sobota, 23 września 2017

35 lat! - Nowa Fantastyka nr 10/2017


Nowa Fantastyka ma już 35 lat! Z tej okazji na samym początku dostajemy zestawienie wstępniaków byłych redaktorów oraz zaproszonych do napisania ich gości. Magazyn jest też wyposażony w całkowicie nowy papier i bardzo podoba mi się ta zmiana. 

Wszystkich fanów Robin Hobb na pewno zainteresuje wywiad z autorką. Pewnie słyszeliście o książkach o Bastardzie Rycerskim lub Błaźnie. Przeczytałam trzy jej książki i mimo, że do jej wielkich fanów nie należę, to wywiad naprawdę mi się podobał. 

Od paru numerów pojawia się też wątek kulinarny. Tak jest i tym razem. Pod lupę została wzięta kuchnia Star Treka o której powstało już kilka dobrych książek kucharskich. Przez setki odcinków serialu i filmów poznaliśmy wiele różnych dziwacznych potraw i napojów. Super bonusem jest przepis na gagh. Chcielibyście zjeść żywe glizdy jak Klingoni? W tym numerze dowiecie się jak to zrobić.

Bardzo spodobał mi się też felieton Jak napisać fantastyczny kryminał Wojciecha Chmielarza, w którym przytacza parę wcale nie oczywistych przykładów przenikania się fantastyki z kryminałem. 

Znalezione obrazy dla zapytania lil i put
Lil i Put
źródło: ryms.pl
Jest też komiks o Lilu i Pucie, parze małoludków. Zabawny, pouczający i świetnie narysowany.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

W tym numerze w prozie króluje Harlan Ellison. Jest to autor raczej nie znany w Polsce, a który ma w swoim dorobku prawie dwa tysiące tekstów, a nawet scenariusze Star Treka. To właśnie jego opowiadania najbardziej mi się podobały, a dostajemy ich aż trzy oraz pokaźny artykuł, który je omawia, więc nie będę szczegółowo opisywać każdego. 

Najlepiej czytało mi się  „Odrzuconych” Harlana Ellisona. Akcja toczy się na statku kosmicznym, gdzie umieszczono wszystkich zmutowanych ludzi z ziemi - ofiary zarazy. Zostali odcięci od cywilizacji i stworzyli swoje małe społeczeństwo, w którym nie brak najdziwniejszych mutacji. Autor zawarł w nim całą masę różnych emocji i problemów: od akceptacji swojego położenia do odnalezienia nadziei na znalezienie swojego miejsca na świecie. 
Oprócz tego opowiadania znajdziemy jeszcze dwa: „Śliczną Maggie Dolarooką” o hazardzie w Las Vegas oraz Złudzenia dla smokobójcy”, które są opowiadaniem fantasty o niesamowitym życiu po życiu pewnego szarego obywatela. 

Z prozy polskiej najbardziej przypadł mi do gustu tekst „Wymiana kulturowa” Sylwii Finklińskiej. Nareszcie kontaktujemy się z obcymi, ale jesteśmy również obcymi dla kosmitów. Następuje wymiana, ale nie cudów techniki i broni, lecz kultury. Na statku kosmicznym „Barbórka” lecą Polacy. Są to potomkowie górników, którzy godoją gwarą i wybierają cuda kultury, które przedstawią kosmitom. Jak myślicie, co może pójść nie tak? Jest zabawnie i wciągająco. Opowiadanie jest prowadzone z dwóch perspektyw – ludzi i obcych, co w bardzo fajny sposób pokazuje reakcje obu stron na siebie. 

Najdłuższe opowiadanie tego numery to „Ballada o memie i jego zabójcy” Jakuba Nowaka, ale to zupełnie nie moja bajka i niestety najmniej mi się podobało. Jest ono o internetowym memie Pepe i przemierzaniu Internetu. Na mój gust za bardzo zakręcone. Pełno w nim mieszanek tekstów z memów, żyjących reklam, dzieci neostrady i innych cudów. Nieźle wykręca mózg i wyobraźnię. Z jednej strony jestem pod wrażeniem budowy tego świata, ale z drugiej za bardzo się zmęczyłam przeprawiając się przez nie.

Podsumowując – bardzo dobry numer. Nie wszystkie opowiadanie powaliły mnie na kolana, ale za to artykuły i felietony są naprawdę warte polecenia.

środa, 20 września 2017

Królestwo kanciarzy - Leigh Bardugo


Królestwo kanciarzy jest drugą po Szóstce wron częścią dylogii Leigh Bardugo. Poprzednia część bardzo mi się podobała. Ta również była bardzo dobra, ale kilka minusików znalazłam.

Jesteśmy w Ketterdamie, mieście Kaza Brekkera i miejscu działania jego ekipy: Inej, Jespera, Wylana, Matthiasa i Niny. Na ulicach panuje „wojna” o wpływy i oczywiście o wielkie pieniądze. Czy przestępczy świat zachwieje się w posadach, kiedy z Kazem zadrze bogaty kupiec Van Eck? Trwają poszukiwania twórcy tajemniczej jurdy parem, która zwiększa moc griszów. Bardzo podobał mi się, znowu, wątek Niny, która niespodziewanie zyskała nowe umiejętności. Wszyscy zachwycają się Kazem i w sumie mają rację, bo jest świetną postacią, a jego największe atuty to tajemniczość i umiejętność znalezienia rozwiązania nawet najtrudniejszej sytuacji. Wylan i Jesper byli dla mnie zaskoczeniem, ale nie powiem o co chodzi. Miłą wizytę złożyli też bohaterowie Trylogii Grisza, którzy przypłynęli z kontynentu z pewnym korsarzem.  

Poprzednia część zostawiła mnie w przekonaniu, że w tej głównym problemem będzie ratunek Inej. Tyle że ten wątek skończył się zaraz jak się zaczął, na początku książki. Szóstka wron miała jeden cel i przez cały czas bohaterowie zmierzali do niego. W przypadku Królestwa kanciarzy tego głównego celu zabrakło, a raczej zabrakło jego jasnego określenia. Dostajemy kilka pomniejszych misji w których udział biorą bohaterowie i są to naprawdę świetne akcje, ale początkowo nie bardzo się orientowałam o co chodzi i po co to wszystko robią. Dla niektórych to może być zaleta, ta cała niepewność, ale chyba nie dla mnie. Nie twierdzę przy tym, że było nudno. O nie. Ilość akcji była ogromniasta i działo się bardzo dużo.

"- Pospiesz się. - Kaz spojrzał na zegarek. 
- Jeżeli choć kropka spadnie na podłogę, przeżre się przez nią na wylot i skapnie na siedzących przy stole gości ojca.
- Nie spiesz się."

Co było najlepsze? Finał. Był genialny. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, a zakończenie jest słodko-gorzkie. Nie ma tu typowego happy endu, co naprawdę do całości tej historii pasuje i nawet łezka w oku może się zakręcić.

Ta i poprzednia część to świetna przygoda i rozrywka. Ciasne uliczki i mroczne zaułki Ketterdamu, opuszczone krypty i barki pełne ciał generują niesamowity klimat. Tego nie można tej książce odmówić, jest klimatyczna do bólu. Ale moje wydanie jest brzydkie, bo zamiast czerwonych stron, mam obrzydliwy róż. Wracając do treści, naprawdę mnie wciągnęło, z niepokojem śledziłam losy ekipy Kaza i mogę z czystym sumieniem polecić tę książkę. 

Szczegóły:
Tytuł: Królestwo kanciarzy
Tytuł oryginału: Crooked Kingdom
Tom: 2
Cykl: Szóstka Wron
Autor: Leigh Bardugo
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 608







piątek, 15 września 2017

Pusta noc - Paulina Hendel

Jakie to było dobre! Nie spodziewałam się, że ta książka tak bardzo mnie wciągnie.

