piątek, 27 marca 2015

Obca - Diana Gabaldon

Nie wiem jak opisać moje uczucia po przeczytaniu Obcej. Jestem jednocześnie zachwycona i wstrząśnięta. Claire przenosi się w czasie do Szkocji z XVIII w. Wiedziałam, że nie będzie prowadzić sielskiego żywotu z księciem z bajki, ale to co się działo naprawdę mnie zszokowało. Jeśli szukacie świata pełnego romantycznych bohaterów, gdzie wszystko się dobrze kończy, to źle trafiliście. Szkocja zaskakuje swoją brutalnością, ciągłymi walkami, gwałtami, więzieniami i opisami tortur. Niektóre momenty są naprawę straszne.

Claire na swojej drodze spotyka szkota Jamiego, do którego zostaje przywiązana wbrew swojej woli przez małżeństwo. Z czasem zaczyna coś do niego czuć. Jednak cały czas tęskni za swoim mężem Frankiem, który został w roku 1945. Nasza bohaterka przeżywa wiele dylematów i czuje się rozdarta. Znajduje satysfakcję w leczeniu chorych i waha się: zostać czy odejść?  Mnie książka porwała od samego początku (konkretnie od strony nr 2). Jeśli czytasz uparcie do 4 rano, bo musisz skończyć to wiedz, że coś się dzieje ;). Z wielką radością oznajmiam, że fabuła się nie wlecze! Książka jest napakowana wydarzeniami do granic wytrzymałości. Pomimo nastroju lekkiego zdenerwowania pościgami i ucieczkami oraz obawami o życie, ogólny klimat jest niesamowity. Poznajemy szkocką gościnność, odwagę, przyjaźń i namiętność. Opisy zachowań, zwyczajów i strojów, a nawet celtyckie wtrącenia w dialogach generują przekonanie o autentyczności. Ja nie dopatrzyłam się żadnych historycznych nieścisłości.

Obca jest też naładowana różnymi emocjami. Bardzo przeżywamy losy Claire. Jak ona płakała, to ja też, jeśli się cieszyła, ja też się uśmiechałam (a wtedy ludzie w pociągu się na mnie dziwnie patrzyli). Ostatnie strony mnie mocno wstrząsnęły. Nie zdradzę o co chodzi, ale opisy cierpień fizycznych i psychicznych torturowanych i chorych były przerażające. Ale watro było to przeczytać. Od dawna żadna książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. A to dopiero początek serii. Jest wprost genialna...


                                        
Szczegóły
Tytuł:  Obca
Tytuł oryginalny: Outlander
Cykl: Obca
Tom: 1
Autor: Diana Gabaldon
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron:  709

wtorek, 24 marca 2015

Królewski Skrytobójca - Robin Hobb

Na końcu pierwszej części przygód Bastarda akcja tak przyśpieszyła i tyle się działo, że z ochotą sięgnęłam po drugi tom. No niestety, wróciliśmy do, powiedzmy, punktu wyjścia. Książka wlecze się niemiłosiernie, po czym znowu przyśpiesza na końcu. To tomiszcze ma ponad 700 i osobiście pierwsze 500 bym wycięła, bo nic znaczącego nie wnoszą do całości historii. Są to pojedyncze przygody, wydarzenia i wątek miłosny -jak dla mnie troszkę nie pasujący do klimatu, albo może nie pasował mi do samego Bastarda. Chyba granica pomiędzy Bastardem dzieckiem a mężczyzną jest za słabo zarysowana.

Co się dzieje w okolicy Koziej Twierdzy? Coraz więcej zarażonych kuźnicą, więcej statków atakujących wybrzeże, niepokoje na zamku. Tytuł sugeruje, że Bastard jest prawowitym skrytobójcą i podejmuje różne ważne misje. Niestety NIE. Powiedziałabym, że robi znacznie mniej, niż w poprzedniej części. W zamku panuje prawdziwa "rewolucja", najpierw za sprawą Ketriken, potem księcia Władczego. Polityka staje się coraz bardziej skomplikowana, kłopoty finansowe Księstwa są coraz poważniejsze.

