niedziela, 18 czerwca 2017

A Court of Wings and Ruin - Sarah J. Maas


Nie mogłam się doczekać aż w końcu zacznę czytać A Court of Wings and Ruin. Bardzo wkręciłam się w twórczość Maas. Po dość dramatycznych wydarzeniach z poprzedniej części Feyre znajduje się na Dworze Wiosny szpiegując dla Rhysa i przyjaciół którzy zostali na Dworze Nocy. Stąpa po cienkim lodzie w otoczeniu nieprzyjaciół. Król Hybernii przygotowuje się do wojny, a Feyre i Rhys muszą poszukać sprzymierzeńców, którzy staną do walki o Prythian. Czy uda się dogadać z resztą lordów oraz tajemnymi, pradawnymi istotami zamieszkującymi ziemie Fae? 

Jest to naprawdę bardzo dobra kontynuacja historii, chociaż w moim osobistym rankingu nie przebiła części poprzedniej. Tam było więcej dreszczyku emocji związanego z relacją Feyre i Rhysa i tą całą niepewnością co do nich. Tutaj sytuacja jest w miarę unormowana i widzimy nieco mniej tego ich wzajemnego dokuczania, ale wątek romansu jest piękny i wzruszający i uwielbiam tę parę bohaterów. Są cudowni. Jednak autorka bardziej skupiała się na kwestiach nadchodzącej wojny i to one były rdzeniem wokół którego wszystko się kręciło.

W porównaniu do poprzedniej części, w tej nieźle rzucali mięsem. Brutalności i krwi również było dużo więcej. A to co pewnego razu „odwalił” Tamlin przechodzi ludzkie pojęcia. Nie cierpię go. Od początku mi się nie podobał.

Całkiem wyraźnie iskrzyło między Cassianem i Nestą, siostrą Feyre. Bardzo skakali sobie do gardeł i się kłócili. Nesta mnie irytowała i naprawdę ktoś mógłby ją kopnąć w cztery litery, żeby nie strzelała fochów i zażaleń na prawo i lewo. Cóż… ale przynajmniej było ciekawie. W ogóle relacje pomiędzy bohaterami, a szczególnie między członkami Dworu Nocy są specyficzne, ale bardzo pozytywne. Dość ciekawa jest też sytuacja Luciena, chociaż miałam co do niego inną wizję.

Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Wywołuje też mega dużo emocji. Początek jest piękny, są momenty wzruszające i miałam zawał przy jednej z finałowych scen. Serio. Ta seria bardzo mi podeszła do gustu. Jest w niej wszystko to co lubię: fantastyczny świat, potężna magia, niezwykłe istoty, płomienne romanse i świetni bohaterowie. Naprawdę polecam!

Szczegóły:
Tytuł oryginału: A Court of Wings and Ruin
Tom: 3
Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo: Bloomsbury UK
Liczba stron: 699

wtorek, 13 czerwca 2017

Mekka. Święte miasto – Ziauddin Sardar





Zapraszam na NAJDŁUŻSZĄ w historii bloga recenzję. Ten tekst powstał na zaliczenie przedmiotu na studiach i i jest to "recenzjo-opinio-streszczenie" książki "Mekka. Święte miasto". Uznałam, że się z Wami podzielę moją pracą. Tekst tylko dla wytrwałych i zainteresowanych tematem, nie obrażę się jeśli nie dotrwacie do końca, ale jeśli tak, to dajcie znać w komentarzu (ciekawość).

Trochę o Islamie
Islam jest jedną z religii monoteistycznych. Świętą księgą jest Koran, który został objawiony prorokowi Mahometowi w 610 r. Podstawę Islamu tworzy pięć obowiązków muzułmanina:   wyznanie wiary w jedynego Boga Allaha, pięciokrotna modlitwa w ciągu dnia, post w Ramadanie, jałmużna oraz pielgrzymka do Mekki przynajmniej raz w życiu, jeśli pozwala na to sytuacja materialna pielgrzyma. Pielgrzymka do Mekki, czyli Hadż, odbywa się od 8 do 12 dnia miesiąca zu al-hidżdża. Kalendarz islamski jest kalendarzem księżycowym, krótszym od  gregoriańskiego więc daty pielgrzymki są zmienne. Pielgrzymi ubierają białe szaty, modlą się, odprawiają obrzędy i wędrują po okolicy docierając między innymi do doliny Mina, góry Arafat czy wzgórza Al-Muzdalifa. Jest to zgromadzenie kliku milionów ludzi  i wiąże się z ogromnym wyzwaniem dla organizatorów. W dalszej części tekstu opiszę, czy dają sobie radę, czy też nie. 


A teraz do rzeczy
Mekka. Święte miasto jest wyjątkową książką. Jeśli wierzyć opisowi na okładce, jest to pierwsza przetłumaczona na polski książka opisująca tak dokładnie Mekkę, miejsce narodzin Islamu i proroka Mahometa, czy też Muhammada, który w takiej formie zapisu występuje w tej książce. Wyobrażenie o tym jaki to opracowanie może mieć wydźwięk daje nam postać jej autora. Ziauddin Sardar jest krytykiem współczesnej myśli muzułmańskiej, publicystą oraz naukowcem, pracującym przez jakiś czas w Mekkce w Centrum Badań nad Hadżem. Urodził się w Pakistanie, wychował w Londynie i podjął pracę w Mekkce, gdzie skonfrontował swoje dziecięce wyobrażenia z rzeczywistością.

Dzika bestia
Ta książka byłaby dla mnie pewnie kolejną z grupy książek autorów bliżej niepoznanych, z którymi żadne sympatie mnie nie łączą, ale jedna rzecz, a właściwie wstęp do tej książki bardzo zbliża czytelnika do autora. Jest to przygoda młodego Ziauddina, który razem z przyjacielem postanawia odbyć tradycyjną pielgrzymkę do Mekki. Nie samochodem, ale na osiołku, a dokładniej na dzikiej bestii o wdzięcznym imieniu Czyngis, którego nie dało się w żaden sposób opanować. Jest to humorystyczna opowieść o zabłądzeniu na pustyni, zdziwieniu Beduinów dlaczego nie jadą autostradą jak wszyscy normalni ludzie i wielkim wejściu Czyngisa do pięciogwiazdkowego hotelu. Myślę, że zupełnie inaczej patrzyłabym na tę książkę, gdybym dostała nudnawy historyczny i naukowy wstęp zamiast tej opowiastki. Dzięki niej od razu robi się przyjemniej i z większą sympatia patrzy się na autora, co przy temacie książki jest dość istotne – nie każdy ma dobre skojarzenia z Islamem biorąc pod uwagę dzisiejszą sytuację na świecie.

Historia
Właściwa część historyczna zaczyna się od rozdziału „Dolina Płaczu”, w którym poznajemy bliżej postać Abrahama i jego wędrówkę z Ur na terenie dzisiejszego Iraku do Egiptu, gdzie dołączyła do niego niewolnica i nałożnica Hagar. To właśnie ona znalazła w Dolinie Łez źródło wody, które uratowało ją oraz jej syna Izmaela.  To właśnie w tej dolinie Abraham zbudował pierwsze sanktuarium w którego róg wmurował czarny meteoryt, dając początek Mekkce. Autor zaznacza różnice pomiędzy biblijnym opisem a ortodoksyjną muzułmańską wersją tej historii. Przytacza również informacje dotyczące starożytnej Mekki, które przekazywane były ustnie oraz przedstawia pierwszą książkę o mieście pt. „Kroniki mekkańskie” z 865 r. Dostajemy też całą listę autorów piszących przez lata o Mekkce i pielgrzymkach do niej. 

Mahomet i jego potomkowie
Książka jest napisana bardzo przystępnym językiem, nie „suchym” i naukowym, ale takim który pozwala na prawdziwe wciągnięcie się w historię. Podobało mi się to w jaki sposób zostało przedstawione życie Mahometa – zupełne jak powieść, nie jak tekst naukowy. Jednak dużo łatwiej i wygodniej będzie osobom, które coś już o Islamie wiedzą. Autor skupia się wyłącznie na Mekkce, a inne wydarzenia z historii Islamu są dość słabo zarysowane. Dobrze jest wiedzieć wcześniej co np. zdarzyło się pod Karbalą.
Mekka miała swoje okresy świetności i upadków, co szczegółowo jest omawiane 
w rozdziale „Rebelie wokół ziemskiego tronu Boga”. Pod rządami dynastii Abbasydów stała się kwitnącym ośrodkiem literatury i sztuki, gdzie uczeni reprezentowali kilka szkół prawa muzułmańskiego, ubierali się w inne kolory i nauczali w murach Al-Kaby, przez co Mekka stała się bastionem tradycji i tradycjonalizmu. 