Magda jest pracującą w księgarni dwudziestolatką. Nie jest jednak zwyczajną dziewczyną. Tak jak większość jej rodziny, potrafi widzieć nawich. Dla niej niczym niezwykłym są widma, bezkosty i inne tajemnicze cienie. Mieszka w Wiatrołomie ze swoim wujkiem Feliksem, chociaż ostatnio to jest on jej kuzynem, ponieważ jest żniwiarzem i po śmierci nie odchodzi, tylko znajduje nowe ciało. Świetny pomysł z tymi żniwiarzami.

Po kilku pierwszych rozdziałach miałam skojarzenia z Wiedźminem. Podobna zasada – żniwiarze zajmują się tropieniem i wysyłaniem nawich, czyli słowiańskich demonów z powrotem do Nawii. Ale jest to taka wersja light Wiedźmina, który pewnie był tu inspiracją.  Jest to fantastyka młodzieżowa, nie ma wielu drastycznych scen czy milionów przekleństw na stronie, ale niesamowicie dobrze się z nią bawiłam.

Wkrótce zaczyna się robić niebezpiecznie, pojawia się coraz więcej potworów, a Magda i Feliks starają się odsyłać ich tam gdzie ich miejsce rozwiązując przy tym zagadkę tajemniczych porwań. Jest też zabawnie - uwielbiam relację głównych bohaterów, to jak się do siebie odnoszą, wzajemnie wspierają ale i dokuczają. W całym tym zamieszaniu dziewczyna poznaje Mateusza. Jest on nowy w miasteczku, Magda powoli wprowadza go w świat słowiańskich wierzeń, a on nie ucieka od razu na wspomnienie o duchach i nie uważa jej za wariatkę. Ta postać to było dla mnie największe zaskoczenie tej książki.  

"Podziwiam cię, że wiedząc o tym wszystkim, potrafisz wieść jeszcze normalne życie."

Słowiańskie wierzenia i demony są ostatnio w modzie. I bardzo dobrze, bo mamy się czym chwalić. Autorka stworzyła interesujący świat pełen prastarej ludowej magii w którym ożywają stare obrzędy. Wszystkie demony przyprawiają o gęsią skórkę, a napięcie i wrażenie zbliżającego się niebezpieczeństwa towarzyszą czytelnikowi przez całą książkę. A to jeszcze nie wszystko, mam nadzieję, że w kolejnej części pojawi się tych demonów jeszcze więcej.
Malutki minus za dialogi. Czasami Magda gadała do siebie i to dziwnie wyglądało. Te jej monologi równie dobrze mogła "mówić w myślach", tak żeby nie były zapisane w tekście od pauz. Poza tym nie mam się do czego przyczepić.

Nie mogę nie wspomnieć o zakończeniu – świetne. Mnie opadła szczęka do podłogi, kiedy już połączyłam ze sobą wszystkie wątki. Było zaskakujące, słodko-gorzkie i wzruszające. Ja już chcę kolejną część! Mało która młodzieżówka tak bardzo mi się spodobała jak ta. Naprawdę polecam! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:
Znalezione obrazy dla zapytania czwarta strona

Szczegóły:
Tytuł: Pusta noc
Tom: 1
Cykl: Żniwiarz
Autor: Paulina Hendel
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 432








wtorek, 12 września 2017

Kroniki Atopii - Matthew Mather

Kroniki Atopii początkowo bardzo mnie zainteresowały. Na pierwszych stronach widnieje informacja o budowie tej powieści. Jest to mianowicie pięć powiązanych ze sobą opowiadań, rozpoczynających się od jednego momentu w czasie i łączących się w pewnych punktach, oraz jednej powieści która spaja tę historię.

W pierwszym opowiadaniu bardzo polubiłam bohaterkę  - Olympię, która wykorzystuje najnowszą technologię psis do przekształcania rzeczywistości. Ten system pozwala nie widzieć na ulicy śmieci, albo automatycznie steruje ruchami ciała aby nie ulec wypadkowi. Mało tego, tworzy on prokurę, swoiste alter ego każdego użytkownika systemu. Olympia wykorzystując psis usuwała sprzed oczu coraz więcej rzeczy, aż w końcu usunęła za dużo. Z tą bohaterką naprawdę się zżyłam i zapałałam do niej sympatią. Kolejny był Komandor Rick Strong z Dowództwa Sił Obrony Atopii – sztucznej wyspy, miasta-raju pełnego najnowszej technologii psis, która dryfuje po Atlantyku. Strong  razem ze swoją żoną zdecydował się na sztuczne dziecko. Później poznajemy jeszcze kilka osób, ale im dalej tym coraz mniej przywiązywałam się do nich. Jak na mój gust jest tych bohaterów za dużo. Każdy z nich bombardował mnie swoim własnym sposobem na wykorzystanie technologii psis – od gier w cyberświatach wyglądających jak rzeczywistość do autentycznego ratowania życia.

Przedstawiony świat przyszłości jest bardzo interesujący, ale z czasem zaczęłam się w nim gubić. Czułam się za bardzo przytłoczona nadmiarem informacji i alternatywnych rzeczywistości.  Pierwsze dwa opowiadania bardzo wciągnęły mnie w ten nowoczesny świat. Jest to naprawdę dobre, nowe i innowacyjne spojrzenie na przyszłość. Myślę też, że tej książce na dobre by wyszło, gdyby głównych bohaterów było max 3, a nie, jeśli dobrze liczę, siedmiu.

Nie jestem specjalistką od science-fiction i Kroniki Atopii to jednak nie moja tematyka. Powieść nie porwała mnie w takim stopniu jak miałam na to nadzieję. Jeśli lubicie czytać o przyszłości, to watro ją poznać. Nie zaprzeczę, że czytało się ją dobrze, do połowy byłam nią szczerze zafascynowana, ale potem za bardzo zaczęła mnie przytłaczać mnogością informacji i kolejnymi wydarzeniami odgrywającymi się w tym samym czasie.  Jeśli jednak gustujecie w takiej tematyce, to naprawdę ją polecam. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:
Znalezione obrazy dla zapytania czwarta strona

Szczegóły:
Tytuł: Kroniki Atopii
Tytuł oryginału: The Atopia Chronicles
Autor: Matthew Mather
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 656










niedziela, 10 września 2017

Prawdodziejka - Susan Dennard

Prawdodziejka to naprawdę warta polecenia książka. Interesowała mnie już od dłuższego czasu i nareszcie po nią sięgnęłam. Nie obyło się bez drobnych poślizgnięć, ale ogólnie jestem z niej zadowolona.

Prawdodziejka charakteryzuje się dość standardowym systemem magii, który został jednak ugryziony od nieco innej strony. W Czaroziemiu istnieją czarodzieje którzy władają poszczególnymi żywiołami lub też materiałami takimi jak żelazo czy trucizny. Tak więc mamy wiatrodzieji, ogniodzieji, itp... i prawdodziejkę, którą jest Safi. Osoba taka jak ona rodzi się niezwykle rzadko, potrafi wyczuć kłamstwo i całe życie ukrywa się przed władcami i politykami, którzy mogliby wykorzystać jej dar. Towarzyszy jej więziosiostra i towarzyszka we wszystkich przygodach Iseult, która jest Nomatsanką, kimś, kogo z racji pochodzenia ludzie nienawidzą. Szczerze mówiąc to trochę mi zabrakło jaśniejszego wyjaśniania dlaczego Nomatsów tak nie lubią.