Dobrze przedstawiony został związek z wilkiem Ślepunem. Coraz lepiej rozumiemy zawiłości umiejętności Rozumienia. Wszystko się kręci i miesza. Przyjaciele okazują się wrogami, władza króla słabnie. Bastardem targają sprzeczności. Jednym słowem istny misz-masz. Aż dziw, że autorka się w tym wszystkim nie pogubiła. Na razie wszystko do siebie pasuje. Końcówka została napisana z jeszcze większą pompą niż w poprzedniej części, ja byłam w szoku. Zupełnie się nie spodziewałam wydarzeń z ostatnich kart książki. Chyba się skuszę na trzecią część.

piątek, 20 marca 2015

Cel snajpera - Chris Kyle

To jest jedna z moich nielicznych książek wojennych i historycznych - tak, chyba mogę ją zakwalifikować jako historyczna. Nie spodziewałam się, że może mi się tak spodobać - jeśli opisy śmierci i wojny mogą się komukolwiek podobać.

Jest to biografia Chrisa Kyla, amerykańskiego snajpera SEAL. Co opisuje? Życie i śmierć, wolę walki i przetrwania. Spotykamy go jako nastolatka i wędrujemy z nim przez rozmaite szkolenia aż na wojnę do Iraku. Powstało wiele filmów o tej konkretnej wojnie, ale chyba żaden nie przedstawia jej w taki sposób jak ta książka.

Poznajemy znaczną ilość faktów na temat szkoleń BUD/s, snajpierskich i innych - nie ma oczywiście żadnych szczegółów, ale na wyobraźnie i tak nieźle działa. Pełno jest opisów tego, jak instruktorzy traktują rekrutów -czyli jak gówno - dosłownie tak to jest nazwane. Trafiamy do Iraku. Kyle był na 4 misjach i nawet służył z polskim GROM-em, nieźle co? I najfajniejsze jest to, że ich na łamach tej książki pochwalił. Akcje toczą się głównie w dwóch miastach  - Al-Falludża i Ar-Ramadi. Niektóre opisy szokują, a zarazem nie szokują z powodu stylu w jakim napisana jest ta książka. Czyta się ją łatwo. Każda nazwa broni, czy słowo z wojskowego żargonu jest wyjaśnione. Czy są opisy śmierci? Oczywiście, że są, ale sposób patrzenia na nie przez Kyla, jest pozbawiony głębszych emocji, szczególnie na te ponoszone przez rebeliantów."Ot, taki standard, kolejny zwyczajny dzień na wojnie". Bardziej emocjonujące są opisy strat kolegów. Widać, że wojskowi na misji patrzą na życie zupełnie inaczej, niż my. Są też fragmenty zabawne, a nawet wręcz śmieszne. Pomimo tego, że wszyscy są na wojnie, nie brakuje im humoru, powiedziałabym, że czarnego humoru.

Oczywiście szczegółowo opisane są wydarzenia związane z samymi najdłuższymi strzałami Chrisa. Najdłuższy to ponad 2 km. W końcu na okładce widnieje tekst "Historia najniebezpieczniejszego snajpera w dziejach amerykańskiej armii".

Ciekawe są fragmenty pisane z perspektywy żony Chrisa. Poznajemy szczegółowo jej emocje i odczucia od pierwszego spotkanie do stworzenie rodziny. Wydaje mi się, że w tej książce najbardziej naładowane energią są właśnie fragmenty przeżyć i zmartwień żony, czekającej na szczęśliwy powrót męża. Konflikt Bóg, Ojczyzna, Rodzina czy Bóg, Rodzina, Ojczyzna stanowi dość istotny problem w tej książce.

Polecam tą książkę wszystkim, naprawdę, bo jest świetna.

środa, 18 marca 2015

Kolekcjoner - Nora Roberts

Trochę mnie ta książka zawiodła. Jestem wielką fanką Nory, więc to mnie podwójnie uderzyło. Pomysł zapowiadał się nieźle. Niestety nie wyszło. 

Naszą parą to opiekunka domów i pisarka Lila i bogaty malarz Ash. Uważam, że to banał. Poznali się na komisariacie policji po śmierci brata Asha, który był zamieszane w jakieś szemrane interesy. Jakie? Zaginione carskie jaja nagle się znalazły. Najbardziej wartościowe w książce jest dla mnie tło historyczne i losy jaj. Nie brakuje teorii spiskowych o losach carskiej rodziny Romanovów, opisów sytuacji politycznej byłego ZSRR, a nawet znalazłam maleńka wzmiankę o Polsce. 