Ośrodek nauki i władzy
Szczególnie spodobał, a jednocześnie lekko zszokował mnie opis niezwykłego postępu, który miał miejsce po 800 roku. Autor serwuje nam opisy papierni, bibliotek, nowych technologii w rolnictwie oraz powstanie pierwszego publicznego szpitala w Bagdadzie. Porównajmy to z Polską, która w tamtym okresie była zlepkiem kilku plemion, a otrzymamy naprawdę imponujący obraz muzułmańskiego społeczeństwa. 
W Mekkce często zmieniała się władza. Na porządku dziennym były morderstwa 
i zbrojne przewroty. W XII wielu nastała epoka wypraw krzyżowych. Rycerze osiedlali się na podbitych terenach i często atakowali karawany pielgrzymów zmierzających do Mekki. Celem było oczywiście zajęcie Mekki i Medyny. 

Kobiety
Bardzo ciekawy jest obraz kobiet w tej książce. Autor podkreśla ich znaczenie 
i wymienia przywódczynie Beduinów walczące w wojnach, polityków i kobiety poważane 
w Mekkce i z którymi zdaniem liczyli się wszyscy przywódcy. Jakże inaczej od tego co znamy dzisiaj. Wyłania się nam również obraz kobiet, które wyperfumowane i wystrojone przechadzały się po ulicach. Odsłaniały głowy, nogi, a często też inne części ciała i w miejscach publicznych paliły papierosy. Jednego mi zabrakło, nigdzie nie ma konkretnie zaznaczonego momentu w którym kobiety zaczęły zakładać czadory i burki, a to mnie bardzo interesowało.   

Ach ci Osmanie...
Kolejny rozdział warty uwagi „Karawany z cennymi darami” opisuje rozkwit Mekki za czasów imperium Osmańskiego. Mimo, że szarifowie z Mekki nie pałali zbytnią sympatią do Turków, miasto wiele zyskało za sprawą hojnych darów wysyłanych przez osmańskich sułtanów i dostojników, szczególnie Sulejmana Wspaniałego. Święte miasto stało się wielokulturowe za sprawą przybywających do niego pielgrzymów i osadników z Azji, Indii i całej Afryki. Mekka była zależna od innych miasta w kwestii zaopatrzenia, między innymi od Kairu, ale dzięki Osmanom mieszkańcy pławili się w dobrobycie. 

Goście z zachodu
Kolejnym dziejowym zawirowaniem był konflikt z wahabitami, którzy nie zgadzali się z wizją Islamu mekkańczyków i ich dostatnim stylem życia czy też posiadaniem niewolników. Również Beduini sprzeciwiali się Turkom regularnie napadając na karawany. Do Mekki zaczęli napływać goście z zachodu. Europejscy dziennikarze przebierali się za pielgrzymów 
i odbywali hadż. Byli to w głównej mierze mieszkańcy Wielkiej Brytanii w której działała dość spora społeczność muzułmańska. Ciekawostka jest, że Lady Evelyn została pierwsza w historii Brytyjką, która odwiedziła Mekkę samochodem. 

Ci lepsi od innych
Z powodu napływu coraz większej liczby pielgrzymów Mekka stale się rozbudowywała. Mieszkańcy czuli się lepsi od innych muzułmanów z powodu miejsca zamieszkania. Autor często przywołuje opisy mekkańczyków, którzy są unoszą się pychą,  chełpią się swoim świętym rodowodem i czystością języka, są skąpi, rozrzutni i pazerni. Taki obraz przebija się w większości opisywanych przez autora epok włącznie z czasami najnowszymi. Kiedyś Mekka była centrum nauki, a jeszcze w XIX wieku królowały w niej zabobony, nie uznawano współczesnej wiedzy, a zaćmienie słońca było znakiem od Boga, a nie zjawiskiem naturalnym. Autor wyśmiewał ludzi z tego powodu, ponieważ sam miał epizod z problemem wyjaśnienia mekkańczykom co to właściwie jest to zaćmienie słońca.  

Przebudowa
Mnie osobiście najbardziej zainteresowały ostatnie dwa rozdziały opisujące Mekkę pod panowaniem Saudów. Rozpoczęła się wielka przebudowa na co miały wpływ odkrycia złóż ropy naftowej. Święte miasto zostało otoczone nitkami autostrad, nowoczesnymi budowlami i wieżowcami inspirowanymi amerykańskim miastem Houston. Autor książki opowiada jak został pracownikiem Centrum Badań nad Hadżem. Opisuje badania jakie prowadzili naukowcy, miedzy innymi mierzenie ruchu pielgrzymkowego, co było i jest wielkim wyzwaniem. Krytykuje też otwarcie brak zabezpieczeń i wystarczającej ochrony w czasie pielgrzymki, co skutkuje dziesiątkami i setkami zabitych pielgrzymów każdego roku. 

Terroryzm w świętym mieście
W 1979 roku Mekka była świadkiem krwawych wydarzeń. Wahabici nie zgadzali się 
z reformami państwa zaproponowanymi przez Saudów. Grupa kilkuset Beduinów przemyciła pod szatami karabiny, zajęła Święty Meczet i ogłosiła nadejście mahdiego, czyli odkupiciela.  Autor narzeka na brak informacji, które Arabia Saudyjska jako państwo policyjne skrupulatnie filtruje, ale z pomocą świadków i pielgrzymów zrekonstruował wydarzenia. Dla mnie wydały się szczególnie interesujące. Wahabiccy zamachowcy zajęli pozycje na minaretach i zabarykadowali się w meczecie, który został otoczony kordonem umocnień przez policję i ochronę. Bano się zniszczyć Święty Meczet w czasie szturmu, a przy okazji na jaw wyszła skrajna niekompetencja władz i nieprzygotowanie na podobne sytuacje. Koronnym przykładem jest brak planów Świętego Meczetu i jednolitego systemu łączności radiowej. Krwawych walk nie było końca, ale siły zbrojne nie były w stanie zlikwidować terrorystów, którzy schowali się w piwnicach. Saudowie musieli prosić o pomoc amerykańskie CIA i francuską legię cudzoziemską. Jak widać, zamachy terrorystyczne nie przytrafiają się jedynie w krajach „niewiernych”, ale także w samym rdzeniu islamskiego świata. 

Powiew nowoczesności
Centrum Badań nad Hadżem sprzeciwiało się nieprzemyślanym inwestycjom i walczyło o zaakceptowanie ich planu przestrzennego zagospodarowania. Jednak król Saudów najczęściej miał swoją własną, nowoczesną wizję Mekki, a w wyniku niekontrolowanej rozbudowy co roku ginęły dziesiątki, setki, a nawet tysiące osób. Najlepszym przykładem jest awaria klimatyzacji i oświetlenia w tunelu i wybuch paniki wśród pielgrzymów, którzy się udusili – zginęło wtedy 1426 pielgrzymów, a był to rok 1990. W roku 2006, czyli stosunkowo niedawno zginęło 400 osób. Zabezpieczenia pielgrzymki pozostawiają wiele do życzenia, a pielgrzymów z roku na rok przybywa coraz więcej. 
Po roku 2010 stała się rzecz straszliwa dla wszystkich miłośników historii i archeologii. Powstaje Królewska Wieża Zegarowa, drugi  najwyższy na świecie budynek. Wznosi się tuż nad Al-Kabą, a w planach jest budowa pierścienia drapaczy chmur wokół Świętego Meczetu. Bo kto by nie chciał zamieszkać dwa kroki od meczetu, a właściwie ponad nim? Już teraz wyburzono prawie 95% budynków o ponad tysiącletniej historii, a w miejscu domu Chadidży, pierwszej żony Proroka, stoją obecnie toalety.

Podsumowanie
Bardzo podoba mi się ten kompleksowy i nieco krytyczny obraz Mekki przedstawiony przez Sardara. Mekka pasjonuje i zachęca do odwiedzin od dawna. Zawsze była zamknięta i odgrodzona od świata. Autor opisuje ją jako spełnienie marzeń każdego muzułmanina, ale również jako miejsce pełne rasizmu i ksenofobii. Mieszkańcy Mekki wciąż czują się ważniejsi i lepsi od innych. Szczególnie wysoki status mają Saudyjczycy. Miasto swoje istnienie zawdzięcza dwóm kobietom, a mimo to kobiety są w nim tratowane jak przedmioty. Książka jest interesująca, a mimo, że momentami zdarzają się nudniejsze fragmenty, czyta się ją szybko i przyjemnie. Lektura zdecydowanie warta polecenia, szczególnie fascynatom historii i zagadnień religioznawczych. Raczej nie jest  to książka na przyjemny, leniwy wieczór. Mi się bardzo podobała i wciąż jestem pod wrażeniem tej całej historii.