Safi wbrew swojej woli została wkręcona przez wuja w świat polityki. Wkrótce mija trwający 20 lat rozejm pomiędzy wielkimi królestwami, ale nie wszyscy pragną pokoju. Siri i Iseult muszą uciekać, a pewną rolę w ich podróży odgrywa przystojny książę Merik. Tymczasem tropem naszych bohaterek podąża krwiodziej, niebezpieczny mnich, któremu nie straszna jest żadna broń i który potrafi tropić po zapachu krwi. Bardzo mi się jego postać spodobała. Jest niebezpieczny, zabójczy, ale też pełen sprzeczności. Zaintrygował mnie i po prostu muszę się dowiedzieć w jaki sposób i w którą stronę zostanie ta postać prowadzona w kolejnej części.

Na początku czytania nie bardzo wiedziałam o co chodzi. Dość ciężko mi było wkręcić się w tę historię, ale im dłużej czytałam, tym bardziej mnie wciągało i coraz bardziej podobało. Dużą część książki dostała Iseult oraz Merik, z których perspektyw również widzimy rozgrywające się wydarzenia. Całość bardzo mi się podobała i odbyła się nawet całkiem porządna bitwa magów, ale zabrakło mi takiej iskry na początku tej historii i tego „wow” po którym nie mogłabym się oderwać od czytania. Było dobrze, przedstawiony świat jest bardzo interesujący, a wydarzenia są zapowiedzią czegoś wielkiego co, mam nadzieję, pojawi się w kolejnej części. Mimo kilku wpadek jest to książka o wielkiej przygodzie, sile przyjaźni, poznawaniu miłości i swoich własnych słabości. Wielbiciele fantastyki nie powinni narzekać, bo ta historia ma w sobie potencjał i oceniam ją bardzo pozytywnie.

Szczegóły:
Tytuł: Prawdodziejka
Tytuł oryginału: Truthwitch
Tom: 1
Cykl: Czaroziemie
Autor: Susan Dennard
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 384








czwartek, 7 września 2017

Stancje - Wioletta Grzegorzewska

Decydując się na czytanie Stancji nie do końca wiedziałam czego się spodziewać po tej książce. Możecie się ze mnie śmiać, ale w ogóle nie powiązałam tytułu z mieszkaniem na stancji. Nie wiem dlaczego. Wszystko dzieje się w drugiej połowie lat 90-tych i to właśnie z tego powodu po nią sięgnęłam, bo to czasy mojego dzieciństwa.

Nie spodziewałam się, że książka ta aż tak mi się spodoba. Do Częstochowy przyjeżdża młoda Wiola. Zapisuje się na studia filologiczne i nie zostaje jej przydzielony akademik z racji dość bliskiego miejsca zamieszkania. Rozpoczyna się jej podróż przez stancje w trakcie której poznaje kilka niesamowitych osób. Błąka się po zimnym robotniczym Hotelu prowadzonym przez koleżankę Natkę i poznaje rosyjskich bliźniaków Aleksa i Siergieja. Trafia do zgromadzenia sióstr Oblatek, gdzie w cichych korytarzach stukot sandałów przywołuje duchy ofiar II Wojny Światowej. Wiola próbuje żyć samodzielnie z dala od rodziny. Z trudem wiąże koniec z końcem, a w tłumie szuka sylwetki pana Kamila, jej dawnej miłości, który gdzieś w Częstochowie mieszka.

W książce występują świetne poprowadzone retrospekcje. Czasami nie wiadomo kiedy się zaczynają, a kiedy kończą. Przeszłość płynnie przeplata się z teraźniejszością. Wiola przypomina sobie swoje własne dzieciństwo, życie rodziny, a nawet zupełnie obcych ludzi, którzy skończyli swoje życie dawno temu podczas wojny, a jednak stają się dla niej bardzo bliscy.

Nie przypominam sobie, abym czytała kiedyś książkę z akcją osadzoną w połowie lat 90-tych. Jest naprawdę klimatycznie. Autorka wspomina wiele rzeczy kultowych w tamtym czasie, chociażby specyficzną modę i popularne książki. Powieść ta wydała mi się też nieco smutna, czy może lepsze określenie to melancholijna. Jest to też bardzo inspirująca historia o poszukiwaniu swojego miejsca. Aż żałuję, że nie znam ukazanej w niej Częstochowy tamtych lat. Jeśli w niej mieszkacie, to książka powinna Wam się spodobać podwójnie. Jest napisana przepięknym językiem i czyta się ją szybko, bo jest bardzo krótka - zaledwie 192 strony. Jednak nie przeszkodziło to autorce w zawarciu w niej pięknych emocji i pasjonującego ciągu zdarzeń i przygód. Naprawdę polecam. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:
Znalezione obrazy dla zapytania grupa foksal

Szczegóły:
Tytuł: Stancje
Autor: Wioletta Grzegorzewska
Wydawnictwo: WAB
Liczba stron: 192

wtorek, 5 września 2017

Mitologia Nordycka - Neil Gaiman


Po przeczytaniu Gwiezdnego pyłu Gaimana spisałam autora na straty i nie miałam zamiaru więcej po niego sięgać. Jednak okoliczności organizowania obozu w tematyce wikingów „zmusiły” mnie do wnikliwego poznania tematu nordyckich bogów. I tak o to sięgnęłam po Mitologię nordycką.

Już na wstępie powiem, że jestem bardzo zadowolona z tej książki. Chyba najbardziej zachwycił mnie język tej powieści, bo brzmiał zupełnie jak w znanej Wam pewnie Mitologii Parandowskiego, co momentami było dość zabawne, szczególnie, że niektóre z opisywanych scen były naprawdę komiczne, ale bardzo pasował do klimatu utworu. Zdaję sobie też sprawę z tego, że nie każdemu to będzie odpowiadać.

Początek jest bardzo mitologiczny i mówi o stworzeniu świata i przedstawia nam głównych bogów, czyli Odyna, Thora i Lokiego. Całość akcji kręci się właśnie wokół nich, poznajemy ich przygody i role w świecie bogów i lodowych olbrzymów. Cóż, Thor nie jest tu wybitnie inteligentny, ale bardzo mi się spodobało przedstawienie jego relacji z Lokim, która jednak nie jest taka jak w filmach Marvela (i drogie fanki Lokiego, oni mają żony). Jednak widać wyraźnie, że autor był nieco ograniczony tymi mitami i nie do końca miał jak popisać się własną wyobraźnią.

Każdy z mitów, bo jest ich kilka, łączy się ze sobą w logiczny ciąg zdarzeń, ale najbardziej zafascynował mnie finał. Na końcu jest opisana wizja Ragnaroku, czyli końca świata. No ciekawie się dzieje.W książce występują też dość skomplikowane długie nordyckie nazwy, ale uważam to za zaletę i cieszę się, że wszystkie są zachowane w oryginalnym brzmieniu, jeśli można tak to określić. Na samym końcu jest też obszerny Glossariusz, który porządkuje wszystkie pojawiające się w tekście osoby i potwory. Przydatna rzecz, która porządkuje wiedzę zawartą w tekście.

Podsumowując, książkę czyta się naprawdę przyjemnie, szczególnie jeśli interesuje Was kultura skandynawska. Naprawdę polecam, bo mity są napisane w bardzo przystępnej formie, czasem nawet zabawnej, przez co nie męczy się i nie nuży w trakcie czytania. Nie mogę nie wspomnieć o wydaniu, bo wydanie jest absolutnie cudowne. Książka przepięknie prezentuje się na półce i chyba czas pomyśleć nad jakimś kolejnym dziełem Gaimana, bo zrehabilitował się w moich oczach, polecacie coś? 