Fajne jest to, że głównym zagrożeniem jest kobieta. Takiego czarnego charakteru nie spotkałam jeszcze w książkach Nory, co jest miłą i ciekawą odmianą.

Związek Lili i Asha jestem dla mnie trochę sztuczny. Nie byli razem i nagle są. Gdzie tu jakaś "gra wstępna" do związku? To takie trochę nierealne. Ona jest zakręcona jak świński ogonek, a on próbuje odgrywać macho planując zemstę za brata, a na co dzień jest lekko ślimaczy i ogólnie ustatkowany. Oboje są w artystami i jest za dużo opisów artystycznych, analiz obrazów i metafor.  Po jakimś czasie to trochę męczy. Książka przyjemna, idealna do zrelaksowania, ale bez tej specyficznej głębi. 

niedziela, 15 marca 2015

Lewa Ręka Boga - Paul Hoffman

Ta książka to jakaś pomyłka. Przedstawia alternatywną rzeczywistość i jest parodią chrześcijaństwa z naciskiem na katolicyzm. Hoffman zamienił Jezusa na Powieszonego Odkupiciela, a  krzyż stał się szubienicą. Cała hierarchia tego para-kościoła ma niezmienioną formę, zakony, papież itp. Nie bardzo lubię książki związane z wiarą i ta chyba utwierdziła mnie w moim przekonaniu. Hoffman wyładowuje w niej wszystkie swoje żale na kościół.

Głównym bohaterem jest Thomas Cale, wychowany w jednym z zakonów. Po jakimś czasie ucieka z niego, spotyka kilku przyjaciół, wędrują razem... czyli standard. Nie wiem do końca czy towarzyszy Thomasa mogę nazwać przyjaciółmi, bo chyba nie za bardzo da się ogarnąć jego główne motywy i uczucia w pierwszym tomie serii. Jeśli to on ma być tą tytułową Lewą Ręką Boga, to na razie nie bardzo mu wychodzi. Spodziewałam się czegoś innego po tytule, który w jakiś sposób określa man tematykę.

Wracając do Hoffmana, on chyba sam nie bardzo wiedział jaki efekt chciał osiągnąć. Wiele książek drwi z religii w sposób zabawny, łatwy w odbiorze i to jest spoko, a ta pozycja jest bardzo sztywna i poważna. No szmira po prostu. Pomysł może i fajny, ale wykonanie poniżej wszelkiego poziomu. Niestety. Chwilami książka bardzo mi się ciągnęła, ale dzięki dynamicznej końcówce sięgnęłam po drugi tom, a raczej jego początek i dalej czytać nie zamierzam, to wiem na pewno. Przez początek nie da się przebrnąć. Czytając ma się wrażenie, że przedstawiony świat jest szary, brudny, pełen zła i wojen. Brakuje pozytywnych momentów. Wiem, że są osoby, którym się ta książka podobała, ja niestety do nich nie należę. Okładkę książki oceniam na 9/10, a treść 1/10.

piątek, 13 marca 2015

Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa - Haruki Murakami

To moja pierwsza książka autorstwa Murakamiego i na wstępie mogę powiedzieć, że ma dziwny styl. Pisze bardzo specyficznie i nie każdemu może się to podobać.

Przechodząc do fabuły, głównym bohaterem jest Tsukuru, ma 35 lat. Jest to bardzo dziwna postać. Buduje dworce kolejowe, mieszka w Tokio i raczej jest samotnikiem na skutek pewnych wydarzeń z przeszłości. Tsukuru miał czwórkę przyjaciół: Czerwonego, Niebieskiego, Czarną i Białą - ich nazwiska zawierały kolory w przeciwieństwie do Tsukuru. Pewnego razu, kiedy nasz bohater był na drugim roku studiów wszyscy się od niego odwrócili, bez słowa wyjaśnienia. To wydarzenie jest pewnego rodzaju przełomem w jego życiu. Nie prowadziło jednak do przyjemnych chwil.

