wtorek, 27 czerwca 2017

Księga zachwytów - Filip Springer


Księga zachwytów to jedyny w swoim rodzaju przewodnik po najciekawszych polskich budynkach powstałych po roku 1945. 

Książka składa się kilku rozdziałów opisujących poszczególne regiony Polski i ich budynki. Opisy są krótkie i treściwe. Zajmują maksymalnie 3 strony i są opatrzone licznymi zdjęciami. Wszystko jest bardzo uporządkowane, a pod każdym tekstem widnieją odnośniki do bardziej zaawansowanej literatury. To jest szczególnie pomocne dla wszystkich zainteresowanych tematem i szukających czegoś więcej o konkretnym przykładzie.  
Autor przedstawia jak zmieniały się gusta polskich architektów, skąd czerpali inspiracje i jak sytuacja polityczna kraju wpływała na ich projekty. Niektóre są naprawdę dziwaczne, ale też na swój sposób zachwycające. 

Przekrój budynków jest bardzo szeroki. Od bloków z wielkiej płyty, po nowoczesne konstrukcje jak np. stajnia jednorożców w Łodzi. Od socrealizmu, przez modernizmu, do współczesnych oszklonych budowli o zadziwiających formach. Razem ze Springerem można się zachwycić, ale też poczuć zażenowanie i zdziwienie, bo nie każdy budynek jest godny pochwały. Niektóre są bardzo odrealnione i nie pasujące do otoczenia. Wydaje mi się, że te negatywne przykłady są opisane dużo ciekawej.  Autor nie boi się wyrazić swojego zdania i jeśli coś krytykuje, to czyni to z pełnym profesjonalizmem, wytykając błędy i radząc co można było zrobić inaczej.

Oczywiście ta książka nie jest dla każdego. Mnie nie wszystkie poruszane kwestie interesowały. Jest w niej dużo specjalistycznego i technicznego, architektonicznego języka. Zawiera sporo historii, anegdot i refleksji o współczesnym społeczeństwie i edukacji artystycznej. Z pewnością jest to świetna pozycja dla urbanistów, architektów, geografów i specjalistów z dziedziny gospodarki przestrzennej oraz oczywiście dla wszystkich zainteresowanych tematem. 

Szczegóły:
Tytuł: Księga zachwytów
Autor: Filip Springer
Wydawnictwo: Agora SA
Liczba stron: 456

sobota, 24 czerwca 2017

Chmurnicy, pszczoły i potwory - Nowa Fantastyka nr. 7/17


Tym razem publicystyka mnie nie powaliła (co innego opowiadania). Pierwszy artykuł prawiący o wybuchu wulkanu Tambora był dla mnie całkiem ciekawy, ale tak jakoś pasował mi tu jak przysłowiowy wół do karety. 

Reszta to chyba nie do końca moja tematyka, ale w numerze coś dla siebie znajdą fani komiksu Valerian. Jest też obszerny wywiad z Samanthą Shannon, autorką cyklu powieści „Czas Żniw”.

Ciekawe jest również zestawienie dzieł z motywem kosmicznego horroru. Można dowiedzieć się co nieco o Obcym i kosmicznym kinie grozy, komiksach i grach, jak na przykład Doom. Z literatury przedstawione są książki Ślepowidzenie Wattsa czy Grawitacja Gerritsen.  

Warty przeczytania jest jeszcze felieton pt. Strach. O czym? O strachu, ucieczkach i islamskich terrorystach. Krótki, ale treściwy. 


Pogoda dla Zduchaczy - Adam Synowiec

Pogoda dla Zduchaczy podobało mi się z trzech powodów. Po pierwsze, część akcji ma miejsce w Chrzanowie, do którego chodziłam do szkoły, więc miło było czytać o znajomym miejscu. Po drugie, opiera się ono na mitologii słowiańskiej. Po trzecie, jest w nim sporo meteorologii. Dominik Bronowski jest zduchaczem, chmurnikiem czy też płanetnikiem, jak ludzie mówią na osoby o jego profesji. Pracuje w firmie, która wytwarza chmury i zaczyna zmagać się ze złodziejami chmur. Z powody globalnego ocieplenia klimat na ziemi zwariował tworząc liczne pogodowe i klimatyczne anomalie. Suche burze, gromnice, mroźnice, orkany, trąby powietrzne i deszcze o różnej gęstości padające z nieba to elementy nowego świata, w którym jedni mają wodę, a drudzy o nią walczą. Świetna wizja i wcale nie tak nieprawdopodobna jak się może na pierwszy rzut oka wydawać. Opowiadanie napisane jest bardzo fachowo i dobrze się je czyta. Według mnie najlepsze w tym numerze.