Szczegóły:
Tytuł: Mekka. Święte Miasto
Tytuł oryginału: Mecca: The Sacred City
Autor: Ziauddin Sardar
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 440

czwartek, 8 czerwca 2017

W spojrzeniu wroga - Amie Kaufman, Meagan Spooner

W spojrzeniu wroga jest kontynuacją książki W ramionach gwiazd, którą jakiś czas temu się zachwycałam (czytaj TU). W tym bardzo ciekawym świecie science-fiction spotyka się kolejna para bohaterów. I wcale nie jest tak porywająco jak w części poprzedniej, gdzie czekała na nas świetna mieszanka kosmicznej przygody z misją przetrwanie. Przy tej części nieco się wynudziłam.

Na zabagnionej i zamglonej planecie Avon młoda, piękna i twarda Jubilee pełni funkcję kapitana. Razem z wojskami została wysłana na tę planetę aby stłumić bunt rebeliantów. Nie jest to jednak łatwe, gdyż chowają się na moczarach, które znają jak własną kieszeń. Flynn, młody rebeliant pewnego razu porywa z bazy kapitan Jubilee i tak zaczyna się ich przygoda.

Oboje muszą się ze sobą jakoś dogadać i mimo sprzeczności interesów sytuacja zmusza ich do współpracy. Na planecie dzieją się dziwne rzeczy, a we mgle na bagnach pojawiają się tajemnicze budynki. Zupełnie nie mogę się przekonać do Jubilee. Wciąż wydaje mi się oschła i uparta i żadne wydarzenia nie zatarły u mnie tego pierwszego wrażenia. Co innego Flynn, całkiem fajny z niego gość i super postać, chociaż mógłby być bardziej zdecydowany w niektórych sprawach.
 
Nie ukrywam, że nie do końca spodobała mi się ta para. Częściej skakali sobie do gardeł niż okazywali jakieś cieplejsze uczucia. Książka wydała mi się też nieco nudnawa. Całość opiera się na motywie „pokochałam wroga” czy czegoś podobnego do „Romea i Julii” i w sumie tyle. Dopiero na końcu pojawia się dość ciekawe rozwiązanie tajemnicy planety i dochodzą do historii bohaterowie z części poprzedniej. Jednak spodziewałam się jakiegoś większego „wow”, którego niestety nie doświadczyłam.

Książkę czyta się dobrze i szybko jak na młodzieżówkę przystało. Myślę, że większości fanów gatunku ta pozycja się spodoba. Ogólnie historia była dość dobra, jedynie wykonanie nieco nie wyszło, ale czuję, że sięgnę po ostatnią część. Tak z czystej ciekawości losów bohaterów. Jestem też chyba jedyną osobą, która nie zachwyca się okładkami… a Wy co  o nich myślicie? Jak dla mnie są za bardzo "cukierkowe". 

Szczegóły:
Tytuł: W spojrzeniu wroga
Tytuł oryginału: This Shattered World
Tom: 2
Cykl: Starbound
Autor: Amie Kaufman, Meagan Spooner
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 352

niedziela, 4 czerwca 2017

Majowe podróże - podsumowanie nie tylko czytelnicze

W maju książki nie były u mnie priorytetem. Zaczęły mi się liczne ćwiczenia terenowe na studiach
i przez dość długi czas byłam w rozjazdach.

3. W spojrzeniu wroga Amie Kaufman, Meagan Spooner (352)

Przeczytałam w sumie 1366 stron



1. Książka do kolorowania Władca Pierścieni. Będę się z nią relaksować przed lub po sesji.
2. Inteligencja kwiatów Maurice Maeterlinck - to prezent dla mamy na Dzień Matki
3. Andumenia Monika Glibowska - niespodziewajka od wydawnictwa Czwarta Strona (wkrótce będzie z nią konkurs)


Poza tym nic nie kupiłam! Jeaa. Ale pewnie nadrobię to w czerwcu.
Czytelniczo maj był skromny, ale za to co nieco pozwiedzałam (fajnie studiować geografię). Moja trasa prezentuje się tak:

                   START (WĘGRY i PÓŁNOCNA POLSKA)


czwartek, 25 maja 2017

Sknerus McKwacz i Zelazny - Nowa Fantastyka nr. 6/17


Z numeru na numer Nowa Fantastyka ma coraz ładniejsze okładki. No chyba przyznacie, że ta jest naprawdę mega!

W tym numerze królują opowiadania Rogera Zelaznego, a mi jest strasznie głupio, że jego książka czeka na mojej półce jeszcze nie przeczytana. Ale zacznijmy od artykułów.

Po pierwsze: nieśmiertelne potwory i news o zekranizowaniu ich w Kinowym Uniwersum Potworów. W tekście przytoczone są przeróżne przykłady z książek i filmów grozy: Mumia, Frankenstein, Dracula i ich liczne kontynuacje z całym przeglądem aktorów wcielających się w nich. Przyznam, że osobiście najbardziej lubię Draculę w roli Christophera Lee (ach ten jego głos!). 
Znalezione obrazy dla zapytania christopher lee dracula
Christopher Lee jako Dracula





Znajdzie się też coś dla fanów Brandona Sandersona – wywiad z autorem. 
Zdziwiłam się nieco tekstem o grze Syberia 3 i jej usterkach. Poprzedni numer był o Syberii i na moje oko to w nim powinna się ta wzmianka znaleźć. 

Kolejny artykuł jest genialny, a jego bohaterem jest Sknerus McKwacz! To jest bajka mojego dzieciństwa, a autor tekstu przedstawia nam podróż Sknerusa i jego autora Barska do Sławy. Wiedzieliście, że Kacze Opowieści były jednym z pierwszych wysokobudżetowych seriali animowanych? Współcześnie z historii kaczora inspirację czerpie wielu twórców. Sknerus McKwacz miał wpływ między innymi na Indianę Jonesa. Super tekst przywołujący wspomnienia. 

Ja znalazłam jeszcze jedną inspirację. Zobaczcie jak motyw kaczora funkcjonuje w muzyce: 

#Eudajmonia – Magdalena Kucenty To jest bardzo specyficzne opowiadanie. Nie wiedziałam, że można połączyć wątki słowiańskie z typowym science fiction. Bohaterką jest Śvienta z Noviportu. Bohaterowie żyją po części w cyfrowej rzeczywistości i grają w różnych drużynach. Nawet nie wiem jak to opisać, ale pomysł jest bardzo innowacyjny i interesujący.