O co chodzi w tych latach pielgrzymstwa w tytule? To jest tytuł utworu muzycznego autorstwa Liszta. Ten utwór jest cały czas obecny w książce i pojawia się w najbardziej zaskakujących momentach. Patrząc na to inaczej może być to swoista metafora życia Tsukuru. Po stracie przyjaciół stał się samotny i z nikim się na dłuższą metę nie wiązał. Szedł przez życie tak jak pielgrzym - samotnie. Wyruszył także na wyprawę do Finlandii. Po wielu latach na skutek namów ze strony bliskiej przyjaciółki, Tsukuru postanowił zbadać sprawę odtrącenia i dowiedzieć się, kolokwialnie mówiąc, o co poszło. Jednak jego byli przyjaciele są już zupełnie innymi ludźmi. Problem ten jest bardzo interesujący. Z biegiem czasu rozwiewają się zawiłości dotyczące przeszłości, choć nie wszystkie. Niektóre pozostają w naszej strefie domysłów.

Język Murakamiego jest niespodziewanie odważny. W sumie nie spodziewałam się takich opisów stosunków międzyludzkich. W książce jest dość sporo filozoficznych rozważań. Mam wrażenie, że obserwowałam losy Tsukuru z pewniej odległości i nie zagłębiałam się w nie za bardzo, nie mogłam "wczuć się w postać". Klimat książki chyba najlepiej oddaje muzyka:


środa, 11 marca 2015

Wielki Mistrz - Trudi Canavan

Ta część bije poprzednie na głowę. Serio. To jedna z najlepszych książek jakie czytałam. A to wszystko za sprawą naszych głównym bohaterów: Sonei i Wielkiego Mistrza Akkarina. To oni stanowią oś powieści i przyznam się, że fragmenty przygód Dannyla czytałam niechętnie, usychając z tęsknoty za głównymi bohaterami.

Do miasta trafiają wrogowie Kyralii - magowie posługujący się zakazaną czarną magią. Akkarin samotnie walczy z nimi współpracując z naszym dawnym znajomym Cerym - przyjacielem Sonei. Ona sama odkrywa coraz więcej na temat Wielkiego Mistrza i zakazanej sztuki. Ostatecznie decyduje się pomóc Akkarinowi w walce i uczy się czarnej magii. Jednak ich wysiłki zostają odkryte przez Gildię i zaczyna się dziać...

Sonea z początku panicznie boi się Wielkiego Mistrza. Z czasem jej uczucia przechodzą od zaciekawienia, przez sympatię, do nieco bardziej płomiennego uczucia. Odbywa ona podróż wewnątrz siebie i nie tylko. Razem z Akkarinem i Soneą przemierzamy pustkowia Sachaki i północną Kyralię. Zapewniam, że będziecie drżeć ze zniecierpliwienia i zdenerwowania, kiedy wszystko zacznie się komplikować. Akkarin zajmuje miejsce w ścisłej czołówce mojej listy najulubieńszych bohaterów literackich.

Nie było by dobrej książki, gdyby nie jej finał. Zdradzę tylko, że będzie bitwa - może jest to w pewnym stopniu standard gatunku fantasy, ale jej forma jest zupełnie inna niż znamy. Ja do dzisiaj nie mogę się pogodzić z zakończeniem i chyba dotyczy to też większości czytelników tej książki. Po skończeniu jej po prostu leżałam i patrzyłam w sufit, taaakiego miałam kaca książkowego, a to świadczy o tym, że książka była naprawdę bardzo dobra. Szczerze polecam całą trylogię. Przeczytajcie bo warto!

niedziela, 8 marca 2015

Niebo Montany - Nora Roberts

Nora Roberts ma w swoim dorobku książki z kategorii "głupie, lecz przyjemne romansiki" oraz piękne i zajmujące historie. "Niebo Montany" należy zdecydowanie do tej drugiej grupy. Nie ukrywam, że obie kategorie czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Nora pisze niesamowicie prostym i przystępnym językiem. Łatwy język = zaleta (zazwyczaj).