Zapach królowej - Martyna Walerowicz 

Martyna Walerowicz stworzyła coś bardzo nietypowego. Królową pszczół i rój połączyła z ludźmi, wyznawcami religii i problemem wolnej woli człowieka. Bardzo nietypowe i bardzo udane. W dorzeczy Eufratu z balkonów zikkuratów swoim ludem rządzi bogini - królowa, która postanawia dać swojemu ludowi wolną wolę. Podobało mi się, szczególnie mocny język na początku i nawiązania do starożytnej Mezopotamii. 

Szkarłatne Skrzydła - Ina Goldin, Aleksandra Dawydowa

Szkarłatne skrzydła są opowiadaniem science-fiction z wyraźnie zaznaczonym rosyjskim czy też może bardziej radzieckim klimatem, charakterystyczną organizacją państwa i inwigilacją obywateli - w tym przypadku naukowców. W nowym państwie NZSR ludzie podbijają kosmos, ale tajemnica podróży w czasie wciąż ma pozostać ukryta. Poznajemy Tadka i Siergieja, którzy wkrótce odbędą pewien lot. Ciekawa koncepcja alternatywnego współczesnego świata, ale mnie nie do końca porwała. Jakoś ciężko mi się to opowiadanie czytało. Może dlatego, że dostajemy bardzo dużo nowinek na bardzo niewielu stronach, ale zagorzali fani gatunku powinni być zadowoleni. 

Prawdziwe Piekło - Joe Haldeman

Prawdziwe piekło to taki Jurrasic Park na Wenus. Cała planeta jest zabagniona, zamglona i żyją na niej dziwne gatunki roślin i zwierząt, które badają ludzie. Pewien naukowiec leci statkiem po grupę kobiet, które rozbiły się w wenusjańskiej dżungli. Na miejscu będzie musiał zmierzyć się z dziwnymi anomaliami i potworami rodem z horroru. Jest to bardzo przyjemne opowiadanie, czasami lekko ironiczne, ale przemyślane w każdym calu. To taki lżejszy rodzaj sci-fi dla każdego. 

Taniec ze śmiercią w krainie potakiwaczy - Will McIntosh

Bardzo mocne opowiadanie i w sumie bardzo wzruszające. W stanach rozprzestrzenia się wirus. Zarażeni ludzie są sparaliżowani, a jedyne co robią, to patrzą przed siebie i kiwają głową w przód i w tył. Służby są bezradne, ludzie są pozostawieni sami sobie. W tym przerażającym nowym świecie, w kwarantannie, Johnny i jego sąsiadka Kelly opiekują się ludźmi, aż pewnego razu puszczają im film w kinie samochodowym. Naprawdę straszna i smutna wizja przyszłości, skłaniająca do refleksji nad naturą człowieka i jego zdolności do współczucia i pomagania innym. 

niedziela, 18 czerwca 2017

A Court of Wings and Ruin - Sarah J. Maas


Nie mogłam się doczekać aż w końcu zacznę czytać A Court of Wings and Ruin. Bardzo wkręciłam się w twórczość Maas. Po dość dramatycznych wydarzeniach z poprzedniej części Feyre znajduje się na Dworze Wiosny szpiegując dla Rhysa i przyjaciół którzy zostali na Dworze Nocy. Stąpa po cienkim lodzie w otoczeniu nieprzyjaciół. Król Hybernii przygotowuje się do wojny, a Feyre i Rhys muszą poszukać sprzymierzeńców, którzy staną do walki o Prythian. Czy uda się dogadać z resztą lordów oraz tajemnymi, pradawnymi istotami zamieszkującymi ziemie Fae? 

