wtorek, 28 czerwca 2016

Trawers - Remigiusz Mróz


Mróz zaskakuje po raz kolejny. Trawers to idealne zakończenie trylogii z Komisarzem Forstem. Dlaczego to już koniec? Ja chcę jeszcze!

Do Kościeliska dociera grupa uchodźców z Syrii. Wybuchają demonstracje za i przeciw ich przejmowaniu, a wkrótce na szlaku na Czerwone Wierchy pojawia się martwy mężczyzna, którego nie sposób zidentyfikować. Podejrzenia padają na imigrantów, a Bestia z Giewontu znowu się uaktywnia na górskich szlakach.

W całym tym zamieszaniu siedzi inspektor Osica i prokurator Dominika Wadryś-Hansen. O ile Osicę bardzo lubię (a polubiłam go już w poprzednich częściach), to Dominiki przetrawić nie mogłam, a dostała całkiem sporą rolę do odegrania. Trochę mnie denerwowało jej podejście do sprawy, a jedyną osobę, która może wpaść na właściwy trop wsadziła do więzienia. Jeśli chodzi o sytuację Wiktora Forsta, to autor wpakował go w tak ciemną d*pę, że nie wierzyłam w to, że jakoś się z tego wygrzebie, jednak jak zwykle zostałam zaskoczona zwrotem akcji. 

Odniosłam wrażenie, że gwałtownej akcji jest trochę mniej niż w poprzednich częściach. Wiem, że trzeba było pozamykać pewne wątki, ale spodziewałam się jakiegoś większego BUM na koniec. Co nie zmienia faktu, że mi się nie podobało, bo było naprawdę świetnie. Niezniszczalny farciarz Forst został jednym z moich ulubionych bohaterów literackich. Mróz zaserwował też swoim fanon niespodziankę w postaci Joanny Chyłki z innego cyklu jego książek (o Kasacji czytaj TU). Niezrównana adwokat dostała w Trawersie sporą rolę, co bardzo mi się podobało. 

- Nie każdy muzułmanin to terrorysta, panie inspektorze.
- Ale każdy terrorysta to muzułmanin, Forst.

Sytuacja polityczna i społeczna w książce jest bardzo aktualna, a wielka jej część to opisy losów imigrantów z Syrii. Mity odnośnie nich zostają rozwiane i mamy okazję poznać kilka punktów widzenia przybyszów przez ludność miejscową, zarówna ten konserwatywny jak i bardziej liberalny. Jednak ten wątek uchodźców zaliczam jako minus. W poprzednich częściach nie było o nich słowa, a tu ni z gruchy, ni z pietruchy pojawiają się uchodźcy. Jakoś nie do końca mi to pasowało. 

Jeśli mam ocenić całą trylogię, to chyba najbardziej spodobała mi się Ekspozycja. Trawers jest chyba najsłabszy, ale tak minimalnie. Jeśli zastanawiacie się co to jest ten cały fenomen Mroza, koniecznie przeczytajcie tę trylogię. Ja jestem nią absolutnie zachwycona. 

Szczegóły:
Tytuł: Trawers
Cykl: Trylogia z komisarzem Forstem
Tom: 3
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 600

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Wyzwanie 52/2016 TO JUŻ?



To już? Własnie wypełniłam wyzwanie 52 książki w 2016r.! Może w przyszłym zrobię sobie misję 152 książki? Przedstawiam Wam listę książek, które w tym roku przeczytałam. Jest zrobiona mniej więcej chronologicznie. Pogrubione tytuły znajdziecie zrecenzowane na blogu (wybaczcie, ale nie dodawałam do nich linków), możecie je łatwo znaleźć w zakładce Spis treści w menu powyżej.

A więc paczajcie:

1. Anioł Burz Trudi Canavan
2. Harry Potter i Kamień Filozoficzny J.K. Rowling
3. Żniwa Zła Robert Galbraith
4. Rozważna i romantyczna Jane Austen
5. Straceni Jack Ketchum
6. Akademia Wampirów Richelle Mead
7. Przysięga krwi Richelle Mead
8. W mocy ducha Richelle Mead
9. Szeptucha Katarzyna Berenika Miszczuk
10. W szponach mrozu Richelle Mead
11. Parabellum. Głębia osobliwości Remigiusz Mróz
12. Pocałunek cienia Richelle Mead
13. Bliźnięta z lodu S.K. Tremayne
14. Anioł Śmierci Linda Howard
15. Front Burzowy Jim Butcher
16. Od urodzenia Elisa Albert
17. LOVE Nadia Szagdaj
18. Amber Gail McHugh
19. Ołtarz kości Philip Carter
20. Collide Gail McHugh
21. Pulse Gail McHugh
22. Smak Ciemności C.J. Roberts
23. Ekspozycja Remigiusz Mróz
24. Ladacznica Emme Donoghue
25. Tajemny ognień CJ. Daugherty
26. Ostatnie poświęcenie Richelle Mead
27. Przewieszenie Remigiusz Mróz
28. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet Stieg Larsson
29. Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji Anna Wojtacha
30. Kiedy księżyc jest nisko Nadia Hashimi
31. Marsjanin Andy Weir
32. Dziewczyna, która igrała z ogniem Stieg Larsson
33. Uwikłani. Pokusa Laurelin Paige
34. Uwikłani. Obsesja Laurelin Paige
35. W ramionach gwiazd Amie Kaufman
36. Kruchy lód. Dziennikarze na wojnie Anna Wojtacha
37. Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno Kirsty Moseley
38. Szeptem Becca Fitzpatrick
39. Crescendo Becca Fitzpatrick
40. Cisza Becca Fitzpatrick
41. Finale Becca Fitzpatrick
42. Wrota Soseki Natsume
43. Żelazny cierń Caitlin Kittredge
44. Kroniki Klary Shulz. Grande Finale Nadia Szagdaj
45. Królowie Przeklęci. Tom1 Maurice Druon
46. Gwiezdny pył Neil Gaiman
47. Dotyk Crossa Sylvia Day
48. Pęknięte miasto. Biesłan Jerzy A. Wlazło
49. Jak złapać rosyjskiego szpiega Naveed Jamali
50. Wyspa strachu Håkan Östlundh
51. Dwadzieścia siedem snów Marta Alicja Trzeciak
52. Krew i Stal Jacek Łukawski



piątek, 24 czerwca 2016

Szeptem - Becca Fitzpatrick

Szeptem. Co za dziwna książka. Kopia Zmierzchu, no może trochę lepsza niż Zmierzch, ale niektóre sytuacje były dziwnie znajome. Patch i Nora poznali się na lekcji biologii (brzmi znajomo?). Nora to zwykła szara uczennica, natomiast Patch to upadły anioł, któremu odebrano skrzydła. Ma interes, żeby się zbliżyć do Nory, a później się zakochują. Koniec! Tak. Jest dokładnie jak w Zmierzchu, tyle, że wampiry zostały wymienione na anioły i demony.

Ta książka jest nieco lepsza od rzeczonego Zmierzchu, BO: po pierwsze motyw aniołów jest ciekawszy. Poznajemy ich hierarchię, przyczyny upadku niektórych, a to jest dla czytelnika czymś nowym. Wszyscy wiedzą wszystko o wampirach, ale czy kojarzycie jakieś informacje o aniołach, oprócz tego, że latają w niebie? Pewnie nie i ja też nic o tym nie wiedziałam, przez co zainteresował mnie temat. Po drugie: męski bohater jest całkiem fajny - polubiłam Patcha.

Nora to bohaterka, która nie zyskała mojej sympatii. Była jakaś taka nijaka, niezdecydowana i mdła. Aż się zdziwiłam, że nagle miała tylu wielbicieli. Dodatkowo posiadała niesamowicie wnerwiającą przyjaciółkę Vee, która pozbawiona była wszystkich innych cech z wyjątkiem denerwowania otoczenia i czytelnika. Patch był dużo lepszy, chociaż autorka skupiła się bardziej na opisie jego wyglądu niż cech charakteru. Przez większą część książki nie mogłam go rozgryźć i chyba nikt z bohaterów też nie umiał.

Szeptem jest napisane prostym, przystępnym językiem. Przeczytałam to w dzień i traktuję jako książka do odstresowania się i pośmiania. Z całej fabuły najbardziej zainteresowały mnie jabłkowe niskokaloryczne chipsy i instrukcja krojenia pomidora - serio, były takie opisy. Zabrakło nieco wyjaśnienia tej całej sprawy z aniołami. Pomysł na fabułę jest bardzo dobry, wykonanie kuleje, ale dla zabawy chyba przeczytam następną część, bo mnie temat wciągnął. Dodam jeszcze, że bardzo spodobała mi się okładka. To typowa młodzieżówka, która na pewno zainteresuje młodszego odbiorcę, ale mnie jakoś nie porwała.