Teraz ogólnie o historii. Poznajemy 3 przyrodnie siostry, zupełnie obce dla siebie. Mają wspólnego ojca i poznają się na jego pogrzebie. Wszystko dzieje się na Ranczu Mercy w Montanie. Okazuje się, że każda z sióstr dostaje w spadku 1/3 rancza pod warunkiem, że razem zamieszkają na nim rok. No i zabawa się zaczyna.

Siostry to:
  • Willa - mieszkająca na ranczu całe życie kowbojka, twarda, uparta, typ "wszystko zrobię sama,
  • Lily - zagubiona rozwódka z Wirginii, uciekająca przed swoim mężem, który się nad nią znęcał, nieśmiała, początkowo płaczliwa, zagubiona,
  • Tess - "dama z Hollywood", zawsze świetnie ubrana, przyzwyczajona do wygód, lekko bezczelna. 
Ich opis chyba daje jakiś obraz tego, co tam się musiało dziać. Oczywiści książka obfituje w opisy ich kłótni, braterskiej miłości i nie tylko. Nie może zabraknąć super seksownych kowbojów, którzy odmienią życie sióstr. Nie można narzekać na brak kilku wielkich miłości, zupełnie różnych od siebie.

Żeby nie było za kolorowo, pojawiają się dziwne morderstwa i zmasakrowane zwierzęta. Oskalpowane ofiary, wypatroszone bydło... brzmi super, nieprawdaż?  Dodatkowo w okolicy pojawia się były mąż Lily. Montana jest świetna, dosłownie widzimy wielkie łąki, pastwiska i ośnieżone szczyty gór skalistych. Coś wspaniałego. Można się zakochać. 

Dodam, że podobny motyw z trzema siostrami jest w książce Jill Shallvis "Oczarowana", możliwe, że inspirowała się właśnie tą powieścią Nory. I przestrzegam - nie oglądajcie ekranizacji, bo jest beznadziejna. Marna mała amerykańska produkcja z sytuacjami wyrwanymi z jakiegokolwiek kontekstu.

piątek, 6 marca 2015

Gra o Tron - George R.R. Martin

Myślę, że każdy słyszał o tej książce. Za sprawą serialu produkcji HBO Martin zaistniał jako król fantasy. I słusznie, bo jego książka to istny majstersztyk. Przyznam się, że przygodę z Pieśnią Lodu i Ognia zaczęłam od serialu. Na szczęście nie straciłam dużo, bo serial jest bardzo wierny książce, przynajmniej pierwszy sezon.

Nie wiem jak opisać fabułę, bo jest kilka głównych wątków i kilku głównych bohaterów. To zapowiada dość długą serię książek. W pierwszej się wszystko zaczyna gmatwać. Ale o co chodzi? Tak w dużym uogólnieniu król przyjeżdża na północ aby poprosić swojego dawnego druha Neda Starka o zostanie królewskim namiestnikiem. Oczywiście królowi się nie odmawia. Na południe do Królewskiej Przystani wyrusza Ned i jego dzieci Arya (moja ulubiona) i Sansa. W domu z żoną Neda Cathelyn zostają Bran, Rickon, Robb i Jon Snow - bękart (osobiście bardzo go lubię). Dwór jest pełen intryg, polityki i nazwijmy to "szemranych interesów". Martin nie stroni od brutalnych i odważnych opisów rzezi, seksu, wojny. Ciekawą parę "dosłownie i w przenośni" stanowią królowa Cersei i jej brat Jamie Lannister, kryjący się przed wszystkimi ze swoim związkiem. Najbardziej podszedł mi wątek chłopczycy Aryi oraz Jona Snow na Murze na dalekiej północy.

Oglądacze serialu mogą mieć lekko zaburzony obraz książki, ponieważ dzieci Starków, to po prostu dzieci. Jon Snow ma 15 lat, a w serialu gra go dorosły facet. Chyba większość z was zna maksymę Starków Winter is coming albo You know nothing, Jon Snow (choć nie jestem pewna czy to jest akurat z tej części). Nie polecam przywiązywać się do bohaterów, tych głównych też to dotyczy. Martim uwielbia ich uśmiercać. Ledwo jakiegoś polubimy, on już nie żyje. Jednak książka jest zdecydowana warta przeczytania. To jedno z najlepszych fantasy jakie ostatnio przeczytałam.