Raskoł – Przemysław Karbowski Wyobraźcie sobie, że za 100 lat Polski nie ma. Polacy znajdują się na terytorium Rosyjskim, przeszli na prawosławie, a w Lublinie ma powstać Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny. Bohaterem jest Arcybiskup Wnuk, któremu towarzyszymy i który ma plan co polepszenia losów Polaków. Jednak druga część opowiadania jest wywiadem z Niekarasowem, który wygłasza poglądy o sytuacji na świecie, rozwiązaniu sprawy islamskich imigrantów, szlachectwie Rosji i pomocy dla Polaków. Ciekawa, bardzo ciekawa wizja przyszłego świata z naprawdę dobrym finałem.

~~~~~~~~~~

Teraz nadszedł czas na opowiadania Rogera Zelaznego. Jeśli nie czytaliście Kronik Amberu, nie czytajcie czegoś zatytułowanego Tytułem wstępu, bo będziecie mieć mega spojler. 
Wracając do rzeczy. W tym numerze znajdziemy następujące opowiadania:

"Opowieść Komiwojażera" – historia Luka, zaczarowanego miecza i przeskakiwania przez lustro na dwór pewnej królowej.
"Wracając do powrozu" 
"Niebieski koń, tańczące góry" – opowieść o Corwinie i jego podróży przez pustynie
"Całunnik i Guisel" – historia Merlina (nie tego co myślicie [chyba]), który budzi się w łóżku z wampirzycą i wyrusza zabić nasłanego na niego potwora (to opowiadanie bardzo przypominało mi jedno z opowiadań o Wiedźminie Sapkowskiego :D ) 

Opowiadania są naprawdę super. Chciałabym napisać coś więcej ale czasami straszne brakowało mi kontekstu i wiedzy o wspominanych wydarzeniach. Jednak nie czytając Kronik Amberu można spokojnie się z nimi zapoznać.
Teraz książki Zelaznego na pewno pofruną na szczyt mojego stosu hańby do przeczytania. To była naprawdę wciągająca próbka jego twórczości. 

poniedziałek, 15 maja 2017

Inwigilacja - Remigiusz Mróz


W tym roku to strasznie prześladują mnie książki z motywem Islamu, różne prezentacje i inne zaliczenia na studiach, plus wylosowałam czytanie Koranu na zajęciach. Spoko. I nie, nie studiuję religioznawstwa.

Inwigilacja to straszny misz-masz, ale w tym pozytywnym znaczeniu. Wszędzie w Europie są zamachy terrorystyczne, a Mróz przedstawił nam całkiem interesujące widmo potencjalnego zamachu w Warszawie.

Na jednym z osiedli zostaje zatrzymany muzułmanin. Okazuje się, że prawdopodobnie jest to chłopak, który zaginął lata temu w Egipcie. Zdesperowani rodzice widzą w nim zaginionego, przybranego syna. Wszystko było by ok, gdyby nie zarzuty, że przygotowywał zamach terrorystyczny. Zatrzymany Al-Jassam nie przyznaje się do niczego, nawet do bycia zaginionym synem.

Sprawa trafia do Chyłki, która podejmuje się obrony rzeczonego mahomatanina, bisurmana, saracena czy też Ali Baby, jak go zwykła prawie pieszczotliwie określać. W ogóle sporo nowych ksywek ponadawała wszystkim w tej części. Sprawa zaczyna cuchnąć, interesują się nią służby z ABW na czele, a Chyłka zaczyna czuć się zagrożona.

Tymczasem Zordon dzielnie ryje do egzaminów. Jego relacje z Chyłką są nadal napięte i z niecierpliwością wyczekuję książki w której wyjdą na jaką taką prostą. No ile można ich tak szarpać? Ciekawe zaznaczone są możliwości państwa w inwigilowaniu i szpiegowaniu obywateli. Ten motyw zainteresował mnie dużo bardziej niż zamieszanie z Islamem. Ale w pewnym momencie wydał mi się za bardzo przerysowany. To co, myślicie, że prześwietlą mi bloga za użycie słowa ‘terrorysta’?

                    - Widziałem, że zaparkowałeś swoje cinquecento obok mojego samochodu – rzucił  przyjaznym tonem imienny partner.
                   -Tak, ekhm… rzeczywiście
                   - Wyjątkowo charakterystyczny samochód.
                   Aplikant pokiwał głową nie mając zamiaru poprawiać szefa, że daihatsu nie ma wiele wspólnego ze wspomnianym fiatem. Stał w progu czekając, aż Żelazny powie, żeby zajął miejsce przed biurkiem. Ten jednak marszczył czoło, wpatrując się w ścianę.
                    - Nie, nie – bąknął. – Inaczej nazywają ten samochód…
                    - Oni?
                    - Słyszałem rozmowę kilku chłopaków z noryobory. [...]
                    - Pikaczento! – powiedział w końcu Artur. 

Jest sporo akcji, jest dynamicznie i wciągająco, a książki Mroza zawsze są dobrą rozrywką. Myślałam też, że trafiłam na pierwsza książkę Mroza ze spokojnym zakończeniem, ale nie. Końcówka byłaby idealna, gdyby Chyłka i Zordon bronili kogoś w Iraku, a nie w Warszawie. Rzeczone zdarzenie nijak mi  pasowało do polskich realiów. Oprócz tego było naprawdę super i czekam z niecierpliwością na kolejną część.

Szczegóły:
Tytuł: Inwigilacja
Tom: 5
Cykl: Joanna Chyłka
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron:  592

środa, 10 maja 2017

Throne of Glass - Sarah J. Maas


W ostatnim czasie przeczytałam dość dużo recenzji wychwalających tę książkę pod niebiosa. Kupiłam, przeczytałam i… ale o co tyle krzyku? Jak dla mnie książka jest przyjemna, ale zwyczajna. 

Lubię motyw skrytobójców i przeczytałam już dość dużo w tym temacie, więc miałam do czego porównywać. Szklany Tron niczym szczególnym się nie wyróżnił. 

Celaena Sardothien jest najsławniejszą zabójczynią Adarlanu. Niestety ktoś ją zdradził i została pojmana i skazana. Przebywa w Endovier gdzie pracuje w kopalni soli, swoistym „obozie śmierci” z którego nikt nigdy nie uciekł.. Wkrótce dostaje propozycję nie do odrzucenia. Może stać się czempionem, osobistym zabójcą na usługach króla, a po kilku latach kontraktu odzyskać wolność. Razem z księciem Dorianem i jego kapitanem straży Chaolem podróżuje do stolicy aby wziąć udział w swoistych zawodach, w których będzie musiała zmierzyć się z rywalami o tytuł czempiona i wolność. 

Pomysł na fabułę jest dość prosty. Celaena spodobała mi się jako postać. Uparta, lekko ironiczna, a zarazem dobra pod swoją maską asasyna. Nie do końca przekonał mnie trójkąt miłosny, który się tu pojawił. Wydał mi się taki.. zrobiony bardzo na siłę. Zaznaczę też, że nie był to nie wiadomo jak gorący romans. Zabójczyni zaczęła się podobać księciu Dorianowi, zabawnemu, oczytanemu i znanemu z podbojów serc dam dworu, ale gdzieś tam z tyłu czaił się też ciągle kapitan straży Chaol, cichszy i bardziej zdystansowany. 

Ta dwójka, czyli Dorian i Chaol tworzą bardzo udany duet. Oboje są przyjaciółmi, ale gdybym miała wybrać, który jest lepszy, czy też bardziej sympatyczny, to skłaniałabym się ku Chaolowi. Ta jego tajemniczość bardziej mi się spodobała. A jeśli już przy tajemnicach jesteśmy, to autorka zarysowała całkiem interesujący wątek magiczny. Nie wiemy o nim za dużo, ale coś czuję, że w kolejnych częściach będzie lepiej. I takie odniosłam wrażenie, że Szklany tron jest tylko wstępem do czegoś większego. 

Książkę czyta się dobrze. Momentami jest zabawnie, zwłaszcza kiedy zabójczyni zachowuje się z premedytacją jak rozwydrzone dziecko, ku irytacji Chaola i Doriana. 
Oryginalna wersja jest napisana prostym i zrozumiałym językiem. Serio, czyta się łatwo i polecam dla chcących zacząć czytać po angielsku. Weźcie też pod uwagę, że czytałam ją po angielsku i niektóre z nazw własnych użytych przeze mnie mogą się różnić od tych z polskiego tłumaczenia. 
Oczywiście nie żałuję, że po nią sięgnęła. Była dobra, niczego powalającego w niej nie znalazłam, ale mam nadzieję, że w kolejnej części wszystko się bardziej rozkręci.

Szczegóły:
Tytuł oryginału: Throne of Glass
Tom: 1
Cykl: Throne of Glass
Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo: Bloomsbury
Liczba stron: 422

piątek, 5 maja 2017

Nocarz - Magdalena Kozak


Dziś będzie, krótko, zwięźle i na temat :) 