Szczegóły:
Tytuł: Szeptem
Tytuł oryginału: Hush Hush
Tom: 1
Cykl: Szeptem
Autor: Becca Fitzpatrick
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 328


PS. Przeczytałam cały cykl. Postanowiłam, że nie będę się rozwodzić nad kolejnymi częściami (podobieństwo do Zmierzchu jest nadal wyczuwalne). Seria jest bardzo spoko. Po pierwszym tomie akcja się trochę rozkręca i cały cykl oceniam jako dobry. Nic odkrywczego, ale było całkiem przyjemnie.

wtorek, 21 czerwca 2016

Metro 2034 - Dmitry Glukhovsky


Jak może pamiętacie (a jak nie, to link jest TU) Metro 2033 nie przypadło mi do gustu aż tak jak innym fanom Glukhovskiego, ale Metro 2034 jest zupełnie inne. To książka dużo lepsza od części poprzedniej i napisana w nieco odmiennym stylu. 

Moskiewskie metro stało się bunkrem przeciwatomowym. Kiedy rakiety i bomby zniszczyły świat, ludzie przebywający w metrze uratowali się przed szkodliwym promieniowaniem i od lat bronią się przed zmutowanymi nowymi mieszkańcami ziemi. 

Tym razem przenosimy się do południowych tuneli. Tam na stacji Tulskiej coś się wydarzyło. Karawany jadące z Sewastopolskiej na południu giną bez śladu. Wygląda na to, że linia jest odcięta od centrum metra. Na ochotnika mającego sprawdzić co się tam stało zgłosił się Hunter – ten sam, który w poprzedniej część zaginął wśród czarnych. Na swojego towarzysza wybrał Homera, wciąż żwawego staruszka mającego plan na napisanie powieści. Rozpoczęła się ich wyprawa przez niebezpieczne tunele metra. W jednym z nich znaleźli Saszę, niezwykłą dziewczynę, która potem nieźle we wszystkim zamiesza. 

Bohaterowie byli w ciągłym ruchu i nie nudziłam czytając o kolejnych zmaganiach z niebezpiecznymi stworami, czy szkodliwym promieniowaniem. Bardzo mi się spodobali, a Hunter to mój numer 1. Zabójczy komandos, tajemniczy, małomówny, z mnóstwem szram i blizn. No i jak tu go nie kochać? W ciemnych tunelach metra zaczął gubić sam siebie, ale nagle pojawiła się Sasza, która w jakiś sposób na niego wpłynęła. Nie bardzo wiem jak opisać ich specyficzną relację, ale była... fascynująca.

Jedyne fragmenty, które mi się w jakiś sposób ciągnęły to rozważania Homera nad sensem swojego życia i przeznaczeniem, ale było ich mniej niż wieczne zadręczanie się Artema z Metra 2033. A tak przy okazji to spotykamy starego znajomego Młynarza, moją ulubiona postać części poprzedniej. Wydaje mi się, że ten niesamowity klimat moskiewskiego metra jest w tej części nieco słabiej zaznaczony. Dlaczego wszyscy tak swobodnie przechadzali się tunelami, kiedy w poprzedniej części bali się wystawić nos ze stacji? Tego trochę nie ogarnęłam. Trzymamy się tylko południowej części metra i troszkę brakowało mi też jakiejś tajemnicy, może czegoś wielkiego do odkrycia, co było by mocnym punktem kulminacyjnym. Oczywiście był finał, ale mógłby być nieco lepiej i dynamiczniej skonstruowany. Widać, że autor bardziej skupił się na przedstawieniu wydarzeń i postaci, niż na podkreślaniu klimatu powieści. 

Podsumowując, książka mimo kilku wad jest naprawdę dobra. Podobała mi się bardziej niż poprzednia część. Jestem naprawdę zafascynowana światem stworzonym przez Glukhovkiego i fani post-apo powinni być usatysfakcjonowani. Ja jestem i chętnie sięgnę po kolejną część. 


