środa, 8 czerwca 2016

Dwadzieścia siedem snów - Marta Alicja Trzeciak


Przyznam, że jeszcze nie zdarzyło mi się czytać żadnej książki podobnej do Dwudziestu siedmiu snów. To lektura niesamowicie kobieca, lekko zagmatwana i posiadająca w sobie sporą dozę niepokoju. Jako pierwsza rzuciła mi się w oczy niesamowita konstrukcja powieści. Książka jest podzielona na rozdziały i sny, a osobą śniącą jest młoda pisarka, która przyjechała do zapomnianej przez świat wsi w poszukiwaniu inspiracji. Wynajmuje pokój u starej kobiety zwanej przez wszystkich Szarą i powoli zagłębia się w świat miejscowych. Okazuje się, że pokój w którym się zatrzymała jest w pewnym stopniu nawiedzony, a coś zsyła na jego mieszkankę dziwne sny. 

Sny i jawa zgrabnie przeplatają się ze sobą. Bohaterka poznaje historię Szarej, matki Szarej, mieszkającej u niej nastoletniej Laury i tajemniczej Mileny ze wzgórza na dwóch poziomach: tym rzeczywistym i w snach. Atmosfera powieści jest przesiąknięta sekretami. Okazuje się, że na rodzinie Szarej ciąży klątwa rzucona przez samego diabła. Laura chce przerwać klątwę i wyczuwa w przybyłej pisarce swoją szansę. To właśnie Laura jest postacią, która najbardziej polubiłam. Pyskata i zdeterminowana, a jednocześnie bardzo pozytywna i radosna. Jest jednym z promyczków, który rozświetla tę książkę.

Inaczej jest z Mileną. Ona mnie fascynowała. Tajemnicza kobieta mieszkająca na wzgórzu za wioską stała się obiektem zainteresowania przybyłej do wioski pisarki. Nikt jej nie widuje poza różnymi mężczyznami, którzy się na jej wzgórze zakradają. To ona posiada najwięcej sekretów, a wyciągnięcie ich na światło dzienne może zmienić na zawsze życie wszystkich powiązanych z nią osób. 

W snach autorka użyła niesamowicie poetyckiego, pełnego metafor i niepokoju języka. Bohaterowie często mówią do siebie monosylabami, a na osoby i rzeczy mówią w rodzaju nijakim: to przyszło, to Nowe, Obce Młode. Spotykamy też całkiem zgrabne słowotwórstwo: głupio-córka, coodwinięte-możesięzawinąć. Imiona postaci są zniekształcone i poskracane. Poznajemy między innymi Sza, La i Sol. To wszystko razem potęguje oniryczny charakter snów. W wielu z nich czuć niepokój i strach. Inne są pełne nadziei i miłości - zarówno tej romantycznej jak i matczynej.

- Ja jestem Sza - mówi. - Przede mną była stara matka, a po niej ja stałam się matką. Ty jesteś Mi, która urodziła samą siebie i którą urodziła ona sama. Ojcem twoim jest czas, a matką jesteś ty sama.

Podczas czytania miałam wrażenie, że patrzę na słowa jakiejś wyroczni, a nie normalną książkę. Przyznam, że to nie lada wyczyn połączyć rzeczywistość ze snami w taki sposób, aby tworzyły jeden spójny obraz bez chaosu i w pełni przez czytelnika zrozumiany. Książka jest też pełna humoru, dobroci ludzkiej i ludowej mądrości. To lektura piękna, zaskakująca i zupełnie inna niż wszystkie pozycje polskiej literatury kobiecej. Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję:

Szczegóły:
Tytuł: Dwadzieścia siedem snów
Autor: Marta Alicja Trzeciak
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 336

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...