poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Bramy Domu Umarłych - Steven Erikson


Bramy Domu  Umarłych to druga część monumentalnej Malazańskiej Księgi Poległych stworzonej przez Stevena Eriksona. Przy tej książce popełniłam jeden zasadniczy błąd: po przeczytaniu około 200 stron odłożyłam ją na czas nieokreślony. Teraz, kiedy wreszcie udało mi się ją skończyć stwierdzam, że jest  to książka, którą należy czytać od deski do deski, na raz i z maksymalnym skupieniem, bo inaczej umykają istotne dla fabuły szczegóły.


Świat stworzony przez autora jest monstrualny. Bohaterów i ras są dziesiątki, a dochodzą do tego również bogowie i demony. Na pewno nikt nie będzie narzekać na różnorodność i mnogość wszystkiego.  Bohaterów jest dużo, na szczęście na początku książki widnieje ich spis. W tej recenzji przedstawię tylko najważniejsze według mnie wątki. 

Imperium Malazańskie jest osłabione po konfliktach w części poprzedniej. Na Świętej Pustyni Raraku jasnowidząca sha’ik przygotowuje powstanie, które będzie nosić miano Tornado Apokalipsy. Jego celem jest uwolnienie miast spod panowania malazańczyków. Wielka pięść Siódmej Armii Coltaine zbiera z wolnych miast uciekinierów i wojsko i rozpoczyna marsz Sznura Psów, ucieczkę przed buntownikami. Prowadzi dziesiątki tysięcy osób przez pustkowia, a ich cel oddalony jest o tysiące mil na południe kontynentu.  Kolejne wątki to ucieczka z niewoli w kopalniach otatarlu pewniej dziewczyny Felisin i starca Heborica i ich podróż na Pustynie Raraku. Moi ulubieni bohaterowie – resztki drużyny Podpalaczy mostów – skrytobójca Kalam wyrusza wymierzyć sprawiedliwość, a saper Skrzypek oraz towarzyszący Crocus i Apsalar zmierzają do Domu Umarłych, gdzie gromadzą się bogowie i zmiennokształtni poszukujący Ścieżki Dłoni. Jednak żaden z bohaterów nie zasłużył na miano głównego, wszyscy są równorzędni, co ma swoje plusy jak i minusy. 

To taki wielki, wielki skrót tego co się w tej książce dzieje. Jest to brutalne bitewne fantasy, które nie daje czytelnikowi chwili wytchnienia. Ciągle coś się dzieje i ciągle ktoś z kimś walczy. Opisy bitew są nadzwyczaj krwawe, a autor nie oszczędza nawet głównych bohaterów. To na pewno nie jest książka i seria dla wszystkich. Trzeba lubić taki lekko przyciężki sposób pisania, jakim charakteryzuje się ta pozycja. W poprzedniej części przez połowię książki nie wiedziałam co się dzieje (CZYTAJ TU). Tym razem miałam pewne zaczepienie w postaci niektórych znanych mi bohaterów, ale i tak dość długo musiałam ogarniać, gdzie oni właściwie idą i po co. Akcja rozgrywa się w zupełnie innym miejscu co nie pomaga w orientacji. Na starcie trzeba przez chwilę zacisnąć zęby i czytać dalej, bo w końcu wszystko staje się jasne i klarowne.  

Polecam tą serię wszystkim lubujących się w mocnym bitewnym fantasy. Tą książkę albo się kocha, albo nienawidzi. Ja deklaruję to pierwsze i z ciekawością sięgnę po kolejne części Księgi Poległych.

Szczegóły:
Tytuł: Bramy Domu Umarłych
Tytuł oryginalny: Deadhouse Gates
Cykl: Malazańska Księga Poległych
Tom: 2
Autor: Steven Erikson
Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 774

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...