Szczegóły:
Tytuł: Metro 2034
Tytuł oryginalny: Метро 2034
Seria: Uniwersum Metro 2033
Autor: Dmitry Glukhovsky
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 410


sobota, 18 czerwca 2016

Krew i stal - Jacek Łukawski

Nie myślałam, że jeszcze jakiś polski autor mnie zachwyci swoją książką fantasy. Krew i stal to najlepsze polskie fantasy jakie czytałam od czasu „Wiedźmina” Andrzeja Sapkowskiego, a to jest spory wyczyn. Jestem pełna podziwu dla warsztatu pisarskiego Jacka Łukawskiego.

Po pierwsze: Świetny pomysł. Sto pięćdziesiąt lat temu podczas wielkiej wojny królestwo Wondettel podzieliła Martwica – magiczna bariera w obrębie której zostało zniszczone wszelkie życie ludzkie, zwierzęce i roślinne. Po latach Martwa Ziemia zaczęła się cofać i powstał w niej przesmyk prowadzący do wysokich gór po drugiej stronie. Tam w klasztorze jest ukryte coś, co musi wrócić do królestwa. Pierwsza wyprawa zaginęła. Za nią, przez martwe stepy podąża zbrojny oddział pod dowództwem Dartora. Razem z nimi wyrusza nasz główny bohater – tajemniczy Arthorn, który posiada swoją własną misję. Nie ma pojęcia co szykują dla niego bogowie, gdzie w ostateczności trafi i że za martwicą czeka niebezpieczeństwo mogące zagrozić królestwu.

Po drugie: bohaterowie. Arthorn (mega podoba mi się to imię) to świetny główny bohater. Jest tajemniczy, bardzo pomysłowy i zaprawiony w boju. Przez większą część książki nie mogłam go rozgryźć i dopiero pod koniec dowiadujemy się o nim czegoś więcej. Jego towarzysze też zyskali moją sympatię, choć trochę mniejszą.

Po trzecie: słowiańskie wierzenia. Myślałam, że trochę się na nich znam. Większość potworów kojarzyłam z różnych tekstów kultury, ale niektóre były dla mnie prawdziwą zagwozdką i niespodzianką. No nieźle musiał się autor nagrzebać za tym wszystkim. Dreszczyk emocji gwarantowany.

Po czwarte: język. Język jakim napisana jest Krew i stal jest genialny. Stylizowany na średniowieczny, trochę ludowy i pełen charakterystycznych zwrotów. To generuje niesamowity klimat i swego rodzaju swojskość. Chłopi mówią chłopską gwarą, rycerze mają swoje wojskowe powiedzonka. Pojawiają się tez inne języki, których nasi bohaterowie nie rozumieją – nareszcie znalazłam powieść w której nie wszyscy są poliglotami.  Wiem, że niektórym ten stylizowany język przeszkadzał, ale ja jestem nim oczarowana. Widać, że autor włożył w tę książkę ogrom pracy. Wszystko jest przemyślane i dopracowane w najmniejszych szczegółach.

Jest mapa! Kocham mapy w książkach! Już na samym początku czytania miałam banana na twarzy. Kolejny bonus jaki nam autor zafundował to wzmianki o kilku innych książkach fantasy. Wyłapałam w powieści bardzo wyraźne aluzje do wspominanego już przeze mnie „Wiedźmina” oraz (!) „Władcy pierścieni”. Czad. Iście epicko zostało to wplecione w fabułę i nieźle się uśmiałam czytając te fragmenty. 

Jedyne do czego mogę się przyczepić to początek. Lekko nudnawy, ale po przebrnięciu przez te początkowe 3 rozdziały było już coraz lepiej. No i dlaczego to się tak szybko skończyło, chcę więcej! To klasyczne słowiańskie fantasy z motywem podróży, zapadającymi w pamięć bohaterami i dość ciekawym problemem. Wspomnę jeszcze o pięknym wydaniu z klimatyczną okładkę, mapą i ilustracjami w środku. Cudo. To naprawdę jest debiut? Serio? Nie zauważyłam. Nic tylko czytać, polecam!

Szczegóły:
Tytuł: Krew i stal
Tom: 1
Cykl: Kraina Martwej Ziemi
Autor: Jacek Łukawski
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 384

wtorek, 14 czerwca 2016

Dziewczyna, która igrała z ogniem - Stieg Larsson


Byłam mega podekscytowana biorąc do ręki drugą cześć Trylogii Millennium. Po lekturze pierwszej części miałam bardzo wysokie wymagania, ale Larsson poradził sobie znakomicie i jestem zachwycona tą książką. Już teraz wam mówię, że jest lepsza od pierwszej części.