Szczegóły:
Tytuł: Mitologia nordycka
Tytuł oryginału: Norse Mythology
Autor: Neil Gaiman
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 240

niedziela, 3 września 2017

Czytelnicze podsumowanie sierpnia

Sierpień czytelniczo prezentuje się gorzej od lipca. Przeczytałam tylko (albo aż) 6 książek, bo przez dwa tygodnie plażowałam nad morzem pilnując dzieci na obozie, co nie sprzyjało czytaniu. Poza tym czasami trzeba odpocząć od czytania. 
W planach na wrzesień mam nadrobienie reportaży, których trochę już nazbierałam, ale nie miałam weny ich przeczytać. Wydawać na książki też nie zamierzam, a przynajmniej spróbuję. 

1. Mitologia nordycka Neil Gaiman
3. Królestwo kanciarzy Leigh Bardugo
5. Drużyna Pierścienia J.R.R. Tolkien

Najlepsza książka: Drużyna Pierścienia (która jest oczywiście poza konkurencją) i W linii prostej
Najgorsza książka: Czarna Madonna (Mróz się nie popisał)



Nowych książek mam za to bardzo, bardzo dużo. Byłam nad morzem, a co tam jest? Stragany z tanimi książkami!

1. Kroniki Atopii Matthew Mather - książka science fiction od Wydawnictwa Czwarta Strona. Nie jestem specjalistką od tego gatunku, ale zaczyna się bardzo dobrze.

2. W linii prostej Damien Boyd - kryminał od Editio Black, naprawdę dobry.

A teraz czas na książki z nadmorskich kiermaszów:

3. Miłość rano, miłość wieczorem Maria Nurowska - nigdy Nurowskiej nie czytałam, więc jestem ciekawa tej książki

4. Na własną rękę Martin Cruz Smith - książka ta przyciągnęła mnie okładkę i napisem na niej: "Czy niewygodna dla Kremla dziennikarka sama wypadła z balkonu?"

5. Na Syberię Per Petterson - tym razem przemówił do mnie tytuł,  a ja w ostatnim czasie uwielbiam czytać książki związane z Rosją

6. Pan Darcy nie żyje Magdalena Kendler - nigdy nie miałam planów czytać tej książki, ale jak zobaczyłam promocyjną cenę, to wzięłam, a co! Znacie ten tytuł? Jakiś czas temu było o nim głośno.

Na koniec książki kupione "normalnie?" przez internet:

7. Nowe Śledztwa Klary Schulz. Tajemnica Nathaniela Nadia Szagdaj - Klara jest jedną z moich ulubionych detektywów i musiałam mieć kolejną książę o jej przygodach

8. Ali i Nino Kurban Said - najsłynniejsze love story Kaukazu? Zobaczymy.

9. Czarna Madonna Remigiusz Mróz - najnowszy Mróz do kolekcji 





czwartek, 31 sierpnia 2017

Czarna Madonna - Remigiusz Mróz


Po Czarnej Madonnie spodziewałam się czegoś więcej. Na początku myślałam, że będzie to książka związana z porwaniem samolotu. Opis na okładce tak właśnie sugeruje. Jednak epizod z zaginięciem samolotu pasażerskiego którym leciała narzeczona głównego bohatera – Filipa – jest tłem powieści, sytuacją, która generuje nastrój rozpaczy, niepokoju i tajemnicy. Więc co jest głównym tematem powieści? Mogę to określić jednym słowem – opętanie. 

Ale kogo i co opętało? Filip jest byłym księdzem, który ma wziąć ślub. A raczej miał, bo przecież samolot z jego narzeczoną Anetą zniknął. Nasz były ksiądz zaczął odczuwać dziwną obecność, smród i doświadczał nadprzyrodzonych rzeczy. Demony zaczęły dawać o sobie znać, a w całej sytuacji pomaga mu Kinga, jego przyszła szwagierka. 

To całe opętanie i straszne rzeczy, które się wydarzyły miały sprawić, że Czarna Madonna jest horrorem. No nie dla mnie. Wiedzcie, że jestem osobą strachliwą, która nie jest w stanie obejrzeć w całości żadnego horroru, bez późniejszego zaprowadzenia za rączkę do łóżka i spania z zapalonym światłem.  Demony, diabły i inne nadprzyrodzone moce jakoś mnie nie ruszają, bardziej obawiam się zła generowanego przez ludzi. Jeśli jednak temat Szatana i demonów Was przeraża, to książka ta będzie dla Was horrorem. Dla mnie jest to jakieś skrzyżowanie thrillera z fantastyką. Niektóre sytuacje wydały mi się nieco przesadzone, a inne mnie po prostu śmieszyły. 

Twórczość Mroza bardzo lubię, pasuje mi jego styl pisania, kreacja bohaterów i ta lekkość w powieściach. Tym razem po prostu nie spasował mi temat książki. Aha, i do całości pełnej wzniosłych cytatów z Biblii i modlitw jakość nie bardzo pasował mi epizod szeptuchy. Jestem jednak pod wrażeniem przeprowadzonego researchu o katastrofach lotniczych, historii kościoła i egzorcyzmów. To muszę pochwalić. Początek książki był bardzo obiecujący, ale w miarę czytania straciłam i zaczęły mnie męczyć te wszystkie religijne rzeczy. Jeśli czujecie, że taki temat jest dla Was, interesujecie się wiarą i teoriami spiskowymi, to naprawdę polecam. Mnie Mróz w tym wydaniu niestety nie przekonał. 

Szczegóły:
Tytuł: Czarna Madonna
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Storna
Liczba stron: 460






poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Lord John i sprawa osobista - Diana Gabaldon


Diana Gabaldon jest jedną z moich ulubionych autorek i bardzo się cieszyłam na książkę o Lordzie Johnie, biorąc pod uwagę, że trzeci sezon serialu jest tuż tuż (I'm waiting!).

Lord John w wersji solo nie do końca spełnił moje oczekiwania. Został on wplątany w prowadzenie śledztwa, które w jakiś sposób wiąże się z kradzionymi wojskowymi rozkazami i ślubem jego kuzynki Olivii z mężczyzną podejrzanym o francuską chorobę. 

Początkowo nie mogłam ogarnąć o co chodzi. Może też dlatego, że John zupełnie nie pasuje mi na detektywa. Zdecydowanie wolę go w sytuacjach ściślej powiązanych z główną serią książek czyli Obcą i jej bohaterami oraz w sytuacjach obyczajowych lub wojskowych. Strona detektywistyczna książki zupełnie mnie nie porwała, ale za to zachwycałam się życiem ówczesnego Londynu, przyjęciami i ciemnymi zaułkami pełnymi podejrzanych typów. Autorka bardzo ciekawie opisała zjawisko homoseksualizmu pojawiające się w tamtym czasie, a nie było to coś na porządku dziennym. Bo za bycie, jak to „pięknie” nazywali, pederastą można było nawet zawisnąć. W tym momencie biję pokłony autorce bo na pierwszy rzut oka widać, że przekopała się przez tony literatury w poszukiwaniu informacji. 

Bardzo lubię styl pisania Gabaldon. Dzięki niej ta historia ożywa, a bohaterowie wydają się prawdziwi, prawie jakby żyli kiedyś naprawdę i w przypadku niektórych rzeczywiście tak jest. Jednak zdecydowanie lżej i lepiej czytało mi się jej inne książki. Ta aż tak mnie nie wciągnęła, była jakby nieco toporniejsza, ale na pewno nie żałuję spędzonego z nią czasu.

Czy można czytać tę książkę bez znajomości głównej serii? Niby można, ale ja polecam zapoznanie się z przynajmniej trzema pierwszymi tomami, bo Lord John co jakiś czas wspomina sobie wydarzenia z przeszłości i mówi np. "ten ktoś przypomina mi Jamiego, który jest gdzieś tam w miejscu X" itp. Oczywiście polecam tę książkę wszystkim fanom Outlandera, bo naprawdę jest klimatyczna, a wiem, że Lord John ma dużo fanów, sama go lubię, i naprawdę miło mi było znowu wrócić do osiemnastego wieku.  