Biorąc do ręki Nocarza nie spodziewałam się cudu. Książkę zdobyłam przez przypadek na książkowej wymianie i stała sobie dość długo na półce. Myślałam sobie „to będzie pewnie przeciętniak jakich wiele”, dopóki nie zaczęłam czytać. I przepadłam. Strasznie mnie wciągnęło!

Wampiry są tematem do którego zwykłam podchodzić jak do jeża. Nie raz i nie dwa fajny wampirzy motyw został zaprzepaszczony przez jakiś dziki młodzieńczy romans. Jednak w tym przypadku wampiry mi się podobają. Piękne czerwone oczy, uroda i blada cera? A gdzie tam! Tutaj wampiry są w ABW i mają super nowoczesny sprzęt, przechodzą szkolenia i treningi, walczą z terrorystami (złymi wampirami) oraz bronią przed nimi Polski. Wow. Dzieje się, oj dzieje. 

Jurek zaciąga się do ABW. Coś jest jednak nie halo. Dlaczego w poważnej instytucji każą mu oglądać filmy o wampirach i szperać w internecie w poszukiwaniu informacji rodem z książek fantasy? Wkrótce budzi się on dla Nocy jako Vesper i zaczyna nowe życie. 

Książka wciąga. Walka dobra ze złem, strzelaniny, prawdziwa męska przyjaźń i ciągłe kłopoty Vespera, który dziwnym trafem zawsze jest w centrum wydarzeń, to coś co nie pozwala się oderwać od czytania. Niczego z fabuły wam nie zdradzę, bo nie chcę spojlerować, ale po jej skończeniu miałam straszny niedosyt. Po takim zaskakującym finale chciałabym od razu sięgnąć po kolejną część. 

Słowa uznania dla autorki za takie zgrabne i swobodne poruszanie się w świecie sił specjalnych Polski, broni, specjalistycznego słownictwa i slangu. To wszystko naprawdę sprawia wrażenie autentyczności, a ja ostatnio gustuję w takich wojskowych klimatach, przez co podobało mi się podwójnie. Pani Kozak wyszła naprawdę dobra, męska książka dla każdego. 
Jeśli lubicie fantastykę i nie stronicie od militariów, będziecie z tej książki zadowoleni! Polecam. 

Szczegóły:
Tytuł: Nocarz
Tom: 1
Cykl: Wampiry w ABW
Autor: Magdalena Kozak
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 397

poniedziałek, 1 maja 2017

Angielski kwiecień - czytelnicze podsumowanie

Kwiecień pod względem czytelniczym był bardzo dobry. Na półki doszło sporo nowych książek, głównie po angielsku. Byłam również koncercie Harry Potter - film + orkiestra to jest coś! Polecam, na drugą część też pojadę! 
A teraz skupmy się na książkach:


5. Piękny nieznajomy Christina Lauren     (345)
6. Piękny gracz Christina Lauren     (432)
7. Piękny sekret Christina Lauren     (401)
8. Mekka. Święte Miasto Ziauddin Sardar     (480)
9. Nocarz Magdalena Kozak     (400)

W sumie przeczytałam: 784+336+348+496+345+432+401+480+400 = 4022 stron

Ten miesiąc jest znacznie lepszy niż poprzednie. Chyba nadrabiam trochę książek przed moimi wielkimi nieobecnościami na przełomie maja i czerwca, wybywam na ćwiczenia terenowe i nie będzie mnie, chociaż może uda mi się zaplanować jakąś recenzję. 



W kwietniu zdobyłam bardzo dużo angielskich książek, tak przez przypadek. Zrobiłam zakup życia. Weszłam sobie do lumpeksu, tak z kimś do towarzystwa. Patrzę. A tam książki! Wszystkie po angielsku! Po 2 zł za sztukę! No to wzięłam te najmniej zniszczone :D 


1. The Affair Lee Child (Ostatnia sprawa)

2. Tripwire Lee Child (Wróg bez twarzy) - nigdy nie czytałam Lee Child i jestem ciekawa jego twórczości. 

3. A Time to Kill John Grisham (Czas zabijania) - tego Pana już znam i bardzo podobał mi się jego Góra bezprawia, więc mam nadzieję na porywającą lekturę

4. The Last Conquest Berwick Coates - nie mam pojęcia co to jest poza tym, że opisuje bitwę pod Hastings. 

5. The Religion Tim Willocks - to jest podobno dobre. Książka skupia się na obronie twierdzy przed tureckim wojskiem Sulejmana Wspaniałego. 

6. This Charming Man Marian Keyes - to wzięłam bo było stosunkowe nie zniszczone. Jakaś babska książka z różowo-fioletową okładką. Zobaczymy. 

7. Gold of the Goods Bear Grylls - (!) Chciałam ją przeczytać po polsku, ale na okładce jest pająk! A ja się boję pająków. No to mam po angielsku z piękną i bezpieczną okładką. hahahah

I to by było na tyle książek za 2 zł :)  Teraz reszta:
8. The Call. Wezwanie Peadar O'Guilin - Egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Czwarta Strona. [RECENZJA]

9. Inwigilacja Remigiusz Mróz - chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego to kupiłam :) 

10. Throne of Glass Sarah J. Maas - spodobała mi się twórczość Maas, więc postanowiłam zabrać się za Szklany Tron. Dobre to jest, znacie, polecacie? 

11. Mekka. Święte miasto Ziauddin Sardar - jest to książka o historii Mekki. Czytałam ją na zaliczenie kursu na studiach (dostałam zgodę na jej czytanie, uff) i muszę jeszcze napisać recenzję na 5 stron! Opublikuję ją też na blogu i będzie na pewno najdłuższą w historii Latających książek.  


12. Królestwo Kanciarzy Leigh Bardugo - jestem zawiedziona wydaniem tej książki. Okładka jest piękna, ale wszystko psują obrzydliwe, różowe strony. Fuuuj

13. Inwazja na Tearling Erika Johansen - druga część Królowej Tearlingu. Bardzo mi się podoba wydanie tych książek.



A jak wyglądał Wasz kwiecień? 


piątek, 28 kwietnia 2017

Królowa Tearlingu - Erika Johansen


Królowa Tearlingu swoje na półce odstała. Teraz, kiedy nareszcie ją przeczytałam jestem zadowolona z lektury, ale jest kilka szczegółów do których muszę się przyczepić. 

Kelsea dorastała w ukryciu przed skrytobójcami. Gdy ukończyła dziewiętnaście lat, nadszedł czas na powrót do królestwa i zasiadnięcia na należnym jej tronie. Jednak jej wuj, obecny regent wcale nie chce oddać władzy i zrobi wszystko, aby pozbyć się Kelsea. 

Książka skupia się głównie na pierwszych dniach i tygodniach panowanie i przebywania na zamku. Bohaterka konfrontuje swoją wizję rządzenia ludźmi i szarą i brutalna rzeczywistością. Tearling od lata żyje w strachu przed najazdem Szkarłatnej Królowej z Mortmesne. Czy kraj jest dość silny do konfrontacji i czy Kelsea przetrwa w niebezpiecznym świecie magii, skrytobójców i spisków? 

A teraz przygotujcie się na coś co mi się nie podobało:

Jedna istotna rzecz nie do końca mnie przekonała. Niestety jest to przedstawiony świat. Wyobraźcie sobie, że dawno temu ludzie porzucili zepsuty współczesny świat i rozpoczęli Przeprawę do nowego miejsca w którym porzucili technologię. Jesteśmy po prostu w średniowieczu i wszystko byłoby ok, gdyby Kelsea nie wspominała co chwilę, że kiedyś to były książki elektroniczne, albo komputery robiły skomplikowane obliczenia. Jest to swoiste i lekko dziwne połączenie średniowiecznych realiów ze współczesną wiedzą. Czyli ludzie wiedzą, że jakiś tam wynalazek kiedyś był, ale nie umieją go stworzyć. Bardzo specyficzny świat i jak dla mnie wystarczająco ciekawie byłoby po prostu w średniowiecznych realiach. Ta mieszanka nie do końca mnie przekonała, niby utopia, ale w sumie to chyba bardziej antyutopia... sama nie wiem, ale jednak trochę dziwnie było czytać jak bohaterka bierze z biblioteki egzemplarz Władcy pierścieni.  

Ok, koniec czepiania się. Może to wszystko wydawać się straszne, ale tych współczesnych nawiązań nie ma aż tak wiele. Zobaczymy czy się to rozwinie w kolejnej części. Książkę się czyta naprawdę bardzo dobrze. Jest wciągająca i z przyjemnością śledziłam losy Kelsea. Oprócz niej, na ogromny plus zasługuje postać Ducha. Nikt nie wie kim on jest, zawsze nosi maskę i jest kimś w rodzaju króla złodziei. Bardzo tajemnicza postać, która bardzo wiele wniosła szczególnie do klimatu powieści, dodając nieco zagadkowości i niepewności.

Książka jest dobra. Po przeczytaniu wiele zachwalających ją recenzji spodziewałam się czegoś bardziej oszałamiającego, ale nie ukrywam, że czytałam ją z przyjemnością. :) Dodam jeszcze na koniec, że wydana jest przepięknie.