Byłam w jakiś sposób przygotowana na długi wstęp do całej historii – to taka charakterystyczna cecha autora -  ale nie był on w żadnym stopniu nużący, bo jego bohaterką została Lisbeth, którą uwielbiam. Na początku dostajemy dość sporo dziwnych i pozornie nieprzydatnych opisów sytuacji, które tak jakby nic do książki nie wnoszą. Dopiero później okazuje się, że dzięki nim możemy patrzeć na cały problem powieści w różny sposób i na wielu różnych poziomach. 

Lisbeth zostaje podejrzaną w sprawie morderstwa dziennikarza Daga i jego żony Mii, którzy współpracowali z naszym znajomym Mikaelem Blomkvistem. Zajmowali się badaniem nielegalnych przewozów kobiet z Europy Wschodniej do Szwecji i ich wykorzystywaniem seksualnym. Czyżby komuś nie spodobała się ich praca? Mikael nie wierzy w winę Lisbeth i postanawia wszcząć śledztwo na własną rękę. Jednocześnie zmaga się z wątpliwościami, gazetą na głowie i sławą jaką zapewniło mu prowadzone przez niego i Lisbeth poprzednie śledztwo. Bardzo miło było czytać o nim ponownie – to jeden z moich najulubieńszych książkowych bohaterów. Tymczasem trawa policyjna obława na dziwną dziewczynę ubraną na czarno i z mnóstwem tatuaży. 

Nie ma niewinnych. Chociaż można być w różnym stopniu odpowiedzialnym.

Lisbeth jest bardzo tajemnicza, bezpośrednia i zupełnie nieprzystosowana do życia w społeczeństwie. To właśnie ona stała się główną bohaterką tej książki. Odkrywamy jej przeszłości, wydarzenia związane z „wielkim złem”, które jej się przytrafiło i opisy części jej życia, którą spędziła w szpitalu psychiatrycznym. To, że jest niezrównaną hakerką tylko podkręca akcje, bo sposób w jaki wodzi policjantów za nos i jak sama próbuje dociec do prawdy jest genialny. Z jednej strony domyślamy się, że przecież ona nie może być morderczynią, ale z drugiej… autor daje nam wiele bardzo dziwnych poszlak, które mogą świadczyć o winie. Pojawiają się podejrzani mężczyźni, a znajomy kurator zaczyna sprawiać problemy. Jak postąpi Lisbeth, która jest swojego rodzaju obrońcą kobiet dotkniętych przemocą i nie waha się upomnieć o sprawiedliwość?

Nigdy nie zadzieraj z Lisbeth Salander. Jej nastawienie do świata jest takie, że jeśli ktoś grozi jej pistoletem, ona załatwi sobie większy.

Larsson wspaniale buduje napięcie i niczym płatki kwiatu rozwija wokół głównego problemu poboczne wątki. Jest pełno zaskakujących zwrotów akcji i zagadek. Opisy miejsc i postaci są precyzyjne i bardzo realistyczne. Oczywiście końcówka to prawdziwa bomba. Byłam zupełnie nieprzygotowana na to co się wydarzy, także zaskoczenie było duże. Tytuł książki jednak coś w sobie ma, bo ogień pełni w całej historii ogromną rolę w sensie dosłownym, jak i metaforycznym. Czyta się ją w zaskakującym tempie. 

Ja jestem tą książką absolutnie zachwycona. Dzięki Larssonowi pokochałam skandynawskie kryminały. I dodatkowo mam piękne wydanie kolekcjonerskie! Polecam wszystkim Trylogię Millennium.

Szczegóły:
Tytuł: Dziewczyna, która igrała z ogniem
Tytuł oryginału: Flickan som lekte med elden
Tom: 2
Cykl: Millennium
Autor: Stieg Larsson
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 401+432

środa, 8 czerwca 2016

Dwadzieścia siedem snów - Marta Alicja Trzeciak


Przyznam, że jeszcze nie zdarzyło mi się czytać żadnej książki podobnej do Dwudziestu siedmiu snów. To lektura niesamowicie kobieca, lekko zagmatwana i posiadająca w sobie sporą dozę niepokoju. Jako pierwsza rzuciła mi się w oczy niesamowita konstrukcja powieści. Książka jest podzielona na rozdziały i sny, a osobą śniącą jest młoda pisarka, która przyjechała do zapomnianej przez świat wsi w poszukiwaniu inspiracji. Wynajmuje pokój u starej kobiety zwanej przez wszystkich Szarą i powoli zagłębia się w świat miejscowych. Okazuje się, że pokój w którym się zatrzymała jest w pewnym stopniu nawiedzony, a coś zsyła na jego mieszkankę dziwne sny. 