Jest to naprawdę bardzo dobra kontynuacja historii, chociaż w moim osobistym rankingu nie przebiła części poprzedniej. Tam było więcej dreszczyku emocji związanego z relacją Feyre i Rhysa i tą całą niepewnością co do nich. Tutaj sytuacja jest w miarę unormowana i widzimy nieco mniej tego ich wzajemnego dokuczania, ale wątek romansu jest piękny i wzruszający i uwielbiam tę parę bohaterów. Są cudowni. Jednak autorka bardziej skupiała się na kwestiach nadchodzącej wojny i to one były rdzeniem wokół którego wszystko się kręciło.

W porównaniu do poprzedniej części, w tej nieźle rzucali mięsem. Brutalności i krwi również było dużo więcej. A to co pewnego razu „odwalił” Tamlin przechodzi ludzkie pojęcia. Nie cierpię go. Od początku mi się nie podobał.

Całkiem wyraźnie iskrzyło między Cassianem i Nestą, siostrą Feyre. Bardzo skakali sobie do gardeł i się kłócili. Nesta mnie irytowała i naprawdę ktoś mógłby ją kopnąć w cztery litery, żeby nie strzelała fochów i zażaleń na prawo i lewo. Cóż… ale przynajmniej było ciekawie. W ogóle relacje pomiędzy bohaterami, a szczególnie między członkami Dworu Nocy są specyficzne, ale bardzo pozytywne. Dość ciekawa jest też sytuacja Luciena, chociaż miałam co do niego inną wizję.

Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Wywołuje też mega dużo emocji. Początek jest piękny, są momenty wzruszające i miałam zawał przy jednej z finałowych scen. Serio. Ta seria bardzo mi podeszła do gustu. Jest w niej wszystko to co lubię: fantastyczny świat, potężna magia, niezwykłe istoty, płomienne romanse i świetni bohaterowie. Naprawdę polecam!

Szczegóły:
Tytuł oryginału: A Court of Wings and Ruin
Tom: 3
Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo: Bloomsbury UK
Liczba stron: 699

wtorek, 13 czerwca 2017

Mekka. Święte miasto – Ziauddin Sardar





Zapraszam na NAJDŁUŻSZĄ w historii bloga recenzję. Ten tekst powstał na zaliczenie przedmiotu na studiach i i jest to "recenzjo-opinio-streszczenie" książki "Mekka. Święte miasto". Uznałam, że się z Wami podzielę moją pracą. Tekst tylko dla wytrwałych i zainteresowanych tematem, nie obrażę się jeśli nie dotrwacie do końca, ale jeśli tak, to dajcie znać w komentarzu (ciekawość).

Trochę o Islamie
Islam jest jedną z religii monoteistycznych. Świętą księgą jest Koran, który został objawiony prorokowi Mahometowi w 610 r. Podstawę Islamu tworzy pięć obowiązków muzułmanina:   wyznanie wiary w jedynego Boga Allaha, pięciokrotna modlitwa w ciągu dnia, post w Ramadanie, jałmużna oraz pielgrzymka do Mekki przynajmniej raz w życiu, jeśli pozwala na to sytuacja materialna pielgrzyma. Pielgrzymka do Mekki, czyli Hadż, odbywa się od 8 do 12 dnia miesiąca zu al-hidżdża. Kalendarz islamski jest kalendarzem księżycowym, krótszym od  gregoriańskiego więc daty pielgrzymki są zmienne. Pielgrzymi ubierają białe szaty, modlą się, odprawiają obrzędy i wędrują po okolicy docierając między innymi do doliny Mina, góry Arafat czy wzgórza Al-Muzdalifa. Jest to zgromadzenie kliku milionów ludzi  i wiąże się z ogromnym wyzwaniem dla organizatorów. W dalszej części tekstu opiszę, czy dają sobie radę, czy też nie. 


A teraz do rzeczy
Mekka. Święte miasto jest wyjątkową książką. Jeśli wierzyć opisowi na okładce, jest to pierwsza przetłumaczona na polski książka opisująca tak dokładnie Mekkę, miejsce narodzin Islamu i proroka Mahometa, czy też Muhammada, który w takiej formie zapisu występuje w tej książce. Wyobrażenie o tym jaki to opracowanie może mieć wydźwięk daje nam postać jej autora. Ziauddin Sardar jest krytykiem współczesnej myśli muzułmańskiej, publicystą oraz naukowcem, pracującym przez jakiś czas w Mekkce w Centrum Badań nad Hadżem. Urodził się w Pakistanie, wychował w Londynie i podjął pracę w Mekkce, gdzie skonfrontował swoje dziecięce wyobrażenia z rzeczywistością.

