piątek, 21 sierpnia 2015

Zew górzystej krainy - Amy Cameron

Kiedy tylko zerknęłam na okładkę i przeczytałam, że książka jest sagą o dwóch zwaśnionych szkockich klanach, nie zastanawiałam się ani chwili nad jej kupnem. Kolejna książka dziejąca się w Szkocji, na której punkcie mam ostatnio fioła.

Fascynująca saga - zdecydowanie zgadzam się z tym określeniem. Całość historii dzieje się na początku XX w. w Edynburgu. Główną bohaterka jest młoda nauczycielka Lili Campbell. Jest nieślubną córką kucharki i której niespodziewanie oświadcza się zamożny baronet sir Niall Munroy. Jest to mężczyzna bardzo przystojny, wysoki, rudowłosy, zamożny i bardzo, ale to bardzo tajemniczy. Lili razem z narzeczonym wyrusza w okolice Inverness w Highland. Musi się zmierzyć z jego liczną rodziną, która nie żywi do niej sympatii, ale nie tylko z nim. W powietrzu domowej posiadłości panuje aura tajemnic, niedomówień, nienawiści i wspomnień wielopokoleniowego konfliktu między klanami Munroyów i Makenziech (śmiesznie mi to brzmiało, bo klan nazywa się prawidłowo MacKenzie). Jedyną osobą darzącą sympatią Lili jest babcia Mhairie, która stanowi ogromne źródło informacji o genezie konfliktu. Lili zastanawia się, czy jest w stanie wytrzymać w tej rodzinie i czy uczucia Nialla nie zmienią się, kiedy odkryje, że jej ojciec również należał do znienawidzonego przez niego klanu Makenzie. A może to jej uczucia zaczną się zmieniać, kiedy dowie się, że jej idealny mężczyzna wcale nie jest taki idealny jak się początkowo wydawało? 

Bardzo polubiłam Lili i trochę jej współczułam. Została wyrwana ze swojego miejsca na świecie do nowego, które nie przyjęło jej z otwartymi ramionami. Można ją opisać jako kobietę nowoczesną i oświeconą, która nie przejmuje się opinią innych, twardo stąpa po ziemi i posiada swoje własne zdanie, co bardzo pomaga jej przetrwać w obcym miejscu. Orientuje się, że aby przetrwać, musi postępować zdecydowanie by nie dać się stłumić przez innych mieszkańców posiadłości. Ja przez cały czas trzymałam za nią kciuki, żeby udało jej się znaleźć szczęście.

Książka jest z pozoru napisana ciężkim językiem, ale tylko z pozoru, bo po pewnym czasie tak wkręciłam się w tę historię, że przestałam to zauważać. Najbardziej zafascynowały mnie dzieje klanów, bo ciągle jestem pod ogromnym wrażeniem innej historii o Szkocji autorstwa Diany Gabaldon (czytaj o Obcej >TU<) i bardzo miło było mi czytać o znanych mi nazwiskach i rodzinnych koligacjach, co dla mniej obeznanych w temacie czytelników, może okazać się nudnawe. Samo miejsce w którym dzieje się akcja jest niesamowicie piękne. Jestem zakochana w szkockich krajobrazach i czytanie o nich było prawdziwą przyjemnością.

Niektóre postacie były irytujące, zarzekali się, że nie będą zdradzać rodowej tajemnicy itp. (dla mnie było to raczej dziwne) ale mimo tego w rozmowach ciągle podsuwali nowe informacje na ten temat. Tak więc wiedza o przeszłości dozowana jest po trochu przez całą powieść. Akcja toczy się prawie tylko w posiadłości Munroyów, ale pomimo tego obfituje w liczne zwroty i zaskakujące momenty. Klimat powieści jest cudowny. Nie chodzi mi o to, że jest sielsko i anielsko. Wręcz przeciwnie. Panuje mroczna i tajemnicza atmosfera, dookoła wznoszą się górskie szczyty, ciemne ścieżki i wrzosowiska. Przypomnę, że wszystkie wydarzenia mają miejsce na początku XX wieku, zaraz przed wybuchem I Wojny Światowej o którą zahacza końcówka książki. Mamy okazję poznać panujące w tym czasie zwyczaje, etykietę i sytuację polityczną. Niektóre tradycje i zwyczaje mają genezę sięgającą setek lat, a inne są całkiem nowe.