Sny i jawa zgrabnie przeplatają się ze sobą. Bohaterka poznaje historię Szarej, matki Szarej, mieszkającej u niej nastoletniej Laury i tajemniczej Mileny ze wzgórza na dwóch poziomach: tym rzeczywistym i w snach. Atmosfera powieści jest przesiąknięta sekretami. Okazuje się, że na rodzinie Szarej ciąży klątwa rzucona przez samego diabła. Laura chce przerwać klątwę i wyczuwa w przybyłej pisarce swoją szansę. To właśnie Laura jest postacią, która najbardziej polubiłam. Pyskata i zdeterminowana, a jednocześnie bardzo pozytywna i radosna. Jest jednym z promyczków, który rozświetla tę książkę.

Inaczej jest z Mileną. Ona mnie fascynowała. Tajemnicza kobieta mieszkająca na wzgórzu za wioską stała się obiektem zainteresowania przybyłej do wioski pisarki. Nikt jej nie widuje poza różnymi mężczyznami, którzy się na jej wzgórze zakradają. To ona posiada najwięcej sekretów, a wyciągnięcie ich na światło dzienne może zmienić na zawsze życie wszystkich powiązanych z nią osób. 

W snach autorka użyła niesamowicie poetyckiego, pełnego metafor i niepokoju języka. Bohaterowie często mówią do siebie monosylabami, a na osoby i rzeczy mówią w rodzaju nijakim: to przyszło, to Nowe, Obce Młode. Spotykamy też całkiem zgrabne słowotwórstwo: głupio-córka, coodwinięte-możesięzawinąć. Imiona postaci są zniekształcone i poskracane. Poznajemy między innymi Sza, La i Sol. To wszystko razem potęguje oniryczny charakter snów. W wielu z nich czuć niepokój i strach. Inne są pełne nadziei i miłości - zarówno tej romantycznej jak i matczynej.

- Ja jestem Sza - mówi. - Przede mną była stara matka, a po niej ja stałam się matką. Ty jesteś Mi, która urodziła samą siebie i którą urodziła ona sama. Ojcem twoim jest czas, a matką jesteś ty sama.

Podczas czytania miałam wrażenie, że patrzę na słowa jakiejś wyroczni, a nie normalną książkę. Przyznam, że to nie lada wyczyn połączyć rzeczywistość ze snami w taki sposób, aby tworzyły jeden spójny obraz bez chaosu i w pełni przez czytelnika zrozumiany. Książka jest też pełna humoru, dobroci ludzkiej i ludowej mądrości. To lektura piękna, zaskakująca i zupełnie inna niż wszystkie pozycje polskiej literatury kobiecej. Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję:

Szczegóły:
Tytuł: Dwadzieścia siedem snów
Autor: Marta Alicja Trzeciak
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 336

sobota, 4 czerwca 2016

W ramionach gwiazd - Amie Kaufman, Meagan Spooner



Patrzcie tylko na ta okropną cukierkową okładkę, która w ogóle nie pasuje do wnętrza powieści. Wierzcie mi, że bardziej pasowałby terminator umazany krwią, błotem i stojący na górze z trupów. Ta książka jest o miłości, ale przede wszystkim jest opisem dramatycznej walki o przetrwanie i zmaganiem z własnymi słabościami.

W ramionach gwiazd przenosi nas do świata, a raczej wszechświata po którym swobodnie latają nowoczesne statki kosmiczne, nowe planety są kolonizowane, a technika dalece wykracza poza to co znamy. Dawno temu, w odległe galaktyce... albo nie, to nie brzmi dobrze. Gdzieś tam, na ogromnym statku kosmicznym podróżuje przez galaktykę prawie 50 tys. osób. Wśród nich jest niedawno odznaczony za zasługi na polu bitwy major Tarver Merendser oraz córka właściciela połowy galaktyki oraz statku Lilac LaRoux.

