od razu. Aż chciałoby się czytać więcej i więcej o wenusjańskich rosyjskich, brytyjskich i amerykańskich koloniach. To opowiadanie zdecydowanie polecam.

Krótko o pozostałych opowiadaniach:
Jest to opowiadanie o poszukiwaniu pewnego profesora, który udał się w podróż aby znaleźć ośrodki krystalizacji, czyli ludzi mających największy wpływ na społeczeństwo. Nad ziemią unosi się tajemniczy obiekt rzekomo kontrolujący umysły. Zgrabne science-fiction, ale jakoś mnie nie powaliło.
Kolejne opowiadanie to wizja przyszłości, gdzie zaciera się granica między robotem a człowiekiem. Trwa odkrywanie kosmosu, a Vincent jest na Ziemi sławny przez swoje długie kosmiczne podróże i mapowanie kosmosu. To trochę zaciąga filozofią czy też etyką: czy robot może równać się człowiekowi.
To opowiadanie o Maryam Gibson, która jest fizykiem. Chce zostać zapamiętana przez historię i odkryć w kosmosie coś nowego. Po swoich 30 urodzinach zaczęła szukać nowych obiektów w przestrzeni kosmicznej. Zastanawialiście się kiedyś jak będzie wyglądał koniec świata? W tym opowiadaniu możecie to zobaczyć.

Szczegóły:
Nowa Fantastyka
miesięcznik
nr 05/2017

czwartek, 20 kwietnia 2017

Połączeni. Znajdź mnie - Laurelin Paige


Po tę książkę sięgnęłam z czystej ciekawości losów bohaterów. Miałam też nadzieję na coś super, bo końcówka poprzedniej części zapowiadała obiecującą kontynuację. Przeczytałam i nie jestem nią zachwycona. Było po prostu OK. 

Zaczęło się dość ciekawie. JC zniknął, a Gwen próbuje o nim zapomnieć. Gwen pracuje w The Sky Launch i zaprzyjaźnia się z jej szefową Alayną i Hudsonem. Nagle JC pojawia się w telewizji jako świadek procesu o zabójstwo pewnej kobiety i wkrótce następuje spotkanie.
W recenzji pierwszej części (czytaj TU) napisałam, że JC wydał mi się strasznym dupkiem. Zrehabilitował się na początku książki, ale pod koniec znowu wydał mi się dupkiem. Powiem tylko, że odstawił niezłą akcję. 

Mogło być ciekawie, ale wyszło zwyczajnie. Jak na erotyk było dość spokojnie. Pojawiły się chyba tylko trzy sceny seksu, które przyznam, są bardzo dobrze napisane, ale nie mamy tu szalonego erotycznego układu między bohaterami, który był fajnym zagraniem autorki w poprzedniej części. 

Stało się to, czego najbardziej się obawiałam. Ten wątek zdominował prawie połowę książki: dziecko i spina o to kto jest ojcem. Masakra. Mam wrażenie, że taki wątek pojawia się w połowie erotyków, a przynajmniej w tych, które czytałam. Miałam nadzieję na większy udział wątku kryminalnego, który naprawdę miał potencjał, ale został potraktowany bardzo po macoszemu. Jeśli znacie jakiś erotyk z porządną strzelaniną, napiszcie mi o tym w komentarzu. 

Podsumowując, historia miała potencjał, który pozostał niewykorzystany. Jakby autorka bała się wyjść poza strefę bezpieczeństwa i zrobienia kroku w kryminalną stronę, która była dla mnie najbardziej obiecująca. Książka zakończyła się dość, hmm… stanowczo i wygląda na to, że kolejnej części nie będzie. Ja traktuję tę historię jako miły dodatek do podstawowej serii, czyli Uwikłanych (czytaj TU). Jak już napisałam na początku, było OK, ale bez fajerwerków. 