Szczegóły:
Tytuł: Lord John i sprawa osobista
Tytuł oryginału: Lord John and the Private Matter
Tom: 1
Cykl: Lord John Grey
Autor: Diana Gabaldon
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 319

piątek, 25 sierpnia 2017

Fantastyka podwodna i Czarny Kondor - Nowa Fantastyka nr 9/2017


Główny temat tego numeru Nowej Fantastyki to fantastyka podwodna. Od razu nastraja nas do tego okładka z tym hmm… potwornym czymś z gry Otchłań. Grał ktoś może?

Szczerze mówiąc, to nigdy nie zgłębiałam tematu potworów z głębin, więc bardzo zainteresował mnie tekst o fantastyce z otchłani mórz i oceanów. Dzięki niemu poznajemy dość sporo podmorskich strachów i przygód od Juliusza Verne’a i jego 20 000 mil podmorskiej żeglugi przez filmy Camerona aż do najnowszych zapowiadanych filmów DC i książek Wattsa. 

Jeśli o Petera Wattsa chodzi, to jego fani mają okazję do zapoznania się z bardzo obszernym wywiadem z autorem. Watts jest twórcą między innymi Ślepowidzenia – i na pewno o nim słyszeliście. 

Jednak to co mi się najbardziej podobało to tekst Centaur w masce konia prawiący o najbardziej kuriozalnych superbohaterach jacy powstali. Można się przy nim nieźle uśmiać. Na fali popularności Supermana w latach 30-tych postało wiele komiksowych postaci zupełnie nowych superbohaterów. Bo czy słyszeliście o czymś takim jak Oko (latająca gałka oczna), które każe złych ludzi, albo o Czarnym Kondorze, człowieku którego wychowały kondory i nauczyły go latać (kurczę, to brzmi źle... i dziwnie). Takich pięknych przykładów jest w tym artykule więcej. Polecam.

A teraz skupmy się na prozie. 
Przemysław Hytroś – "Nieważni" Opowiadanie to przenosi nas na odległą planetę gdzie młoda dziewczyna Dora zostaje pasterką arachnodów, kosmicznych pajęczaków. Ja miałam strasznie nieprzyjemne wizje w czasie czytania, bo pająków się boję. Jednak cała historia bardzo mnie zainteresowała, szczególnie wątek z nową ludzka rasą Herosów. 

Konrad Zielonka – "Operacja Reinigung" To zdecydowanie najlepsze opowiadanie tego numeru. Jest koniec grudnia roku 1944. Grupa niemieckich żołnierzy zostaje wysłana na teren Gór Sowich do Kompleksu Riese skąd mają przynieść dokumenty mające zmienić wynik wojny. Całość stylizowana jest na dziennik prowadzony przez Feldwebela Fritza. Opisuje on mrok i ciemność korytarzy oraz straszliwe stwory w nich żyjące. Przypomniało mi się Metro 2033 Glukhovskiego. Panuje podobny klimat grozy, mroku i tajemnicy.  

"Improwizowany Demon Wybuchowy" Dana Wellsa to krótkie ale wciągające opowiadanie w wojskowym klimacie. W Afganistanie pod ostrzałem Talibów konwój wojska ma problem z gremlinem, który wyrwał się na wolność i zżera ich sprzęt, a żadnego demonologa niestety w pobliżu nie ma. Przyjemne, zabawne i zdecydowanie za krótkie, ja bym mogła o takich sprawach czytać i czytać. 

Ten numer jest zdecydowanie warty polecania. W porównaniu do poprzedniego dużo bardziej podobała mi się część z artykułami, a i opowiadania też są na wysokim poziomie. 

sobota, 19 sierpnia 2017

Rozjemca - Brandon Sanderson


Zacznijmy od tego, że Sanderson jeszcze nigdy mnie nie zawiódł, więc nie wiem dlaczego tak długo wzbraniałam się przed Rozjemcą. Może nie do końca przekonywał mnie opis na okładce, który nic mi nie wyjaśnił, a może ten gość na pierwszej stronie? Ale w końcu sięgnęłam po książkę i zaczęłam pluć sobie w brodę, dlaczego tak długo z tym zwlekałam?! Oto historia mojej nieskończonej miłości do tej książki:

Na początku czekał na mnie prolog. Jak to z prologami często bywa, nie zawsze wiadomo o co w ogóle w nich chodzi i dopiero po paru rozdziałach odkrywamy prawdziwe ich znaczenie. Tym razem po przeczytaniu dosłownie dwóch stron prologu zamknęłam książkę, powiedziałam w przestrzeń WOW, otworzyłam ją ponownie i przepadła na dwa dni. Dawno nic mnie tak nie wciągnęło od pierwszych stron. 

Siri jest najmłodszą córką króla Idris, skromnej krainy bez barw. Jako najmłodsza córka całe życie czuła się niepotrzebna i odtrącana. Według traktatu zawartego dwadzieścia lat temu król musi posłać do królestwa Hallandren księżniczkę, która ma stać się żoną okrutnego i przerażającego Króla-Boga i położyć kres widmu wojny. Całe życie przygotowywała się do tego Vivenna, spokojna, opanowana i dostojna, ale król za bardzo kochał swoją córkę i na jej miejsce do Hallandren, miejsca zła i kolorów, wysłał zaskoczoną i nieprzygotowaną Siri. Jej wątek po prostu uwielbiam. Siri jest impulsywna, wygadana i gwałtowna oraz przerażona zamknięciem w obcym miejscu. Największym zaskoczeniem tej książki był dla mnie Król-Bóg, ale o nim nic nie napiszę, to trzeba przeczytać samemu. Sanderson ma jednak genialne pomysły.  
Kolejnym bohaterem jest Dar Pieśni – jeden z wielu Bogów zamieszkujący T’Telir – stolicę Hallandren. Jest Powracającym, kimś kto zginął bohaterską śmiercią jako człowiek i powrócił po śmierci nie pamiętając swojego poprzedniego życia. Niestety chyba jako jedyny z wielu bogów nie wierzy w samego siebie i swoją boskość. Bardzo się stara być jak najbardziej leniwym i nieprzydatnym. Ale czy jest to możliwe biorąc pod uwagę zbliżającą się wojnę? Genialny bohater, który od razu zyskał moją sympatię.

Vivenna wyruszyła za Siri, chcąc ją uratować brata się, a raczej wynajmuje dwójkę najemników, którzy w swój własny pokręcony sposób starają się zapobiec wojnie. Oni są świetni i ciągle zasypywali księżniczkę całą masą stereotypów o najemnikach i pokazywali jak bardzo są przez to pokrzywdzeni. Ich wypowiedzi były naprawdę komiczne i zaśmiewałam się w głos czytając ich fragmenty opowieści. A gdzieś w cieniu ciągle czaił się tajemniczy Vasher z olbrzymim czarnym magicznym mieczem. 

Brandon Sanderson nie byłby sobą, gdyby nie wymyślił jakiegoś innowacyjnego i skomplikowanego systemu magii. Tylko lekko go zaakcentuję, bo to trzeba by długiego wywodu nad nim. Magiczna moc to BioChroma, która jest tym silniejsza im więcej Oddechów posiada w sobie człowiek i im wyższe wywyższenie osiągnie. Dzięki pobieraniu koloru z nieożywionych rzeczy można tworzyć cuda. 
Jestem tą książkę oczarowana. Autor stworzył magiczny świat pełen barw, bohaterów, wielkich wojen i wzniosłych ideałów. Wszyscy bohaterowie są dopracowani w najdrobniejszych szczegółach, a system magii to prawdziwy majstersztyk. Zakochałam się w tej historii. To zdecydowanie jedna z najlepszych książek jakie czytałam. 