Nagle wydarza się tragedia. Statek uległ awarii. W kapsule ratunkowej znaleźli się razem Tarver i Lilac, dzięki której ich kapsuła zadziałała, zadziałała jako jedyna. Nagle znaleźli się sami na bezludnej planecie i patrzyli na katastrofę statku. Rozpoczęła się walka o przetrwanie i dotarcie w okolice rozbitego o kilkadziesiąt km statku. Tarver jest do warunków przygotowany, to dla niego nie pierwszyzna. Problemem dla niego jest Lilac, która w sukience i szpilkach nie jest najlepszą towarzyszką i strasznie go wkurza. Dziewczyna ma podobne odczucia i na początku zachowuje się jak rozwydrzona panienka, ale szybko musi się dostosować do trudnych warunków. Wkrótce pojawia się też wątek miłosny, ale jakoś bardzo dużo go nie ma, więc hasła reklamowe o największym w galaktyce love story są nieco przesadzone. 

Do połowy książki było świetnie. Później pojawiły się jakieś dziwne rzeczy z innymi wymiarami i tajemniczymi szeptami. To mi się wydało nieco przekombinowane. ALE książkę czytało mi się bardzo, bardzo przyjemnie. "Misja przetrwanie" - to coś dla mnie. Temat mnie naprawdę wciągnął i zainteresował. Podobno ma się pojawić kolejna część i z chęcią bym ją przeczytała (oby miała lepszą okładkę). W tym przypadku sprawdziło się powiedzenie "nie oceniaj książki po okładce". Pomimo kilku błędów, podobało mi się i polecam!

Szczegóły:
Tytuł: W ramionach gwiazd
Tytuł oryginału: These Broken Stars
Tom: 1
Cykl: Starbound
Autor: Amie Kaufman, Meagan Spooner
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 488

środa, 1 czerwca 2016

Majowy book haul - czyli kiedy ja to wszystko przeczytam?!

Hejo! Właśnie teraz, kiedy czytacie tego posta, ja zdobywam Koronę Sudetów... albo umieram w połowie drogi. Ale do rzeczy. Maj był miesiącem moich urodzin, więc trafiło mi się kilka fajnych książek. Kupiłam też te, na które miałam ochotę od dłuższego czasu. Polowałam na nie "w necie" lub księgarniach. Szczególnie wielka wyprawa po książkę dotyczy pozycji pierwszej na poniższej liście zdobyczy.

1. Zamek z piasku, który runął Stieg Larsson cz 1 i cz 2
Tego kolekcjonerskiego wydanie nie było nigdzie w internecie, a przecież musiałam mieć do kompletu! Wyczaiłam, że książka jest w jednym Empiku stacjonarnym, więc... cały Empik w Bielsku-Białej szukał jej dla mnie. Powiedzieli mi, że nie mają, a ja się uparłam, że jest. Nie poddałam się i ich gnębiłam dalej. Po 30 minutach szukania książka się znalazła!!! 

2. Dwadzieścia siedem snów Marta Alizja Trzeciak - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Kobiecego

3. Wyspa strachu Hakan Ostlundh - książka wygrana od Wydawnictwa Jaguar. Bardzo przyjemny szwedzki kryminał [RECENZJA]

4. Bracia Karamazow Fiodor Dostojewski - musiałam przeczytać coś jeszcze Dostojewskiego, więc wybrałam to. Literatura rosyjska jest jedną z moich ulubionych.

5. Metro 2034 Dmitry Glukhovsky - część druga Metra nareszcie u mnie! 

6. Krew i stal Jacek Łukawski - książka na którą miałam mega ochotę. Klasyczne słowiańskiee fantasy. Coś dla mnie! 

Dalej są urodzinowe reportaże:

7. Poza mapą  Bonnett Alastair - wreszcie mam coś związanego z moimi studiami, czyli geografią. Książka o utracone przestrzeniach, niewidzialnych miastach, zapomnianych wyspach, dzikich miejscach. <3

8. Ruski ekstrem Boris Reitschuster
9. Ruski ekstrem do kwadratu Boris Reitschuster  - obie książki są felietonami i reportażami o życiu w Rosji i Moskwie (tak, jestem rusofilką) 

10. Mordercy w Mauzoleach. Między Moskwą a Pekinem Jeffrey Tayler - reportaże z Rosji i Azji Centralnej. Coś co lubię! A dodatkowo ta książka otrzymała nagrodę Best American Travel Writing. To musi być dobre ;)

Tak się prezentują moje zdobycze! Czytaliście coś z mojego stosiku? ;)
Ściskam :*
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...