Szczegóły:
Tytuł: Połączeni. Znajdź mnie
Tytuł oryginału: Find Me
Tom: 2
Cykl: Połączeni
Autor: Laurelin Paige
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Liczba stron: 296

sobota, 15 kwietnia 2017

Elantris - Brandon Sanderson


Na rynku książek zaczęło mi brakować dobrych, jednotomowych książek fantasy. Większość autorów na fali popularności pierwszej części tworzy jakże popularne trylogie i znaleźć dobrą "jednotomówkę" jest coraz trudniej. Na szczęście mamy Sandersona – jednego z moich ulubionych autorów, który stworzył Elantris.

W książce mamy trzy równorzędne perspektywy. Książe Raoden budzi się… martwy. Na pomarszczonej skórze pojawiają się czarne plany, włosy wypadają, a każda rana boli, a ból nigdy nie mija. Tacy ludzie są nazywani Elantryjczykami i są wysyłani do upadłego, brudnego miasta Elantris, gdzie cierpią w nieskończoność nie mogąc umrzeć i uwolnić się od bólu. Właśnie w tym mieście Raoden stara się poznać ludzi i rozwikłać przyczyny klątwy i upadku miasta, które kiedyś było kwitnące, pełne magii i boskich istot. Część opowiadana właśnie z perspektywy księcia jest moją ulubioną. Ten bohater jest dobry, po prostu dobry i nie ma żadnej złej przeszłości, która by go w jakiś sposób prześladowała i to mi się bardzo spodobało.

W tym samym czasie do stolicy Arleonu, Kae, trafia księżniczka Sarene mająca poślubić księcia Raodena, ale nie jest jej dane go spotkać. Automatycznie zostaje wdową i musi się zmierzyć z utrzymaniem pozycji słabnącego, źle rządzonego państwa i obroną przed wpływami z Fjordenu. Sama Sarene jest bardzo ciekawą żeńską postacią. Jest silna, ciekawska, wykształcona i nie waha się podjęć ryzyka.

Z Fjordenu przybywa Hrathen, kapłan niosący fanatyczną religię i misję nawrócenia mieszkańców Arleonu dla swojego boga i cesarza. Nie bardzo go polubiłam i te fragmenty były dla mnie najgorsze, ale bardzo mi się podobało to jak autor przedstawił religijny fanatyzm i do czego może on doprowadzić. Z tego względu książka wydała mi się bardzo aktualna biorąc pod uwagę wydarzenia na świecie, chociaż premiera miała miejsce ponad 10 lat temu.

Kolejnym wartym pochwały elementem jest magia. Niektóry są w stanie rysować w powietrzu Aony - świetliste glify, które są ujściem mocy. Sam motyw magicznych glifów nie jest czymś nowym. Nie pamiętam czy czytałam książkę z czymś takim (no może Wiedźmin ma podobną magię), ale na pewno grałam w jakąś grę komputerową. Podsumowując, autor stworzył interesujący system magiczny i... nie będę więcej zdradzać – sami to musicie przeczytać.

Książka ma idealną długość i bardzo, bardzo mi się podobała. Jest to naprawdę świetne fantasy pełne magii i zapadających w pamięć bohaterów. Na początku musiałam się trochę w tę historię wkręcić, ale potem nie mogłam się już oderwać. Gorąco polecam.

Szczegóły:
Tytuł: Elantris
Tytuł oryginału: Elantris
Autor: Brandon Sanderson
Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 660

środa, 12 kwietnia 2017

A Court of Mist and Fury - Sarah J. Maas

A Court of Mist and Fury jest G E N I A L N A. Dawno nie czytałam książki, która posiada zamknięty w sobie tak wielki ładunek emocji. Przeżywałam ją strasznie, a po skończeniu nie mogłam znaleźć siły aby przeczytać coś innego.