Szczegóły:
Tytuł: Królowa Tearlingu
Tytuł oryginału: The Queen of the Tearling
Tom: 1
Cykl: Królowa Tearlingu
Autor: Erika Johansen
Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 486

wtorek, 25 kwietnia 2017

Ludzie na Wenus i ulubiony Merlin - Nowa Fantastyka nr. 05/17


Z okładki patrzy na nas główna bohaterka gry „Syberia 3”. Cóż… trochę jestem zorientowana w tych grach i chciałam się dowiedzieć czegoś o najnowszej odsłonie, ale nie za dużo tego było. Tekst jest przeglądem różnych artystycznych wizji i prób kopiowania żywych stworzeń. Poznajemy między innymi mechanicznego lwa Leonarda da Vinci. 


Jarosław Grzędowicz pisze dla nas już 35 lat. Jesteście jego fanami? Jeśli tak, to znajdziecie w tym numerze coś dla siebie. Mi do tej pory było z nim nie po drodze, ale chyba wszyscy słyszeli o Panu Lodowego Ogrodu i tegorocznym Hel 3

Najbardziej zadowolona jestem z artykułu o Merlinie. Jest to zbiorcze przedstawienie tego jak legendy arturiańskie zmieniały się w popkulturze. Kto z czasem stawał się dla odbiorcy ważniejszy: Artur, Merlin czy może postać kobieca – Morgana? Ja jestem od zawsze zakochana w tych legendach i jestem raczej na bieżąco ze wszystkimi ekranizacjami. No to, co? Który Merlin jest waszym ulubionym? Mój faworyt to Sam Neill. 



OPOWIADANIA:
Jestem bardzo zadowolona z tekstów polskich autorów. Trafiły w mój czytelniczy gust w 100%.
Złącze to opowiadanie o bliżej nieokreślonej wojnie. Klimat bardzo przypominał mi Metro2033 i postapokaliptyczny świat pełen broni, walk i przemocy. Set bierze udział w wojnie i razem ze swoją grupą przemieszcza się pod ostrzałem nieprzyjaciela walcząc z wrogiem. Musi się również zmierzyć z szarą rzeczywistością po wojnie i prześladującymi go demonami. Bardzo się wkręciłam w to opowiadanie. Świetny styl i język oraz miażdżące czytelnika zakończenie. To było jak obuchem w łeb i dla tego uczucia na końcu warto je przeczytać. Polecam, jest super.
Nadszedł czas na mój numer 1 tego numeru. Coś umiera w Radosnej to klasyczne fantasy. Jest podzielone na akty i jak na opowiadanie charakteryzuje się całkiem sporym gronem bohaterów. W opisywanym świecie Krzyżowcy nawracają ludzi wierzących w pierwotne bóstwa natury i nie stronią od przemocy. Grupa najemników wędruje do miasta i zatrzymuje się we wsi Radosna. Ludzie i magini spotykają znajomych w przydrożnej karczmie. Wkrótce między ludźmi, czarodziejką a krasnoludami pojawia się konflikt. Bardzo mi przypadło do gustu to opowiadanie i szczerze żałowałam, że skończyło się tak szybko. Na moje oko to genialny materiał na powieść. 
Fantastyczna wizja przyszłego świata i życia na Wenus. Grupa rosyjska kieruje się do osady z której górnicy nie dają znaku życia. Katia jest badaczką zwierząt, czy też organizmów żywych na Wenus. Razem z grupą wojskowych poszukuje przyczyny zgonów ludzi. Klimat opowiadania jest bardzo specyficzny, taki bardzo zimnowojenny. Rosjanie, a zwłaszcza kapitan grupy o wszystko obwinia Amerykanów i ciągle podkreśla swoje uprzedzenie do nich. Jest ciekawie, Wenus nieco przypomina Ziemię, a Katię polubiłam od razu. Aż chciałoby się czytać więcej i więcej o wenusjańskich rosyjskich, brytyjskich i amerykańskich koloniach. To opowiadanie zdecydowanie polecam.

Krótko o pozostałych opowiadaniach:
Jest to opowiadanie o poszukiwaniu pewnego profesora, który udał się w podróż aby znaleźć ośrodki krystalizacji, czyli ludzi mających największy wpływ na społeczeństwo. Nad ziemią unosi się tajemniczy obiekt rzekomo kontrolujący umysły. Zgrabne science-fiction, ale jakoś mnie nie powaliło.
Kolejne opowiadanie to wizja przyszłości, gdzie zaciera się granica między robotem a człowiekiem. Trwa odkrywanie kosmosu, a Vincent jest na Ziemi sławny przez swoje długie kosmiczne podróże i mapowanie kosmosu. To trochę zaciąga filozofią czy też etyką: czy robot może równać się człowiekowi.
To opowiadanie o Maryam Gibson, która jest fizykiem. Chce zostać zapamiętana przez historię i odkryć w kosmosie coś nowego. Po swoich 30 urodzinach zaczęła szukać nowych obiektów w przestrzeni kosmicznej. Zastanawialiście się kiedyś jak będzie wyglądał koniec świata? W tym opowiadaniu możecie to zobaczyć.

Szczegóły:
Nowa Fantastyka
miesięcznik
nr 05/2017

czwartek, 20 kwietnia 2017

Połączeni. Znajdź mnie - Laurelin Paige


Po tę książkę sięgnęłam z czystej ciekawości losów bohaterów. Miałam też nadzieję na coś super, bo końcówka poprzedniej części zapowiadała obiecującą kontynuację. Przeczytałam i nie jestem nią zachwycona. Było po prostu OK. 

Zaczęło się dość ciekawie. JC zniknął, a Gwen próbuje o nim zapomnieć. Gwen pracuje w The Sky Launch i zaprzyjaźnia się z jej szefową Alayną i Hudsonem. Nagle JC pojawia się w telewizji jako świadek procesu o zabójstwo pewnej kobiety i wkrótce następuje spotkanie.
W recenzji pierwszej części (czytaj TU) napisałam, że JC wydał mi się strasznym dupkiem. Zrehabilitował się na początku książki, ale pod koniec znowu wydał mi się dupkiem. Powiem tylko, że odstawił niezłą akcję. 

Mogło być ciekawie, ale wyszło zwyczajnie. Jak na erotyk było dość spokojnie. Pojawiły się chyba tylko trzy sceny seksu, które przyznam, są bardzo dobrze napisane, ale nie mamy tu szalonego erotycznego układu między bohaterami, który był fajnym zagraniem autorki w poprzedniej części. 

Stało się to, czego najbardziej się obawiałam. Ten wątek zdominował prawie połowę książki: dziecko i spina o to kto jest ojcem. Masakra. Mam wrażenie, że taki wątek pojawia się w połowie erotyków, a przynajmniej w tych, które czytałam. Miałam nadzieję na większy udział wątku kryminalnego, który naprawdę miał potencjał, ale został potraktowany bardzo po macoszemu. Jeśli znacie jakiś erotyk z porządną strzelaniną, napiszcie mi o tym w komentarzu. 

Podsumowując, historia miała potencjał, który pozostał niewykorzystany. Jakby autorka bała się wyjść poza strefę bezpieczeństwa i zrobienia kroku w kryminalną stronę, która była dla mnie najbardziej obiecująca. Książka zakończyła się dość, hmm… stanowczo i wygląda na to, że kolejnej części nie będzie. Ja traktuję tę historię jako miły dodatek do podstawowej serii, czyli Uwikłanych (czytaj TU). Jak już napisałam na początku, było OK, ale bez fajerwerków. 

Szczegóły:
Tytuł: Połączeni. Znajdź mnie
Tytuł oryginału: Find Me
Tom: 2
Cykl: Połączeni
Autor: Laurelin Paige
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Liczba stron: 296

sobota, 15 kwietnia 2017

Elantris - Brandon Sanderson


Na rynku książek zaczęło mi brakować dobrych, jednotomowych książek fantasy. Większość autorów na fali popularności pierwszej części tworzy jakże popularne trylogie i znaleźć dobrą "jednotomówkę" jest coraz trudniej. Na szczęście mamy Sandersona – jednego z moich ulubionych autorów, który stworzył Elantris.

W książce mamy trzy równorzędne perspektywy. Książe Raoden budzi się… martwy. Na pomarszczonej skórze pojawiają się czarne plany, włosy wypadają, a każda rana boli, a ból nigdy nie mija. Tacy ludzie są nazywani Elantryjczykami i są wysyłani do upadłego, brudnego miasta Elantris, gdzie cierpią w nieskończoność nie mogąc umrzeć i uwolnić się od bólu. Właśnie w tym mieście Raoden stara się poznać ludzi i rozwikłać przyczyny klątwy i upadku miasta, które kiedyś było kwitnące, pełne magii i boskich istot. Część opowiadana właśnie z perspektywy księcia jest moją ulubioną. Ten bohater jest dobry, po prostu dobry i nie ma żadnej złej przeszłości, która by go w jakiś sposób prześladowała i to mi się bardzo spodobało.