W moim wydaniu było bardzo dużo błędów językowych, co mnie trochę raziło - taki mały szczegół. Ta pozycja naprawdę mnie wciągnęła. Książka skończyła się zdecydowanie za szybko. Chciałoby się, żeby ta historia trwała dalej, żebym mogła się dowiedzieć jak ułożyło się życie bohaterów. Zachęcam was do przeczytania.

Szczegóły
Tytuł: Zew górzystej krainy
Tytuł oryginalny: Der Ruf der Highlands
Autor: Amy Cameron
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 432

16 komentarzy:

  1. Nie lubię romansów. Chociaż te historyczne mają coś w sobie. A błędy językowe pewnie są w każdym wydaniu. Nie lubię tego. Zawsze je wyłapię. No cóż zachęciłaś mnie do czytania, ale te błędy...

    Pozdrawiam
    blog--ksiazkoholiczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba pierwszy raz spotkałam się z błędami językowymi w książce, trochę mnie to zaskoczyło. Cała otoczka wydarzeń wokół wątku romantycznego jest tak bogata, że ci, którzy fanami romansu nie są, też znajdą coś dla siebie ;)))

      Usuń
  2. Postaram się ją przeczytać.
    Pozdrawiam.
    http://miedzy--stronami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty masz fioła na punkcie Szkocji, a ja mam fioła na punkcie Japonii :D Ostatnio zastanawiałam się nad kupnem książki "Bezpowrotna Góra: Baśnie japońskie".
    Co do "Zewu..." fabuła delikatnie kojarzy mi się z "Przeklnij ten dom" Barbary Wood. Tam też był romans i rodzinne tajemnice. Jak tylko będę w bibliotece, to poszukam tej książki o której tutaj piszesz :3
    Pozdrawiam
    http://mylittlebigreviews.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja fioła na Japonię miałam jakiś czas temu i siedziałam w mangach. Niedawno czytałam książkę Haruki Murakamiego i mi się spodobał jego styl i opisy Japonii. ;))

      Usuń
  4. Również uwielbiam Szkocję - może przez te krate xD
    W każdym razie lubię takie historie, więc chętnie bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zakochałam się w okładce i tytule. Znowu. Fabuła wydaje się być specyficzna i nie banalna. Muszę kiedyś sięgnąć po tą książkę, bo na prawdę zachęciła mnie ta recenzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, okładka jest mega. Sama chciałabym mieć taką czerwoną suknię :-D

      Usuń
  6. Szkocja! Wystarczy, że to napisałaś i ta okładka, a już wiem, że na pewno by mi się spodobała :)Zapraszam do siebie na konkurs www.oczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Dwa zwaśnione rody to zawsze przepis na dobrą książkę. Przyznam, że nigdy o niej nie słyszałam, ale zaciekawiłaś mnie.
    Poza tym muszę przyznać, że kolor sukni jest naprawdę ładny, ale czy tylko ja mam wrażenie, że ta sukienka ją pogrubia? xD

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może trochę, ale i tak bym chciała taką suknię mieć ;-)

      Usuń
  8. Okładka na prawdę bardzo mi się podoba, ale z gatunkiem to już mniej.. ;)

    Pozdrawiam, Lucy z Górki Ksionszków

    OdpowiedzUsuń
  9. Być może przeczytałam w przyszłości, ale zbytnio nie będę jej szukać,zwłaszcza, że błędy językowe są dla mnie swego rodzaju kotwicą, która nie pozwala mi przeczytać w miarę szybko ksiażki ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo lubię takie książki i z pewnością po nią sięgnę :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale narobiłaś mi smaka na tę książkę :) Uwielbiam powieści o zwaśnionych klanach :) I ta Szkocja... muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. A to ciekawe. Wcześniej nie sięgałam po ten typ literatury, ale zaintrygowałaś mnie tą pozycją ;) I okładka faktycznie, czarująca.
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...