Przed zaczęciem czytania zauważyłam, że cała blogosfera i nie tylko szaleje za Rhysem, księciem Dworu Nocy. I wiecie co? Jeśli przeczytacie tę książkę, to też się w nim zakochacie. Uwierzcie mi, nie ma innej opcji, już autorka o to zadbała. W dodatku całe moje postrzeganie części poprzedniej zostało przewrócone do góry nogami. Ci dobrzy stali się złymi i na odwrót, no, zamieszanie jest i to spore.

Po ocaleniu Pyrthianu wszystko miało być jak z bajki. Feyre wróciła do Dworu Wiosny, przygotowuje się do ślubu i żyje w luksusie. Jednak nocami prześladują ją koszmary przeżytych okropności. Nie chce być też księżniczką zamkniętą w złotej klatce. Wkrótce największy przeciwnik Rhysand upomina się o część umowy zgodnie z której Feyre musi co miesiąc mieszkać przez tydzień w Dworze Nocy. Tymczasem nad magiczną krainą fae zbierają się czarne chmury i widmo wojny, które może zagrozić przyjaciołom i rodzinie Feyre.

Wydarzenia nie są jakoś specjalnie nowatorskie, czy cechujące się czym absolutnie wyjątkowym. Takie standardowe przygotowania do wojny, szkolenia itp. Nie wierzę, że to piszę, ale gdyby książka była nieco krótsza, akcja byłaby szybsza. Z drugiej strony uwielbiam każdą jedną linijkę tekstu i mogłabym przeczytać z 500 stron więcej, żeby tylko nie opuszczać magicznego Prythianu.

Głównym i najważniejszy wątkiem jest relacja Feyre – Rhysand. I to jest największa zaleta tej powieści! To rosnące napięcie, skakanie sobie do oczu, docinki, flirty i treningi są mega. Przez całą książkę drżałam ze zniecierpliwienia chcąc jak najszybciej poznać koniec i jednocześnie nie dotrzeć do niego za szybko.

Atmosfera jest zupełnie inna niż w poprzedniej części. Jest mrocznie, zmysłowo i niebezpiecznie. Odkrywamy tajemnicze krainy północy i sekrety Dworu Nocy. W tej książce jest też jedno z najpiękniejszych wyznań miłości jakie kiedykolwiek czytałam. Jestem naprawdę zachwycona tą historią i szczerze polecam oryginalną, angielską wersję. Czyta się naprawdę łatwo i przyjemnie. Przeczytałam też z grubsza tłumaczenie i nazwy oraz niektóre sytuacje bez drobnych modyfikacji tłumaczeniowych brzmią po angielsku prostu lepiej.
Polecam wszystkim tę serię. Sama nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam z poznaniem książek tej autorki.

Szczegóły:
Tytuł oryginału: A Court of Mist and Fury
Tom: 2
Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo: Bloomsbury UK
Liczba stron: 624

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

The Call. Wezwanie - Peadar O'Guilin [PRZEDPREMIEROWO]


The Call jest książką która w bardzo pomysłowy sposób łączy fantastykę z dystopią. Po pierwsze, nie porównywałabym jej z Igrzyskami Śmierci ani Więźniem Labiryntu. Dystopie i apokaliptyczne wizje świata są teraz „na topie”, ale w tej książce panuje zupełni inny klimat niż we wszystkich książkach tego typu, które do tej pory czytałam. Jedyny wspólny element to walka o przetrwanie, i tyle.

Irlandia została odcięta od świata. Nie latają samoloty, promy wracają puste na brzeg, a młodzież uczy się i trenuje w specjalnych szkołach przetrwania. Wszystko po to aby przetrwać wezwanie i Trzy Minuty.
Wieki temu tajemniczy, magiczny lud Sidhe został wygnany do podziemnej, szarej krainy, gdzie mieszkają potwory, bagna wypełnia żrący kwas, a sami Sidhe noszą płaszcze ze skór ludzi. Właśnie do tej krainy, trafia każdy nastolatek. Znika z ziemskiego świata i pojawia się z powrotem po dokładnie trzech minutach. Niektórzy przeżywają, ale inni wracają martwi, w strasznym stanie. Jedyny ratunek to mordercza ucieczka przed prześladowcami.