Dzika bestia
Ta książka byłaby dla mnie pewnie kolejną z grupy książek autorów bliżej niepoznanych, z którymi żadne sympatie mnie nie łączą, ale jedna rzecz, a właściwie wstęp do tej książki bardzo zbliża czytelnika do autora. Jest to przygoda młodego Ziauddina, który razem z przyjacielem postanawia odbyć tradycyjną pielgrzymkę do Mekki. Nie samochodem, ale na osiołku, a dokładniej na dzikiej bestii o wdzięcznym imieniu Czyngis, którego nie dało się w żaden sposób opanować. Jest to humorystyczna opowieść o zabłądzeniu na pustyni, zdziwieniu Beduinów dlaczego nie jadą autostradą jak wszyscy normalni ludzie i wielkim wejściu Czyngisa do pięciogwiazdkowego hotelu. Myślę, że zupełnie inaczej patrzyłabym na tę książkę, gdybym dostała nudnawy historyczny i naukowy wstęp zamiast tej opowiastki. Dzięki niej od razu robi się przyjemniej i z większą sympatia patrzy się na autora, co przy temacie książki jest dość istotne – nie każdy ma dobre skojarzenia z Islamem biorąc pod uwagę dzisiejszą sytuację na świecie.

Historia
Właściwa część historyczna zaczyna się od rozdziału „Dolina Płaczu”, w którym poznajemy bliżej postać Abrahama i jego wędrówkę z Ur na terenie dzisiejszego Iraku do Egiptu, gdzie dołączyła do niego niewolnica i nałożnica Hagar. To właśnie ona znalazła w Dolinie Łez źródło wody, które uratowało ją oraz jej syna Izmaela.  To właśnie w tej dolinie Abraham zbudował pierwsze sanktuarium w którego róg wmurował czarny meteoryt, dając początek Mekkce. Autor zaznacza różnice pomiędzy biblijnym opisem a ortodoksyjną muzułmańską wersją tej historii. Przytacza również informacje dotyczące starożytnej Mekki, które przekazywane były ustnie oraz przedstawia pierwszą książkę o mieście pt. „Kroniki mekkańskie” z 865 r. Dostajemy też całą listę autorów piszących przez lata o Mekkce i pielgrzymkach do niej. 

Mahomet i jego potomkowie
Książka jest napisana bardzo przystępnym językiem, nie „suchym” i naukowym, ale takim który pozwala na prawdziwe wciągnięcie się w historię. Podobało mi się to w jaki sposób zostało przedstawione życie Mahometa – zupełne jak powieść, nie jak tekst naukowy. Jednak dużo łatwiej i wygodniej będzie osobom, które coś już o Islamie wiedzą. Autor skupia się wyłącznie na Mekkce, a inne wydarzenia z historii Islamu są dość słabo zarysowane. Dobrze jest wiedzieć wcześniej co np. zdarzyło się pod Karbalą.
Mekka miała swoje okresy świetności i upadków, co szczegółowo jest omawiane 
w rozdziale „Rebelie wokół ziemskiego tronu Boga”. Pod rządami dynastii Abbasydów stała się kwitnącym ośrodkiem literatury i sztuki, gdzie uczeni reprezentowali kilka szkół prawa muzułmańskiego, ubierali się w inne kolory i nauczali w murach Al-Kaby, przez co Mekka stała się bastionem tradycji i tradycjonalizmu. 