Szczegóły:
Tytuł: Rozjemca
Tytuł oryginału: Warbreaker
Tom: 1
Cykl: Siewca Wojny
Autor: Brandon Sanderson
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 672

wtorek, 15 sierpnia 2017

W linii prostej - Damien Boyd [PRZEDPREMIEROWO]


Ta książka bardzo mnie zaskoczyła. To chyba pierwszy kryminał od bardzo dawna, w którym nie znalazłam głównego bohatera po jakimś załamaniu, z nałogiem lub traumatyczną przeszłością. Komisarz Nick Dixon jest z wykształcenia prawnikiem, który przeniósł się z Metropolitan Police z wielkiego miasta na prowincję i tam podjął pracę w policji. Mieszka sobie szczęśliwie z psem Montym i obecnie skupia się wyśledzeniu pewnego gangu. W międzyczasie zgłaszają się do niego rodzice dawnego przyjaciela z prośbą o przyjrzeniu się sprawie ich syna.

Jack Fayter był świetnym wspinaczem, aż pewnego razu odpadł ze skały w wąwozie Cheddar i zginął. Nikt nie wierzy, że taki specjalista mógł popełnić tak bardzo podstawowy błąd jakim jest złe zawiązanie liny. Nick nieformalnie przygląda się sprawie dawnego partnera wspinaczkowego i odkrywa bardzo ciekawe, ale i mroczne rzeczy. 

Początkowo czułam się nieco przygnieciona ilością informacji odnośnie wspinania, dróg i tras wspinaczkowych, sprzętu itp. Powiedzmy, że na linach nieco się znam przez żeglarstwo, ale cała reszta trochę mnie przytłoczyła. Pomocny okazał się słowniczek na końcu książki. Jednak wydaje mi się, że autor nieco za bardzo się w tym temacie rozdrobnił. Co innego jeśli jesteście fanami wspinaczki, wtedy na pewno będziecie zachwyceni.

Cała zagadka kryminalna była bardzo zgrabnie i prosto poprowadzona, bez żadnych pobocznych wątków.  Autor nie opisywał życia prywatnego Nicka i jego przygód poza komisariatem. Pewnie dlatego całość ma, uwaga, tylko 192 stron i nie jest to wcale wielka wada. Ta książka to bardzo miła i wciągająca odskocznia od wielkich, grubaśnych kryminałów, jakie często się teraz pojawiają. Polubiłam komisarza Dixona i cieszę się, że to pierwsza część serii, jaka ma się pojawić. Książka nie jest bez wad, niektóre kwestie można by nieco rozwinąć, ale bardzo mi się podobała i zdecydowanie jest to kryminał warty polecania, szczególnie, że postać Nicka skrywa jeszcze wiele tajemnic czekających na ujawnienie. 

Za możliwość przeczytaniu książki dziękuję
Szczegóły:
Tytuł: W linii prostej
Tytuł oryginału: As The Crow Flies
Tom: 1
Cykl: Kryminalna seria o komisarzu Dixonie
Autor: Damien Boyd
Wydawnictwo: Editio
Liczba stron: 192

PREMIERA 17 sierpnia 2017

wtorek, 8 sierpnia 2017

Prowadź swój pług przez kości umarłych - Olga Tokarczuk


Przyznam się, że do przeczytania tej książki skłonił mnie tytuł. W moim odczuciu bardzo przyciągający uwagę. O Oldze Tokarczuk oczywiście sporo słyszałam, ale nie miałam okazji czytać. 

Prowadź swój pług przez kości umarłych to książka której się nie czyta, ją się przeżywa i kocha albo nienawidzi. W kotlinie Kłodzkiej w oddaleniu od innych zabudowań mieszka starsza pani Janina Duszejko. Jest ona miłośniczka astrologii i zajmuje się opieką wakacyjnych domów sąsiadów oraz tłumaczy poezję. Wkrótce przez okolicę przetacza się fala morderstw. Ofiary to miejscowi myśliwi, a na miejscu zbrodni odnajdywano ślady obecności zwierzyny. Duszejko sugeruje, że to zwierzęta biorą odwet na swoich oprawcach.

Główny temat przewodni książki to zwierzęta i moralne dylematy na temat myślistwa. Rzecz dla sporej liczby osób raczej kontrowersyjna. Duszejko jest przedstawiona jako osoba broniąca zwierząt i ich prawa do życia. Narracja jest pierwszoosobowa i to właśnie z jej perspektywy poznajemy tę historię. To pierwsza bohaterka tego rodzaju z jaką się spotkałam i jest naprawdę niesamowita. Z jej perspektywy współczesny świat wygląda zupełnie inaczej. Często rozważa na temat życia i starszych ludzi takich jak ona, ze swoimi „dolegliwościami” i nierozumianych przez innych. 

Autorka w sposób mistrzowski operuje słowem. W tej książce jest jakaś głębia. Klimat powieści również jest niesamowity, pełen grozy, samotności oraz pochwał przyrody. Nie czytało się tej książki łatwo. Chyba nie do końca pasowało mi to ciągłe opiewanie natury. Wątek przestępstw jest ciekawy i na końcu czułam wielkie zaskoczenie, ale nie jest to typowa sprawa kryminalna. Mam też kilka zastrzeżeń. Jak dla mnie astrologii było w tej książce nieco za dużo i odniosłam też wrażenie, że autorka trochę narzuca czytelnikowi określony sposób patrzenia na sprawę myślistwa. Jednak jestem naprawdę zadowolona.

Po pierwszym spotkaniu z autorką czuję się usatysfakcjonowana. Naprawdę mi się podobało, ale nie jest to książka dla wszystkich. Na pewno sięgnę jeszcze w przyszłości po twórczość Tokarczuk.  

Szczegóły:
Tytuł: Prowadź swój pług przez kości umarłych
Autor: Olga Tokarczuk
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 323

czwartek, 3 sierpnia 2017

Zaczytany lipiec

Lipiec był bardzo zaczytany. Udało mi się pochłonąć 9 książek! Nareszcie miałam czas na relaks :)


1. The Assassin's Blade Sarah J. Maas
2. Rozjemca Brandon Sanderson
3. Prowadź swój pług przez kości umarłych Olga Tokarczuk
4. Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu Anna Lange
5. Lolita Vladimir Nabokov
6. Prokurator Paulina Świst
7. Skaza Zbigniew Zborowski
8. Niemiecki bękart Camilla Lackberg
9. Niewolnica A. M. Chaudiere

Najlepsza książka: Rozjemca, Lolita i Skaza  (nie potrafię wybrać numeru 1)
Najgorsza książka: Niewolnica

Teraz, kiedy to czytacie opalam się na plaży nad Bałtykiem z mocno ograniczonym dostępem do internetu i bez czasu na czytanie książek, więc coś czuje, że czytelniczego rekordu w sierpniu nie pobiję ;) W tym miesiącu na pewno pojawią się recenzje powyższych książek.