Nessa i jej przyjaciele Megan i Anto też czekają na wezwanie. Nessa jest inna niż reszta uczniów szkoły. Jest niepełnosprawna, jej nogi są porażone i z trudem chodzi. Czy uda jej się przetrwać w krainie gdzie szansą na przetrwanie jest jak najszybszy bieg?

Zacznę od plusów. Bardzo mi się podobał oniryczny klimat i wygląd Szaroziemi. To jak wizja z najgorszych koszmarów, a rzeczy które się tam działy napawały mnie autentycznym obrzydzeniem i przerażeniem. Jestem pod wrażeniem tego, jak autor wplótł irlandzki folklor i baśniowe postacie pięknych wróżek do tego makabrycznego, stworzonego przez siebie świata.
Duża część akcji dzieje się w szkole do której chodzi Nessa. Cała historia wydała mi się nieco poszatkowana, bo narracja prowadzona jest z punktu widzenia wielu uczniów. Książka zyskałaby, gdyby to Nessa była narratorką, może nie byłoby takiego skakania pomiędzy poszczególnymi bohaterami.

Mimo wielu makabrycznych scen, książka jest przeznaczona głównie dla młodszych czytelników – na moje oko wiek gimnazjalny. Mnie ta książka nie do końca przekonała. Czegoś mi w niej zabrakło i czuję lekki niedosyt, głównie po finale, ale mam na uwadze to, że kolejna część się na pewno pojawi. Muszę jednak przyznać, że pomysł na fabułę jest pomysłowy, książkę czyta się dobrze i powinna zadowolić fanów gatunku. 

Za możliwość przeczytania dziękuję:

Szczegóły:
Tytuł: The Call. Wezwanie
Tytuł oryginału: The Call
Tom: 1
Autor: Peadar O'Guilin
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 350

wtorek, 4 kwietnia 2017

Noc Kupały - Katarzyna Berenika Miszczuk


Nocy Kupały nie mogłam się doczekać, ale też miałam pewne obawy, że ten słowiański klimat zostanie nieco mniej zaakcentowany. Niepotrzebnie się martwiłam., bo wyszło naprawdę bardzo dobrze. 

W Bielinach u podnóża Łysej Góry zbliża się Noc Kupały. Uczennica Szeptuchy Gosia wkrótce będzie musiała wybrać komu da kwiat paproci. Czy będzie to któryś z bogów, czy mężczyzna dla którego straciła głowę? Niespodziewanie pojawia się komplikacja w postaci Ote, dawnej żony Mieszka. Gosia będzie musiała przezwyciężyć zazdrość aby ocalić swoją miłość do Mieszka. 

Słowiański klimat był, ale raczej nie poznajemy nowych stworów. Przyplątała się jedna bogini, jest problem ze strzygą, ale oprócz tego nic nowego nie doszło. Co nie oznacza, że nie jest klimatycznie, magicznie i tak dalej. Bardzo, ale to bardzo lubię kulturę Słowian, a w tej książce czuć klimat dawnych zwyczajów. Szczególnie mi się podobał opis Nocy Kupały.  Ta niby współczesna Polska, rządzona przez Piastów i słowiańskich bogów ma coś w sobie i wcale bym się nie obraziła, gdyby ktoś zamienił nasza polską rzeczywistość na tą z książki Pani Miszczuk.   

Gosia mi się podobała, ale niektóre sceny były irytujące i jakby na siłę wepchane. Szczególnie chodzi mi o te dotyczące jej fobii przed kleszczami i chorobami, których boi się bardziej niż wąpierzy. To mnie trochę śmieszyło, ale tak pozytywnie. Ucieszyło mnie, że tym razem wykazała nico większe zainteresowanie naukami Baby Jagi i w pewnym stopniu porzuciła medycynę na rzecz tajemniczych rytuałów. Szkoda, że autorka nie podkreśliła nieco roli i nie przybliżyła nam bardziej innych bohaterów, nie tylko Gosi i Mieszka. Tak bardzo chciałam więcej Sławy. Chociaż pojawiają się dość ciekawe retrospekcje, które mogę nawet oburzyć wielbicieli historii Polski. No bo jak to w końcu z tą Dobrawą było?