Ośrodek nauki i władzy
Szczególnie spodobał, a jednocześnie lekko zszokował mnie opis niezwykłego postępu, który miał miejsce po 800 roku. Autor serwuje nam opisy papierni, bibliotek, nowych technologii w rolnictwie oraz powstanie pierwszego publicznego szpitala w Bagdadzie. Porównajmy to z Polską, która w tamtym okresie była zlepkiem kilku plemion, a otrzymamy naprawdę imponujący obraz muzułmańskiego społeczeństwa. 
W Mekkce często zmieniała się władza. Na porządku dziennym były morderstwa 
i zbrojne przewroty. W XII wielu nastała epoka wypraw krzyżowych. Rycerze osiedlali się na podbitych terenach i często atakowali karawany pielgrzymów zmierzających do Mekki. Celem było oczywiście zajęcie Mekki i Medyny. 

Kobiety
Bardzo ciekawy jest obraz kobiet w tej książce. Autor podkreśla ich znaczenie 
i wymienia przywódczynie Beduinów walczące w wojnach, polityków i kobiety poważane 
w Mekkce i z którymi zdaniem liczyli się wszyscy przywódcy. Jakże inaczej od tego co znamy dzisiaj. Wyłania się nam również obraz kobiet, które wyperfumowane i wystrojone przechadzały się po ulicach. Odsłaniały głowy, nogi, a często też inne części ciała i w miejscach publicznych paliły papierosy. Jednego mi zabrakło, nigdzie nie ma konkretnie zaznaczonego momentu w którym kobiety zaczęły zakładać czadory i burki, a to mnie bardzo interesowało.   

Ach ci Osmanie...
Kolejny rozdział warty uwagi „Karawany z cennymi darami” opisuje rozkwit Mekki za czasów imperium Osmańskiego. Mimo, że szarifowie z Mekki nie pałali zbytnią sympatią do Turków, miasto wiele zyskało za sprawą hojnych darów wysyłanych przez osmańskich sułtanów i dostojników, szczególnie Sulejmana Wspaniałego. Święte miasto stało się wielokulturowe za sprawą przybywających do niego pielgrzymów i osadników z Azji, Indii i całej Afryki. Mekka była zależna od innych miasta w kwestii zaopatrzenia, między innymi od Kairu, ale dzięki Osmanom mieszkańcy pławili się w dobrobycie. 

Goście z zachodu
Kolejnym dziejowym zawirowaniem był konflikt z wahabitami, którzy nie zgadzali się z wizją Islamu mekkańczyków i ich dostatnim stylem życia czy też posiadaniem niewolników. Również Beduini sprzeciwiali się Turkom regularnie napadając na karawany. Do Mekki zaczęli napływać goście z zachodu. Europejscy dziennikarze przebierali się za pielgrzymów 
i odbywali hadż. Byli to w głównej mierze mieszkańcy Wielkiej Brytanii w której działała dość spora społeczność muzułmańska. Ciekawostka jest, że Lady Evelyn została pierwsza w historii Brytyjką, która odwiedziła Mekkę samochodem. 

Ci lepsi od innych
Z powodu napływu coraz większej liczby pielgrzymów Mekka stale się rozbudowywała. Mieszkańcy czuli się lepsi od innych muzułmanów z powodu miejsca zamieszkania. Autor często przywołuje opisy mekkańczyków, którzy są unoszą się pychą,  chełpią się swoim świętym rodowodem i czystością języka, są skąpi, rozrzutni i pazerni. Taki obraz przebija się w większości opisywanych przez autora epok włącznie z czasami najnowszymi. Kiedyś Mekka była centrum nauki, a jeszcze w XIX wieku królowały w niej zabobony, nie uznawano współczesnej wiedzy, a zaćmienie słońca było znakiem od Boga, a nie zjawiskiem naturalnym. Autor wyśmiewał ludzi z tego powodu, ponieważ sam miał epizod z problemem wyjaśnienia mekkańczykom co to właściwie jest to zaćmienie słońca.  

Przebudowa
Mnie osobiście najbardziej zainteresowały ostatnie dwa rozdziały opisujące Mekkę pod panowaniem Saudów. Rozpoczęła się wielka przebudowa na co miały wpływ odkrycia złóż ropy naftowej. Święte miasto zostało otoczone nitkami autostrad, nowoczesnymi budowlami i wieżowcami inspirowanymi amerykańskim miastem Houston. Autor książki opowiada jak został pracownikiem Centrum Badań nad Hadżem. Opisuje badania jakie prowadzili naukowcy, miedzy innymi mierzenie ruchu pielgrzymkowego, co było i jest wielkim wyzwaniem. Krytykuje też otwarcie brak zabezpieczeń i wystarczającej ochrony w czasie pielgrzymki, co skutkuje dziesiątkami i setkami zabitych pielgrzymów każdego roku. 