W tym samym czasie do stolicy Arleonu, Kae, trafia księżniczka Sarene mająca poślubić księcia Raodena, ale nie jest jej dane go spotkać. Automatycznie zostaje wdową i musi się zmierzyć z utrzymaniem pozycji słabnącego, źle rządzonego państwa i obroną przed wpływami z Fjordenu. Sama Sarene jest bardzo ciekawą żeńską postacią. Jest silna, ciekawska, wykształcona i nie waha się podjęć ryzyka.

Z Fjordenu przybywa Hrathen, kapłan niosący fanatyczną religię i misję nawrócenia mieszkańców Arleonu dla swojego boga i cesarza. Nie bardzo go polubiłam i te fragmenty były dla mnie najgorsze, ale bardzo mi się podobało to jak autor przedstawił religijny fanatyzm i do czego może on doprowadzić. Z tego względu książka wydała mi się bardzo aktualna biorąc pod uwagę wydarzenia na świecie, chociaż premiera miała miejsce ponad 10 lat temu.

Kolejnym wartym pochwały elementem jest magia. Niektóry są w stanie rysować w powietrzu Aony - świetliste glify, które są ujściem mocy. Sam motyw magicznych glifów nie jest czymś nowym. Nie pamiętam czy czytałam książkę z czymś takim (no może Wiedźmin ma podobną magię), ale na pewno grałam w jakąś grę komputerową. Podsumowując, autor stworzył interesujący system magiczny i... nie będę więcej zdradzać – sami to musicie przeczytać.

Książka ma idealną długość i bardzo, bardzo mi się podobała. Jest to naprawdę świetne fantasy pełne magii i zapadających w pamięć bohaterów. Na początku musiałam się trochę w tę historię wkręcić, ale potem nie mogłam się już oderwać. Gorąco polecam.

Szczegóły:
Tytuł: Elantris
Tytuł oryginału: Elantris
Autor: Brandon Sanderson
Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 660

środa, 12 kwietnia 2017

A Court of Mist and Fury - Sarah J. Maas

A Court of Mist and Fury jest G E N I A L N A. Dawno nie czytałam książki, która posiada zamknięty w sobie tak wielki ładunek emocji. Przeżywałam ją strasznie, a po skończeniu nie mogłam znaleźć siły aby przeczytać coś innego.


Przed zaczęciem czytania zauważyłam, że cała blogosfera i nie tylko szaleje za Rhysem, księciem Dworu Nocy. I wiecie co? Jeśli przeczytacie tę książkę, to też się w nim zakochacie. Uwierzcie mi, nie ma innej opcji, już autorka o to zadbała. W dodatku całe moje postrzeganie części poprzedniej zostało przewrócone do góry nogami. Ci dobrzy stali się złymi i na odwrót, no, zamieszanie jest i to spore.

Po ocaleniu Pyrthianu wszystko miało być jak z bajki. Feyre wróciła do Dworu Wiosny, przygotowuje się do ślubu i żyje w luksusie. Jednak nocami prześladują ją koszmary przeżytych okropności. Nie chce być też księżniczką zamkniętą w złotej klatce. Wkrótce największy przeciwnik Rhysand upomina się o część umowy zgodnie z której Feyre musi co miesiąc mieszkać przez tydzień w Dworze Nocy. Tymczasem nad magiczną krainą fae zbierają się czarne chmury i widmo wojny, które może zagrozić przyjaciołom i rodzinie Feyre.

Wydarzenia nie są jakoś specjalnie nowatorskie, czy cechujące się czym absolutnie wyjątkowym. Takie standardowe przygotowania do wojny, szkolenia itp. Nie wierzę, że to piszę, ale gdyby książka była nieco krótsza, akcja byłaby szybsza. Z drugiej strony uwielbiam każdą jedną linijkę tekstu i mogłabym przeczytać z 500 stron więcej, żeby tylko nie opuszczać magicznego Prythianu.

Głównym i najważniejszy wątkiem jest relacja Feyre – Rhysand. I to jest największa zaleta tej powieści! To rosnące napięcie, skakanie sobie do oczu, docinki, flirty i treningi są mega. Przez całą książkę drżałam ze zniecierpliwienia chcąc jak najszybciej poznać koniec i jednocześnie nie dotrzeć do niego za szybko.

Atmosfera jest zupełnie inna niż w poprzedniej części. Jest mrocznie, zmysłowo i niebezpiecznie. Odkrywamy tajemnicze krainy północy i sekrety Dworu Nocy. W tej książce jest też jedno z najpiękniejszych wyznań miłości jakie kiedykolwiek czytałam. Jestem naprawdę zachwycona tą historią i szczerze polecam oryginalną, angielską wersję. Czyta się naprawdę łatwo i przyjemnie. Przeczytałam też z grubsza tłumaczenie i nazwy oraz niektóre sytuacje bez drobnych modyfikacji tłumaczeniowych brzmią po angielsku prostu lepiej.
Polecam wszystkim tę serię. Sama nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam z poznaniem książek tej autorki.

Szczegóły:
Tytuł oryginału: A Court of Mist and Fury
Tom: 2
Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo: Bloomsbury UK
Liczba stron: 624

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

The Call. Wezwanie - Peadar O'Guilin [PRZEDPREMIEROWO]


The Call jest książką która w bardzo pomysłowy sposób łączy fantastykę z dystopią. Po pierwsze, nie porównywałabym jej z Igrzyskami Śmierci ani Więźniem Labiryntu. Dystopie i apokaliptyczne wizje świata są teraz „na topie”, ale w tej książce panuje zupełni inny klimat niż we wszystkich książkach tego typu, które do tej pory czytałam. Jedyny wspólny element to walka o przetrwanie, i tyle.

Irlandia została odcięta od świata. Nie latają samoloty, promy wracają puste na brzeg, a młodzież uczy się i trenuje w specjalnych szkołach przetrwania. Wszystko po to aby przetrwać wezwanie i Trzy Minuty.
Wieki temu tajemniczy, magiczny lud Sidhe został wygnany do podziemnej, szarej krainy, gdzie mieszkają potwory, bagna wypełnia żrący kwas, a sami Sidhe noszą płaszcze ze skór ludzi. Właśnie do tej krainy, trafia każdy nastolatek. Znika z ziemskiego świata i pojawia się z powrotem po dokładnie trzech minutach. Niektórzy przeżywają, ale inni wracają martwi, w strasznym stanie. Jedyny ratunek to mordercza ucieczka przed prześladowcami.

Nessa i jej przyjaciele Megan i Anto też czekają na wezwanie. Nessa jest inna niż reszta uczniów szkoły. Jest niepełnosprawna, jej nogi są porażone i z trudem chodzi. Czy uda jej się przetrwać w krainie gdzie szansą na przetrwanie jest jak najszybszy bieg?

Zacznę od plusów. Bardzo mi się podobał oniryczny klimat i wygląd Szaroziemi. To jak wizja z najgorszych koszmarów, a rzeczy które się tam działy napawały mnie autentycznym obrzydzeniem i przerażeniem. Jestem pod wrażeniem tego, jak autor wplótł irlandzki folklor i baśniowe postacie pięknych wróżek do tego makabrycznego, stworzonego przez siebie świata.
Duża część akcji dzieje się w szkole do której chodzi Nessa. Cała historia wydała mi się nieco poszatkowana, bo narracja prowadzona jest z punktu widzenia wielu uczniów. Książka zyskałaby, gdyby to Nessa była narratorką, może nie byłoby takiego skakania pomiędzy poszczególnymi bohaterami.

Mimo wielu makabrycznych scen, książka jest przeznaczona głównie dla młodszych czytelników – na moje oko wiek gimnazjalny. Mnie ta książka nie do końca przekonała. Czegoś mi w niej zabrakło i czuję lekki niedosyt, głównie po finale, ale mam na uwadze to, że kolejna część się na pewno pojawi. Muszę jednak przyznać, że pomysł na fabułę jest pomysłowy, książkę czyta się dobrze i powinna zadowolić fanów gatunku. 

Za możliwość przeczytania dziękuję:
Znalezione obrazy dla zapytania czwarta strona

Szczegóły:
Tytuł: The Call. Wezwanie
Tytuł oryginału: The Call
Tom: 1
Autor: Peadar O'Guilin
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 350

wtorek, 4 kwietnia 2017

Noc Kupały - Katarzyna Berenika Miszczuk


Nocy Kupały nie mogłam się doczekać, ale też miałam pewne obawy, że ten słowiański klimat zostanie nieco mniej zaakcentowany. Niepotrzebnie się martwiłam., bo wyszło naprawdę bardzo dobrze. 

W Bielinach u podnóża Łysej Góry zbliża się Noc Kupały. Uczennica Szeptuchy Gosia wkrótce będzie musiała wybrać komu da kwiat paproci. Czy będzie to któryś z bogów, czy mężczyzna dla którego straciła głowę? Niespodziewanie pojawia się komplikacja w postaci Ote, dawnej żony Mieszka. Gosia będzie musiała przezwyciężyć zazdrość aby ocalić swoją miłość do Mieszka. 