1. Gus Kim Holden - kolejna część po Promyczku, chciałam tą książkę przeczytać już dawno i dopiero teraz kupiłam. Warto?

2. Ocalałe Riley Sager - egzemplarz od wydawnictwa Otwartego. Premiera w lutym 2018!

3. Skaza Zbigniew Zborowski - świetny kryminał od Wydawnictwa Znak. Nie spodziewałam się, że aż tak mi się spodoba ;)

4. Mitologia Nordycka Neil Gaiman - robię podejście numer dwa do twórczości Gaimana :), czytałam też Gwiezdny pył, ale mnie wtedy nie zachwycił. Wydanie jest cudne. 


poniedziałek, 31 lipca 2017

Lolita - Vladimir Nabokov


Lolita jest powieścią, którą od dawna chciałam przeczytać. Opowiada o pewnym wynaturzeniu, mianowicie o seksualnej obsesji czterdziestoletniego Humberta Humberta na punkcie dwunastoletniej dziewczynki – Lolity. Przygotowywałam się na uczucie niesmaku, czy obrzydzenia i trochę dziwnie jest mi przyznawać, że całkiem polubiłam głównego bohatera, chociaż zupełnie nie pochwalam jego zachowania, a cała książka była naprawdę dobra i uwaga, bardzo przyjemnie mi się ją czytało. 

Jestem pod wrażeniem języka tej powieści. Wyobraźcie sobie, że nie ma w niej ani jednego przekleństwa, książka nie jest sprośna i nie ma w niej sekwencji scen erotycznych. No szok. Jestem pod wrażeniem tego, w jak ładny i poetycki sposób Nabokov opisał takie zboczenie jak, nazwijmy to wprost, pedofilia.

Humbert jest człowiekiem który na skutek różnych zdarzeń w dzieciństwie i młodości preferuje określony typ kobiecej, pardone, dziecięcej urody. Niektóre dziewczynki w okresie pokwitania, czyli około 11-13 lat nazywa nimfetkami (zdrobnienie od nimf). Całe życie spędził na obserwowaniu nimfetek i fantazjowaniu na ich temat. Zaznaczę też, że mimo tego, Humbert jest wykształconym człowiekiem o dobrych manierach. Książka ta jest jego pamiętnikiem, występuje narracja pierwszoosobowa, co daje nam kompletny obraz psychiki bohatera, który często zwraca się bezpośrednio do czytelnika. Wszystko zaczyna się w roku 1910, kiedy to Humbert urodził się w Szwajcarii. W młodości poznał pierwszą miłość, a w czasie wojennej zawieruchy wyjechał do USA i tam zamieszkał tymczasowo u pewnej wdowy, gdzie zobaczył jej córkę - Dolores - „jego” Lolitę.

Cała książka jest wypełniona próbami Humberta mającymi na celu przypadkowe dotknięcie Lolity czy uściskanie, aż do nieco śmielszych kontaktów, nie tylko w domu, ale też w innych miejscach. Jesteśmy również światkami odważnej wyprawy bohatera po całych Stanach i zwiedzania najróżniejszych atrakcji. 

Na końcu książki znajduje się notatka od samego autora tłumacząca jak należy tą książkę rozumieć i jego drogę do wydania jej. Co ciekawe, autor narzeka na pisanie w języku angielskim, dla niego znacznie uboższym niż rosyjski. Sam Nabokov zaznacza, że Lolita nie niesie żadnego morału. Czyta się ją bardzo przyjemnie i szybko. Na pewno jest to arcydzieło literatury światowej. Lolita zaskoczyła mnie swoją lekkością pomimo ciężkiego tematu i zdecydowanie ją polecam.  

Szczegóły:
Tytuł: Lolita
Autor: Vladimir Nabokov
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 416

środa, 26 lipca 2017

Skaza - Zbigniew Zborowski [PRZEDPREMIEROWO]


Zbigniew Zborowski całkowicie kupił mnie tą książką. Jestem zachwycona i moje skromne grono polskich autorów których czytam poszerzyło się o kolejną postać.
Fabuła jest poprowadzona dwutorowo.

We współczesnej Warszawie Bartosz Konecki jest policjantem, który po długim urlopie wraca na służbę i musi znowu „wejść” w grupę. Jest on bardzo ciekawą osobą, która posiada fotograficzną pamięć, ale w przeszłości przeżył załamanie, przez które prawie z policji wyleciał, a wspomnienia ciągle go prześladują i utrudniają pracę. Teraz może się wykazać, bo znaleziono zwłoki młodej doktorantki Zakładu Fizyki Jądrowej. Rozpoczyna się śledztwo w którym pojawia się coraz więcej niewiadomych. Czy odkrycia przedwojennego polskiego naukowca można z tym morderstwem powiązać? 

Kolejny wątek to cała sieć retrospekcji zaczynająca się w 1934 roku. Poznajemy losy Hani Kochańskiej, dziewczynki ze Lwowa, która została w czasie II Wojny Światowej wywiedziona na kazachskie stepy. Jej wątek jest świetny i polubiłam ją od samego początku. Później trafiamy też do Izraela lat 60-tych, Iraku, Iranu, Afganistanu, Szwajcarii i współczesnej ogarniętej wojną Syrii. Poznajemy żydowskich braci Dawida i Aarona oraz podstarzałego amerykańskiego dyplomatę i kilku wiecznie wpychających się we wszystko Rosjan. Co te wszystkie miejsca i ludzi łączy? Początkowo byłam nieco zdezorientowana, a na pewno przez ponad 100 stron, ale jak już odkryłam o co chodzi to powiedziałam „WOW”. Mega przemyślany wątek i jestem pełna podziwu, że to wszystko tak ładnie zagrało.

Książka trzyma w napięciu od początku do końca. Podobało mi się to, że Konecki nie jest w tej książce jakimiś superbohaterem o umiejętnościach Chucka Norrisa. Policjanci są bardzo realistyczni oraz mają swoje własne słabości. Z drugiej strony motyw policjanta, którego prześladuje przeszłość jest w literaturze strasznie oklepany. W powieści dzieje się bardzo dużo, akcja nie zwalnia aż do samego końca. Spodobało mi się i to bardzo. Już teraz czekam na kolejną część, bo taka ma się pojawić, a tak w ogóle to ma być cały cykl z Bartkiem Koneckim. Naprawdę warto tę książkę przeczytać. Szczególnie jeśli jesteście fanami kryminału. Ja nigdy nie byłam wielką entuzjastką powieści z akcją osadzoną w Polsce, ale ta książka mnie zachwyciła i polecam ją wszystkim. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo znak

Szczegóły:
Tytuł: Skaza
Tom: 1
Autor: Zbigniew Zborowski
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 396
Premiera książki: 02.08.17 r.

wtorek, 25 lipca 2017

Mroczna Wieża i kosmiczne piwo - Nowa Fantastyk nr 8/2017


Nie jestem fanką Kinga. Przeczytałam chyba dwie jego książki i mnie na kolana nie powaliło, ale po przeczytaniu artykułu o Mrocznej Wieży coraz poważnej się zastanawiam nad daniem mu jeszcze jednej szansy i sięgnięcie po książkę. Coś czuję, że fani autora będą zachwyceni tym tekstem, szczególnie, że wielkimi krokami zbliża się ekranizacja. W dodatku okładka tego numeru naprawdę wymiata.  

Jestem zachwycona artykułem Kosmos od kuchni. Zastanawialiście się kiedyś co jedzą astronauci? Kiedyś jedzenie było obrzydliwe i czasami starali się coś przeszmuglować, ale teraz… jedzą nawet homary. Rosjanie wymyślili nawet kosmiczne piwo. W tekście jest też niespodzianka: przepis na kosmiczne pastrami z fioletowymi warzywami, może się skuszę i takie kiedyś ugotuję. 

Zgnębiony naukowiec to tytuł długiego wywiadu z Tedem Kosmatką. No fajnie, ale kto to w ogóle jest? Wydaje mi się, że na wstępie powinno się przedstawić rozmówcę. Początkowo naprawdę zastanawiałam się czy to biolog, bo mówi o zainteresowaniach ewolucją i genetyką, czy etyk czy jakiś nieznany autor.  