środa, 4 marca 2015

Ruchomy zamek Hauru - Diana Wynne Jones

Ta książka jest naprawdę ładną baśnią, głównie o przyjaźni. 17-letnia Sophie zostaje zaczarowana przez Wiedźmę z Pustkowia w staruszkę. Nie może już pracować jako kapeluszniczka, więc postanawia wybrać się do siedziby złego czarnoksiężnika Hauru, aby zdjąć z siebie zaklęcie. Hauru mieszka w ruchomym, zaczarowanym zamku, napędzanym siłą demona ognia. Sophie zostaje zadomawia się w zamku i nawiązuje przyjaźń z uczniem Hauru Michaelem i demonem Kalcyferem.

Sama postać Hauru jest tajemnicza i w niektórych momentach denerwuje. Jest on niechlujny, wydaje sporo pieniędzy na nowe ubrania i ma jakąś dziwną misję łamania dziewczęcych serc. Z czasem pozbywa się swoich brzydkich nawyków i staje się coraz lepszy. Następuje jego wewnętrzna przemiana. Okazuje się, że Hauru znany jest pod wieloma imionami w różnych miastach i światach. Drzwi wejściowe do zamku są magiczne i otwierają się na różne światy. Kojarzycie bajkę Potwory i spółka i drzwi szafy do różnych pokoi dzieci? Działanie tych drzwi jest bardzo podobne. Trafiamy nawet do współczesnej Walii skąd Hauru pochodzi i w naszym świecie ma samochód, a nawet zrobiony doktorat. Jest lekkie pomieszanie i poplątanie z tymi drzwiami, ale wszystko jest opisane bardzo prosto i przyjemnie.

Motywem przewodnim książki jest uniknięcie klątwy rzuconej przez Wiedźmę z Pustkowia na Hauru i pokonanie jej. Ksiażka posiada ten jeden wątek, akcja się nie rozdziela i nie opowiada o innych postaciach.

Polecam anime o tym  samym tytule co książka w reżyserii Hayao Miyazakiego. Jest w nim sporo różnic i zmian ale chyba lepiej oddaje nastrój i klimat książki niż ona sama.


niedziela, 1 marca 2015

Kod Leonarda da Vinci - Dan Brown

Ale Brown nazmyślał, jak to wielu mu zarzucało. Ale nazmyślało też wielu przed nim więc nie wiem po co było tyle szumu wokół tej książki. Przecież to fikcja literacka, a przynajmniej większość. Trochę rozczarowały mnie dialogi. Płaskie, raczej nudne, bez emocji. Główny bohater Robert Langdon (czyt. Sherlock Holmes) rozwiązuje zagadkę tajemniczej śmierci kustosza Muzeum w Luwrze i kilka szyfrów w drodze do odnalezienia Świętego Graala. Obok niego występuje Sophie, wnuczka zamordowanego. Jest specjalistką od łamania kodów, co nie bardzo jej w kolejnych zagadkach pomaga. Okazuje się, że Langdon, spec od symboli z Harvardu jest lepszy, niż wyszkolony kryptograf. Masakra.

Dodatkowo denerwuje ta cała gadanina o wyższości kobiet i o tym jak zostały skrzywdzone przez kościół. Maria Magdalena, Święty Graal, dzieci Jezusa... Ciekawa koncepcja, ale za bardzo Brown chciał wszystko wyjaśnić. Gdyby jeszcze tego Graala nie znaleźli... Wtedy Brown byłby mistrzem tajemniczości. Ale niestety, nie każdemu pewnie spodoba się to jak poprowadził śledztwo.

Książkę czyta się bardzo szybko i lekko. Akcja wartko posuwa się do przodu. Wszystkie pościgi i cały wątek kryminalny są w porządku. Fabuła obfituje w wiele zwrotów akcji i sytuacji pozornie bez wyjścia. Wielką tajemnicą jest dla mnie postać mnicha albinosa, członka Opus Dei. Nie wiem, czym inspirował się Brown umieszczając takiego kogoś w powieści. Pasowałaby mi do niego jakaś symbolika, tymczasem on jej nie posiada. Jako kryminał książka jest przeciętna, ale jest gratką dla fanów teorii spiskowych. W ostatecznym rozrachunku podobała mi się.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...