Słowiański klimat był, ale raczej nie poznajemy nowych stworów. Przyplątała się jedna bogini, jest problem ze strzygą, ale oprócz tego nic nowego nie doszło. Co nie oznacza, że nie jest klimatycznie, magicznie i tak dalej. Bardzo, ale to bardzo lubię kulturę Słowian, a w tej książce czuć klimat dawnych zwyczajów. Szczególnie mi się podobał opis Nocy Kupały.  Ta niby współczesna Polska, rządzona przez Piastów i słowiańskich bogów ma coś w sobie i wcale bym się nie obraziła, gdyby ktoś zamienił nasza polską rzeczywistość na tą z książki Pani Miszczuk.   

Gosia mi się podobała, ale niektóre sceny były irytujące i jakby na siłę wepchane. Szczególnie chodzi mi o te dotyczące jej fobii przed kleszczami i chorobami, których boi się bardziej niż wąpierzy. To mnie trochę śmieszyło, ale tak pozytywnie. Ucieszyło mnie, że tym razem wykazała nico większe zainteresowanie naukami Baby Jagi i w pewnym stopniu porzuciła medycynę na rzecz tajemniczych rytuałów. Szkoda, że autorka nie podkreśliła nieco roli i nie przybliżyła nam bardziej innych bohaterów, nie tylko Gosi i Mieszka. Tak bardzo chciałam więcej Sławy. Chociaż pojawiają się dość ciekawe retrospekcje, które mogę nawet oburzyć wielbicieli historii Polski. No bo jak to w końcu z tą Dobrawą było?

Co do romansu, to był bardzo ładny, ze smakiem, ale na początku trochę mnie irytował. Akcja za wolno się rozkręcała, ale za to finał to było COŚ. Nie mogę narzekać na brak emocji, bo działo się dużo. Bogowie się uaktywniają i nie mogę się doczekać kolejnej części. Książkę czyta się lekko i przyjemnie. Dowcipny język, ukochane słowiańskie demony i magiczny klimat to zdecydowanie największe zalety tej książki. Polecam. 

Szczegóły:
Tytuł: Noc Kupały
Cykl: Kwiat paproci
Tom: 2
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: W. A. B.
Liczba stron: 352

niedziela, 2 kwietnia 2017

Marzec - wiosenne podsumowanie

W marcu się sporo działo.
Byłam na spotkaniu autorskim z Brandonem Sandersonem w Krakowie. Było super, kolejka po autografy była dłuuuga, ale mi udało się stać prawie że na początku. :) Oczywiście na zdjęciu wyglądam masakrycznie po biegu z zajęć, ale co tam :D
Mam dwie podpisane książki, których nikomu nie pożyczę <3 haha


Ten semestr mam bardzo zawalony zajęciami i wyjazdami terenowymi (uroku bycia geografem) i trzymam poziom mniej więcej 6 książek miesięcznie. 



4. Manwhore +1 Katy Evans  (336)
5. Noc Kupały Katarzyna Berenika Miszczuk (352) - recenzja wkrótce
6. A Court of Mist and Fury Sarah J. Maas  (624) - recenzja wkrótce


W sumie przeczytałam: 400+496+448+336+352+624= 2656 stron

Jestem zadowolona z mojego wyniku, biorąc pod uwagę, że przeczytałam dwie dość grube książki po angielsku i jestem dumna podwójnie, bo nie miałam ze zrozumieniem treści absolutnie żadnego problemu <3 
Nigdy nie twierdziłam, że umiem dobrze angielski, ale w tym miesiącu stwierdziłam, że chyba jednak coś tam umiem :) 



W tym miesiącu jest dość skromnie z książkami. Staram się nie popaść w zakupoholizm:


1. Syreny Joseph Knox - egzemplarz finalny od Wydawnictwa Otwartego. Naprawdę mroczny kryminał [RECENZJA]


2. Czarne nenufary Michel Bussi - wygrzebałam tę książkę w jakimś markecie za 10 zł. Pamiętam, że kiedyś dawno chciałam ją kupić, ale dlaczego to już nie wiem. Cóż, kupiłam bo okładka jest śliczna i się świeci, ale skoro mnie kiedyś zainteresowała... to może dobra jest ;) czytaliście?

3. A Court of Thorns and Roses Sarah J. Maas - moja pierwsza książka Pani Maas i jestem zachwycona. Świetnie pisze, a wydanie oryginalne jest piękne.

4. A Court od Mist and Fury Sarah J. Maas  - i kolejna część Dworu ;) kocham tę książkę, recenzja wkrótce. Jedyne czego żałuję, to to, że nie ogarnęłam, że kupuję wydanie brytyjskie a nie amerykańskie :( no ale trudno, przeżyję jakoś 
Obie książki kupiłam za 43 zł w Empiku ;)  



Moim WIELKIM zakupem była też nowa półka na książki!!!


Nareszcie mogłam zdjąć znad łóżka swoją wieżę, która zaczęła się niebezpiecznie chwiać. 


A jak wyglądał Wasz marzec?



czwartek, 30 marca 2017

Szóstka Wron - Leigh Bardugo

Miło jest powrócić do świata Griszów, magii i złodziei. Szóstka wron jest o wiele, wiele lepsza niż Trylogia Grisza i od początku mnie wciągnęła.

Kaz Brekker jest przestępczym geniuszem, który zebrał ekipę wyrzutków, najlepszych w swoim fachu, których przyciągnęła wizja nagrody większej niż można to sobie wyobrazić. Planują skok życia, coś co nie udało się nikomu. Muszą włamać się do niezdobytej twierdzy – Lodowego Dworu w mroźnej Fjerdzie i porwać z niej pewnego więźnia. Nie dać się zabić, wrócić do Ketterdamu i odebrać nagrodę.

Cała ekipa Kaza – Inej, Jesper, Nina, Matthias oraz Wylan jest mega pozytywna i uwielbiam wszystkich. Nie są od razu zgrani i często występują między nimi tarcia. Jednak żeby skok się udał, muszą nauczyć się współpracy i przełamać wzajemne niechęci.

"Wasza dwójka już dopilnuje, żebyśmy się dobrze bawili, co? - zapytał Jesper. - Zwykle ludzie zaczynają się nienawidzić po tygodniu wspólnej roboty, ale wy macie wyraźna przewagę."

Książka jest gruba, a większość stron to opis jednej nocy. Nocy z włamania się. Opisywane są różne godziny i to co dani bohaterowie w tym momencie robią. Wszystko jest zgrabnie podzielone i każdy ma swoją część historii opisywaną z jego punktu widzenia. Rozwój wypadków jest naprawdę interesujący i różne osoby patrzą na wszystko z zupełnie odmiennych perspektyw. To chyba jest główny walor tej książki – różne punkty widzenia. Cała akcja nie byłaby tak wciągająca gdyby narrator był jeden. Sam pomysł wielkiego skoku nie jest nowy, a cała ekipa przypominała mi trochę tę od Sandersona ze Zrodzonego z mgły, jednak są wyjątkowi i jedyni w swoim rodzaju.

Najbardziej podobała mi się relacja łącząca Ninę – grisze i Matthiasa – łowcę grisz. Strasznie skakali sobie do gardeł i przy tym takie napięcie było między nimi, że ho ho. To właśnie z ich perspektyw ta historia najbardziej mi się podobała. Kaz jest równie świetny, zawsze ma jakiś plan awaryjny, przebiegły i z trudna przeszłością, którą pokazuje nam co jakiś czas w retrospekcjach. Nie mam pojęcia dlaczego autorka uczyniła ich wszystkich tak młodymi. Większość ekipy ma około 17 lat, a zachowują się jak osoby dorosłe i dawno dojrzałe, co jest bardzo ok i pasuje do przedstawionego świata pełnego brutalności, krwi i niebezpieczeństw.

"- Jestem biznesmenem - powiedział jej. - Ni mniej, ni więcej.
- Jesteś złodziejem, Kaz.
- Czyż nie to właśnie powiedziałem?"

Końcówka jest świetna i zapowiada coś dużego w kolejnym tomie. Już nie mogę się doczekać aż go zdobędę. Książka jest bardzo, bardzo dobra. Jest napięcie, są zwroty akcji i momenty w których dosłownie szczena opada na ziemię. Jest też sporo dobrego wisielczego humoru. 

Jest tylko jedna rzecz do której mogę się przyczepić – tłumaczenie. Ja wiem, że różne osoby tłumaczyły Trylogę Grisza i tę książkę, ale nazwy własne i imiona niektórych postaci mogłyby pozostać nie zmienione. Przyzwyczaiłam się np. do nazwy Eterealnicy, a w tej książce jest zmieniona na Eterycy. Trochę zamieszania jest, szczególnie jeśli czytało się poprzednie książki Bardugo. Ale da się przeżyć.


Na koniec powiem krótko – polecam, bo to naprawę dobre fantasy.

Szczegóły:
Tytuł: Szóstka Wron
Tytuł oryginału: Six of Crows
Tom: 1
Cykl: Szóstka Wron
Autor: Laigh Bardugo
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 496
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...