Z opowiadań najlepszy był dla mnie „Upiór umarłego” Shawna Speakmana. Rzecz dzieje się we współczesnej Wielkiej Brytanii, gdzie tajemniczy i groźny Tathal Ennis szuka starożytnego miecza. Anglia i miecz? Od razu mi się skojarzyło z królem Arturem i właśnie o to tu chodzi. Nie brakuje niebezpiecznej i mrocznej magii, elfów oraz odrobiny dreszczu grozy i krwi. To zdecydowanie moja tematyka i naprawdę żałowałam, że tak szybko się skończyło.

Warte uwagi jest również opowiadanie „Retrospektor” T.C Boyle’a. W nieodległej przyszłości ludzie wynaleźli tytułowy retrospektor, dzięki któremu można od nowa oglądać swoje wspomnienia. Wes jest samotnym ojcem wychowującym nastoletnią córkę. Przeżył wiele szczęśliwych i smutnych chwil w tym rozstania z kobietami swojego życia. Dzięki retrospekcji może od nowa przeżywać tamte chwile. Przy okazji coraz bardziej i bardziej uzależnia się od technologii. To opowiadanie w oczywisty sposób nawiązuje do współczesnego świata i przywiązania do nowoczesnej technologii oraz pokazuje pewien nowy rodzaj nałogu, co jest niepokojące.

Niestety nie bardzo podobało mi się „Kląkanie na zapóźniku” Krzysztofa Filipowicza. Jestem jednak pełna podziwu, bo stworzył on alternatywną Polskę która została w pewien sposób zmodyfikowana przez dziwne nowe prawa matematyki i fizyki. Dla mnie to była trochę czarna magia i nie mogłam się w czytanie wkręcić. Pojawiło się sporo matematycznego języka i nie do końca było dla mnie zrozumiałe, ale może taki jest po prostu jego urok.

Ten numer aż tak mnie nie zachwycił jak poprzednie, szczególnie jeśli chodzi o opowiadania, ale naprawdę warto wstać i udać się na małe zakupy. 

niedziela, 23 lipca 2017

Inwazja na Tearling - Erika Johansen


Dawno żadna książka mi się tak nie ciągnęła jak Inwazja na Tearling. Masakra. Czytałam ja prawie 3 miesiące, bo taki miałam przy niej kryzys i za każdym razem jak do niej siadałam miałam dość po kilkunastu stronach.

W średniowiecznych realiach, czyli w Tearlingu królowa Kelsea próbuje zapobiec wojnie i najeździe wojsk Szkarłatnej Królowej, które nieubłaganie zbliżają się do granic. Kelsea irytowała mnie jak mało kto. To chyba jedyna bohaterka która przechodzi przemianę w złą stronę. Z normalnej dziewczyny staje się wyniosłą i brutalną królową. Zupełnie mi się to nie podobało i szczerze mówiąc to w jej królestwie, a raczej zamku nic się nie działo. Tylko siedzieli na naradach i rozprawiali o przyszłości. Nieco mnie to znudziło. To właśnie te fragmenty najbardziej spowalniały moją przeprawę z tą książką.

Co innego było z wątkiem, nazwijmy go, współczesnym. Kelsea co jakiś czas nachodziły wizje w których przenosiła się do czasów sprzed Przeprawy, do ciała Lily. Lily żyje w zdegradowanej i zniszczonej Ameryce, jest żoną ważnego polityka i codziennie stawia czoła przemocy domowej. Pewnego dnia na podwórku znajduje ranną kobietę, rebeliantkę i członkinię Błękitnego Horyzontu -  organizacji którą William Tear chce poprowadzić do lepszego świata. Dosłownie. Lily zaczyna wątpić we władzę i świat w którym kobieta jest nic nie warta, a bogaci żyją odizolowani od biednych.

W magiczny sposób losy królestwa Tearlingu są połączone z życiem Lily. Wątek Lily bardzo mi się podobał. Był dynamiczny i trzymający w napięciu, pełny strzelanin, pościgów i przemocy. Jak w poprzedniej części narzekałam na niego, tak tu mi się podobał. Staram się zrozumieć zamysł autorki, ale mnie nie przekonuje to połączenie średniowiecza i współczesności w taki sposób jaki nam to zaoferowała. 
Nie wiem czy chcę się zapoznawać z kolejną częścią, chyba nie. Jedyne czym mogę się zachwycać to wydanie książek, bo i pierwsza i ta część pięknie się prezentują na półce. 

Szczegóły:
Tytuł: Inwazja na Tearling
Tytuł oryginału: The Invasion of the Tearling
Tom: 2
Cykl: Królowa Tearlingu
Autor: Erika Johansen
Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 560

wtorek, 18 lipca 2017

Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu - Anna Lange

Witajcie w alternatywnej wiktoriańskiej Anglii pełnej magii. Osoby magiczne żyją w zgodzie z niemagicznymi, a młodych ludzi kształci się w szkołach po których zostają specjalistami w wybranej dziedzinie magii. 

Clovis LaFay jest młodym nekromantą, który po licznych wędrówkach po kontynencie wraca do Londynu. Na miejscu spotyka dawnego przyjaciela ze szkoły – Johna Dobsona – który jest w nadinspektorem Podwydziału Spraw Magicznych Wydziału Detektywistycznego Policji Metropolitalnej (uff… ale długa nazwa). Po kilku namowach zatrudnia Clovisa jako konsultanta. John ma również siostrę Alicję, która mieszka z nim i uczęszcza na kurs pielęgniarstwa. W czasach kiedy kobiet nie szkoli się w magii, a ich głównym celem jest dobre wyjście za mąż,  Alicja postanawia samodzielnie zgłębiać jej tajniki. Po początkowym zniechęceniu z pomocą przychodzi Clovis, który oferuje jej pomoc.

Chyba spodziewałam się czegoś więcej po tej książce. Miałam nadzieję na mocniejsze podkreślenie głównego wątku, którym jest magiczny zamach na Johna. Wyszło trochę tak, jakby książka składała się z kilkunastu bardzo, ale to bardzo luźno połączonych ze sobą wydarzeń i dość długo czekałam na rozkręcenie się akcji. Powieść zaczęła się bardzo dynamiczne i od razu mnie wciągnęła, ale zaraz potem wszystko jakby zwolniło.  

Miałam trochę wyższe wymagania odnośnie postaci Clovisa. Pasowałaby mi do niego jakaś taka tajemniczość, może większa moc magiczna i mniej grzeczne usposobienie. Nie był zły, ale brakowało mu tego czegoś przyciągającego uwagę, poza nekromancją, która może brzmi tajemniczo, potężnie i groźnie, ale w tym przypadku okazała się całkiem zwyczajną dziedziną. Może trochę pomogła mu zła sława jaką owiana jest jego rodzina.

"Pochylający się nad nim Dobson ustąpił miejsca prawdopodobnej właścicielce głosu. No, teraz lepiej. Nie żeby Dobson był brzydki, ale takiego gorsu to on nie miał. Ani tak błękitnych oczu, ani takich ramion... No nie, ramiona może miał. Oczy w sumie też."


Podobał mi się styl w jakim napisana jest książka. Przypominał mi taką unowocześnioną Jane Austen. Klimat dziewiętnastowiecznej wiktoriańskiej Anglii został dobrze oddany. Nie zabrakło również odrobiny humoru. Nie ukrywam, że książkę czytało się przyjemnie i nie żałuję spędzonego z nią czasu. Aha, i chyba też przyznacie, że okładka jest świetna. Jeśli jesteście fanami epoki wiktoriańskiej, to na pewno nie będziecie zawiedzeni. 

Szczegóły:
Tytuł: Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu
Autor: Anna Lange
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 448
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...