Terroryzm w świętym mieście
W 1979 roku Mekka była świadkiem krwawych wydarzeń. Wahabici nie zgadzali się 
z reformami państwa zaproponowanymi przez Saudów. Grupa kilkuset Beduinów przemyciła pod szatami karabiny, zajęła Święty Meczet i ogłosiła nadejście mahdiego, czyli odkupiciela.  Autor narzeka na brak informacji, które Arabia Saudyjska jako państwo policyjne skrupulatnie filtruje, ale z pomocą świadków i pielgrzymów zrekonstruował wydarzenia. Dla mnie wydały się szczególnie interesujące. Wahabiccy zamachowcy zajęli pozycje na minaretach i zabarykadowali się w meczecie, który został otoczony kordonem umocnień przez policję i ochronę. Bano się zniszczyć Święty Meczet w czasie szturmu, a przy okazji na jaw wyszła skrajna niekompetencja władz i nieprzygotowanie na podobne sytuacje. Koronnym przykładem jest brak planów Świętego Meczetu i jednolitego systemu łączności radiowej. Krwawych walk nie było końca, ale siły zbrojne nie były w stanie zlikwidować terrorystów, którzy schowali się w piwnicach. Saudowie musieli prosić o pomoc amerykańskie CIA i francuską legię cudzoziemską. Jak widać, zamachy terrorystyczne nie przytrafiają się jedynie w krajach „niewiernych”, ale także w samym rdzeniu islamskiego świata. 

Powiew nowoczesności
Centrum Badań nad Hadżem sprzeciwiało się nieprzemyślanym inwestycjom i walczyło o zaakceptowanie ich planu przestrzennego zagospodarowania. Jednak król Saudów najczęściej miał swoją własną, nowoczesną wizję Mekki, a w wyniku niekontrolowanej rozbudowy co roku ginęły dziesiątki, setki, a nawet tysiące osób. Najlepszym przykładem jest awaria klimatyzacji i oświetlenia w tunelu i wybuch paniki wśród pielgrzymów, którzy się udusili – zginęło wtedy 1426 pielgrzymów, a był to rok 1990. W roku 2006, czyli stosunkowo niedawno zginęło 400 osób. Zabezpieczenia pielgrzymki pozostawiają wiele do życzenia, a pielgrzymów z roku na rok przybywa coraz więcej. 
Po roku 2010 stała się rzecz straszliwa dla wszystkich miłośników historii i archeologii. Powstaje Królewska Wieża Zegarowa, drugi  najwyższy na świecie budynek. Wznosi się tuż nad Al-Kabą, a w planach jest budowa pierścienia drapaczy chmur wokół Świętego Meczetu. Bo kto by nie chciał zamieszkać dwa kroki od meczetu, a właściwie ponad nim? Już teraz wyburzono prawie 95% budynków o ponad tysiącletniej historii, a w miejscu domu Chadidży, pierwszej żony Proroka, stoją obecnie toalety.

Podsumowanie
Bardzo podoba mi się ten kompleksowy i nieco krytyczny obraz Mekki przedstawiony przez Sardara. Mekka pasjonuje i zachęca do odwiedzin od dawna. Zawsze była zamknięta i odgrodzona od świata. Autor opisuje ją jako spełnienie marzeń każdego muzułmanina, ale również jako miejsce pełne rasizmu i ksenofobii. Mieszkańcy Mekki wciąż czują się ważniejsi i lepsi od innych. Szczególnie wysoki status mają Saudyjczycy. Miasto swoje istnienie zawdzięcza dwóm kobietom, a mimo to kobiety są w nim tratowane jak przedmioty. Książka jest interesująca, a mimo, że momentami zdarzają się nudniejsze fragmenty, czyta się ją szybko i przyjemnie. Lektura zdecydowanie warta polecenia, szczególnie fascynatom historii i zagadnień religioznawczych. Raczej nie jest  to książka na przyjemny, leniwy wieczór. Mi się bardzo podobała i wciąż jestem pod wrażeniem tej całej historii.

