wtorek, 21 czerwca 2016

Metro 2034 - Dmitry Glukhovsky


Jak może pamiętacie (a jak nie, to link jest TU) Metro 2033 nie przypadło mi do gustu aż tak jak innym fanom Glukhovskiego, ale Metro 2034 jest zupełnie inne. To książka dużo lepsza od części poprzedniej i napisana w nieco odmiennym stylu. 

Moskiewskie metro stało się bunkrem przeciwatomowym. Kiedy rakiety i bomby zniszczyły świat, ludzie przebywający w metrze uratowali się przed szkodliwym promieniowaniem i od lat bronią się przed zmutowanymi nowymi mieszkańcami ziemi. 

Tym razem przenosimy się do południowych tuneli. Tam na stacji Tulskiej coś się wydarzyło. Karawany jadące z Sewastopolskiej na południu giną bez śladu. Wygląda na to, że linia jest odcięta od centrum metra. Na ochotnika mającego sprawdzić co się tam stało zgłosił się Hunter – ten sam, który w poprzedniej część zaginął wśród czarnych. Na swojego towarzysza wybrał Homera, wciąż żwawego staruszka mającego plan na napisanie powieści. Rozpoczęła się ich wyprawa przez niebezpieczne tunele metra. W jednym z nich znaleźli Saszę, niezwykłą dziewczynę, która potem nieźle we wszystkim zamiesza. 

Bohaterowie byli w ciągłym ruchu i nie nudziłam czytając o kolejnych zmaganiach z niebezpiecznymi stworami, czy szkodliwym promieniowaniem. Bardzo mi się spodobali, a Hunter to mój numer 1. Zabójczy komandos, tajemniczy, małomówny, z mnóstwem szram i blizn. No i jak tu go nie kochać? W ciemnych tunelach metra zaczął gubić sam siebie, ale nagle pojawiła się Sasza, która w jakiś sposób na niego wpłynęła. Nie bardzo wiem jak opisać ich specyficzną relację, ale była... fascynująca.

Jedyne fragmenty, które mi się w jakiś sposób ciągnęły to rozważania Homera nad sensem swojego życia i przeznaczeniem, ale było ich mniej niż wieczne zadręczanie się Artema z Metra 2033. A tak przy okazji to spotykamy starego znajomego Młynarza, moją ulubiona postać części poprzedniej. Wydaje mi się, że ten niesamowity klimat moskiewskiego metra jest w tej części nieco słabiej zaznaczony. Dlaczego wszyscy tak swobodnie przechadzali się tunelami, kiedy w poprzedniej części bali się wystawić nos ze stacji? Tego trochę nie ogarnęłam. Trzymamy się tylko południowej części metra i troszkę brakowało mi też jakiejś tajemnicy, może czegoś wielkiego do odkrycia, co było by mocnym punktem kulminacyjnym. Oczywiście był finał, ale mógłby być nieco lepiej i dynamiczniej skonstruowany. Widać, że autor bardziej skupił się na przedstawieniu wydarzeń i postaci, niż na podkreślaniu klimatu powieści. 

Podsumowując, książka mimo kilku wad jest naprawdę dobra. Podobała mi się bardziej niż poprzednia część. Jestem naprawdę zafascynowana światem stworzonym przez Glukhovkiego i fani post-apo powinni być usatysfakcjonowani. Ja jestem i chętnie sięgnę po kolejną część. 


Szczegóły:
Tytuł: Metro 2034
Tytuł oryginalny: Метро 2034
Seria: Uniwersum Metro 2033
Autor: Dmitry Glukhovsky
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 410


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...