Co do romansu, to był bardzo ładny, ze smakiem, ale na początku trochę mnie irytował. Akcja za wolno się rozkręcała, ale za to finał to było COŚ. Nie mogę narzekać na brak emocji, bo działo się dużo. Bogowie się uaktywniają i nie mogę się doczekać kolejnej części. Książkę czyta się lekko i przyjemnie. Dowcipny język, ukochane słowiańskie demony i magiczny klimat to zdecydowanie największe zalety tej książki. Polecam. 

Szczegóły:
Tytuł: Noc Kupały
Cykl: Kwiat paproci
Tom: 2
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: W. A. B.
Liczba stron: 352

niedziela, 2 kwietnia 2017

Marzec - wiosenne podsumowanie

W marcu się sporo działo.
Byłam na spotkaniu autorskim z Brandonem Sandersonem w Krakowie. Było super, kolejka po autografy była dłuuuga, ale mi udało się stać prawie że na początku. :) Oczywiście na zdjęciu wyglądam masakrycznie po biegu z zajęć, ale co tam :D
Mam dwie podpisane książki, których nikomu nie pożyczę <3 haha


Ten semestr mam bardzo zawalony zajęciami i wyjazdami terenowymi (uroku bycia geografem) i trzymam poziom mniej więcej 6 książek miesięcznie. 



4. Manwhore +1 Katy Evans  (336)
5. Noc Kupały Katarzyna Berenika Miszczuk (352) - recenzja wkrótce
6. A Court of Mist and Fury Sarah J. Maas  (624) - recenzja wkrótce


W sumie przeczytałam: 400+496+448+336+352+624= 2656 stron

Jestem zadowolona z mojego wyniku, biorąc pod uwagę, że przeczytałam dwie dość grube książki po angielsku i jestem dumna podwójnie, bo nie miałam ze zrozumieniem treści absolutnie żadnego problemu <3 
Nigdy nie twierdziłam, że umiem dobrze angielski, ale w tym miesiącu stwierdziłam, że chyba jednak coś tam umiem :) 



W tym miesiącu jest dość skromnie z książkami. Staram się nie popaść w zakupoholizm:


1. Syreny Joseph Knox - egzemplarz finalny od Wydawnictwa Otwartego. Naprawdę mroczny kryminał [RECENZJA]


2. Czarne nenufary Michel Bussi - wygrzebałam tę książkę w jakimś markecie za 10 zł. Pamiętam, że kiedyś dawno chciałam ją kupić, ale dlaczego to już nie wiem. Cóż, kupiłam bo okładka jest śliczna i się świeci, ale skoro mnie kiedyś zainteresowała... to może dobra jest ;) czytaliście?

3. A Court of Thorns and Roses Sarah J. Maas - moja pierwsza książka Pani Maas i jestem zachwycona. Świetnie pisze, a wydanie oryginalne jest piękne.

4. A Court od Mist and Fury Sarah J. Maas  - i kolejna część Dworu ;) kocham tę książkę, recenzja wkrótce. Jedyne czego żałuję, to to, że nie ogarnęłam, że kupuję wydanie brytyjskie a nie amerykańskie :( no ale trudno, przeżyję jakoś 
Obie książki kupiłam za 43 zł w Empiku ;)  



Moim WIELKIM zakupem była też nowa półka na książki!!!


Nareszcie mogłam zdjąć znad łóżka swoją wieżę, która zaczęła się niebezpiecznie chwiać. 


A jak wyglądał Wasz marzec?



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...