Szczegóły:
Tytuł: Mekka. Święte Miasto
Tytuł oryginału: Mecca: The Sacred City
Autor: Ziauddin Sardar
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 440

czwartek, 8 czerwca 2017

W spojrzeniu wroga - Amie Kaufman, Meagan Spooner

W spojrzeniu wroga jest kontynuacją książki W ramionach gwiazd, którą jakiś czas temu się zachwycałam (czytaj TU). W tym bardzo ciekawym świecie science-fiction spotyka się kolejna para bohaterów. I wcale nie jest tak porywająco jak w części poprzedniej, gdzie czekała na nas świetna mieszanka kosmicznej przygody z misją przetrwanie. Przy tej części nieco się wynudziłam.

Na zabagnionej i zamglonej planecie Avon młoda, piękna i twarda Jubilee pełni funkcję kapitana. Razem z wojskami została wysłana na tę planetę aby stłumić bunt rebeliantów. Nie jest to jednak łatwe, gdyż chowają się na moczarach, które znają jak własną kieszeń. Flynn, młody rebeliant pewnego razu porywa z bazy kapitan Jubilee i tak zaczyna się ich przygoda.

Oboje muszą się ze sobą jakoś dogadać i mimo sprzeczności interesów sytuacja zmusza ich do współpracy. Na planecie dzieją się dziwne rzeczy, a we mgle na bagnach pojawiają się tajemnicze budynki. Zupełnie nie mogę się przekonać do Jubilee. Wciąż wydaje mi się oschła i uparta i żadne wydarzenia nie zatarły u mnie tego pierwszego wrażenia. Co innego Flynn, całkiem fajny z niego gość i super postać, chociaż mógłby być bardziej zdecydowany w niektórych sprawach.
 
Nie ukrywam, że nie do końca spodobała mi się ta para. Częściej skakali sobie do gardeł niż okazywali jakieś cieplejsze uczucia. Książka wydała mi się też nieco nudnawa. Całość opiera się na motywie „pokochałam wroga” czy czegoś podobnego do „Romea i Julii” i w sumie tyle. Dopiero na końcu pojawia się dość ciekawe rozwiązanie tajemnicy planety i dochodzą do historii bohaterowie z części poprzedniej. Jednak spodziewałam się jakiegoś większego „wow”, którego niestety nie doświadczyłam.

Książkę czyta się dobrze i szybko jak na młodzieżówkę przystało. Myślę, że większości fanów gatunku ta pozycja się spodoba. Ogólnie historia była dość dobra, jedynie wykonanie nieco nie wyszło, ale czuję, że sięgnę po ostatnią część. Tak z czystej ciekawości losów bohaterów. Jestem też chyba jedyną osobą, która nie zachwyca się okładkami… a Wy co  o nich myślicie? Jak dla mnie są za bardzo "cukierkowe". 

Szczegóły:
Tytuł: W spojrzeniu wroga
Tytuł oryginału: This Shattered World
Tom: 2
Cykl: Starbound
Autor: Amie Kaufman, Meagan Spooner
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 352

niedziela, 4 czerwca 2017

Majowe podróże - podsumowanie nie tylko czytelnicze

W maju książki nie były u mnie priorytetem. Zaczęły mi się liczne ćwiczenia terenowe na studiach
i przez dość długi czas byłam w rozjazdach.

3. W spojrzeniu wroga Amie Kaufman, Meagan Spooner (352)

Przeczytałam w sumie 1366 stron



1. Książka do kolorowania Władca Pierścieni. Będę się z nią relaksować przed lub po sesji.
2. Inteligencja kwiatów Maurice Maeterlinck - to prezent dla mamy na Dzień Matki
3. Andumenia Monika Glibowska - niespodziewajka od wydawnictwa Czwarta Strona (wkrótce będzie z nią konkurs)


Poza tym nic nie kupiłam! Jeaa. Ale pewnie nadrobię to w czerwcu.
Czytelniczo maj był skromny, ale za to co nieco pozwiedzałam (fajnie studiować geografię). Moja trasa prezentuje się tak:

                   START (WĘGRY i PÓŁNOCNA POLSKA)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...